FANDOM


Dzieciństwo. Czy to nie piękne?

Dzieciństwo. Czy to nie piękne?
No Screenshot 2
Twórca: User:PisarkaRoku
Sezon: 1
Numer odcinka: Prolog [0]
Opublikowano: 1.09.2015 r.
Chronologia
Poprzedni: ---
Prolog serii opowiadającej o dzieciństwie Christiny w wersji trochę odbiegającej od prawdy. By PisarkaRoku

Występują:

  • Christina Black
  • Ferb Flether
  • Fineasz Flynn
  • Fretka Flynn
  • Ojciec Christiny
  • Ciotka Mey (wspomniana)

Fabuła

A więc naprawdę już odeszłaś?
Zniknęłaś, piękna, z moich dni?
Twe każde słowo we mnie mieszka,
Wciąż jeszcze w uszach moich brzmi.

I jak wędrowiec wzrok o świcie
Na próżno w przestwór nieba śle,
Skowronka ujrzeć chcąc w błękicie,
Co z dzwonną pieśnią nad nim mknie:

Tak ja lękliwe oczy wznoszę
Na pola, łąki, borów gąszcz
I każdą pieśnią moją proszę:
O, wróć, kochana, czekam wciąż!

Johan Wolfgang Goethe, " Do Oddalonej "

Dziewczynka zamknęła książkę z wierszami. W jej oczach pojawiły się łzy. Znów. Cały czas osądzała się o to, sądziła, że to jej wina. Czy był to prawdą? Sama nie wiedziała. Wiedziała tylko, że zawiodła. Na całej linii. Ciężko było jej pogodzić się z tym wydarzeniem, może i to nie była jej matka, ale najstarsza siostra matki, ciotka Mey. To ona ją wychowała, to ona była przy niej w ciężkich chwilach,a nie, ta wiedźma, jej matka. Łza spłyneła dziewczynce po policzku, ta szybko otarła ją i wyjrzała za okno. Zaczął wiać wietrzyk. Delikatny, ale jednak. Kolejnym łzą pozwoliła spływać po policzku, na dworze robiło się coraz zimniej. Wyjrzała za okno. Bardzo lubiła obserwować innych, zupełnie normalnych, ludzi. Pewna ruda dziewczyna założyła mniejszemu od niej, także rudemu chłopcu, czapkę z daszkiem na głowę. obok nich stał zielonowłosy młodzieniec. On wydał się Różowowłosej interesujący. Nie mówił nic, podczasgdy pozostała dwójka się śmiała. Obiekt jej zainteresowania chyba poczuł, że ktoś się na niego patrzy i odwrócił głowę w kierunku okna. Dziewczyna tak się przestraszyła, że użyła swoich zdolności i, aby nie zostać odkrytą, zrobiła się niewidzialna. On pewnie pomyślałby, że to super mieć takie moce. Że można wszystko. Ze jest się najlepszym i najsilniejszym. Tak, jak to myślą wszyscy. Jednak posiadanie tych mocy to klątwa, nie dar. Codzienne, bardzo bolesne treningi. Oddalenie się od społeczności, żeby nikt nic nie odkrył. Kontrola samopoczucia. tak, to jest bardzo ważne. Najgorsze jest jednak to, że posiadanie mocy zmienia charakter. Impulsywność, szybkie złoszczenie się, chamstwo. Nie chcę taka być. Nie chcę. Ale nie mogę przestać. Gdybym umiała nad sobą zapanować, gdybym wteddy nie była taka... Gdybym tylko wiedziała. Ciotka Mey, moja kochana, kochana ciotka Mey żyłaby. A teraz, teraz pewnie miałabym trening. Znów próbować zapanować nad ogniem - nie nawidzę tego. Nigdy mi to nie wychodziło. Ciekawe, czemu... - Myślała dziewczyna. Nagle zauważyła, że wszyscy wrócili do swoich domów, bo wiatr wiał już całkiem mocno, ale na ulicy została jedna osoba. To ten zielonowłosy chłopiec. Wpatrywał się w okno w którym stała dziewczyna. Gdy ta to zauważyła, spróbowała zrobić się jeszcze bardziej niewidzialna, lecz było to niemożliwe.

- A, co mi tam. - Wyszeptała dziewczyna, po chwili stając się w pełni widzialna, a sekundę póżniej znikając znów.

Zielonowłosy zamrugał 2 lub 3 razy i, jak to się mówi, " opadła mu kopara". Bardzo zdziwiony, zaczął tyłem i powoli wracać do domu. Po drodzę omal nie przewrócił się o jakiś kamień leżący na chodniku, ale utrzymał równowagę. Różowowłosa uśmiechnęła się, a wiatr stał się z powrotem lekkim, przyjemnym powiewem, co nie znaczy, że ta czuła się już lepiej. Nawet na sekunde nie wierzyła, że to nie jej wina, że ciotki Mey nie ma przy nich. Stając się na powrót widoczna usiadła na łóżku.

- Zjadłabym budyń. - Wyszeptała, po czym udała się do kuchni przygotować sobie swój ulubiony budyń śmietankowy.

- Cześć, kochanie. - Przywitał dziewczynę ojciec, zakładając jednocześnie buta. - Dziś znów muszę iść do pracy na drugą zmianę, poradzisz sobie sama?

- Jasne... - Powiedziała tak cicho, że sama się prawie nie słyszała i pokiwała głową twierdząco, po czym poszła zrobić sobie budyń.

Bardzo często zostawała sama w domu, więc już się do tego przyzwyczaiła. Kiedy tylko usłyszła, że ojciec zamknął dzrzwi urzyła mocy i przyrządziła sobie budyń śmietankowy bez kiwnięcia palcem. Tak, czasem te moce się przydają.. Pomyślała dziewczyna i z budynie w rękach przeteleprtowała się na kanapę i włączyła telewizor. Gdy przejrzała wszystkie kanały i ujrzała, że nic ciekawego nie jest emitowane zjadła do końca budyń i przeteleportowała się do swojego pokoju, po czym odeszła w błogie objęcia Morfeusza...

Obudził ją jakiś chałas. Spojrzała na zegarek. Równo północ, czyli, że to ojciec wrócił z pracy. Przewróciła się na drugi bok, próbując znów zasnąć, lecz jej się to nie udało, więc ubrała się pośpiesznie i, przy pomocy lewitacji, wyszła z domu. Już od dawna ciągnęło ją coś do miejsca, w którym mieszkał zielonowłosy chłopak. Postanowiła, że skoro ona pokazała mu troszkę swoich umiejętności, to nie zaszkodzi podejrzeć, co robi. Podleciała więc do budynku i zajrzała przez każde okno po kolei. Salon, pusty. Kuchnia, pusta. Czyjaś sypialnia, pusta. Inna sypialnia, spała w niej ruda dziewczyna. Podleciała do następnego okna. Zobaczyła tam sypialnie, a wniej dwa łóżka. W jednym z nich spał rudy chłopiec, ale drugie było puste. Zostało jej jeszcze jedno okno, jak się okazało, od drugiej łazienki. Obiekt jej zainteresowań akurat brał prysznic. Jako, iż nie zasłonił się nawet, Christina ujrzała go całego w swej okazałości. Powstrzymując śmiech prychnęła, po czym szybko przyległa do ściany zaraz obok okna. Zielonowłosy zakręcił wodę i owinął się recznikiem, po czym wyjżał za okno i ujrzał tam ją.

- C-c-co -t-ty? Ja... Fre-etka! Znów mi coś dosypałaś d-do picia? A może to sen? Tak, tak, to sen..e... Ej! Co ty robisz w moim śnie?

- To nie sen, a rzeczywistość... Do zobaczenia, Zielonowłosy... - Różowowłosa zrobiła fikołka w powietrzu i poleciała w górę. Usiadła na dachu i nagle wpadła na pomysł. Zaczepiła się o dach nogami i jej głowa znalazła się nagle niebezpiecznie blisko głowy Zielonowłosego, który nadal wyglądał za okno.

- Aaaaagahagara! - Krzyknęła dziewczyna, a chłopak przestraszył się nie na żarty i odskoczył nagle.

A przynajmniej tak to miało wyglądać. Było mniej - więcej tak:

-Aaaaagahagara! - Krzyknęła dziewczyna, ale chłopak zrobił tylko wielkie oczy, więc przestała krzyczeć i zrezygnowana opuściła ręcę, przez co straciła równowagę i jej usta złączyły sie z ustami jeszcze bardziej zdziwionego chłopaka. Różowowłosa nie kontrolowała już swoich mocy, więc aby nie spaść z dachu popchnęła Zielonowłosego w głąb łazienki, a sama poleciała za nim.

- Co ty wyrabiasz, dziewczyno?! Jest coś koło 12:30 w N-O-C-Y! Zaraz moja rodzina się obudzi i będzie kraksa...

-No przepraszam... Nie chciałam spaść z dachu...

- W ogóle, to jak się na nim znala.... Jak ty to robisz?

- Urodziłam się taka. Jak chcesz, mogę ci coś pokazać. Widziałeś, jak lewituję. Widziałeś, jak staje się nie widzialna...

- To.. ty stałaś w tym oknie?

- Wiesz... Obserwuję cię od dawna... Pokaże ci coś... Chodź! - Dziewczyna pociągnęła go za rękę.

- Cze-czekaj! Ja.. nie jeestem ubrany.. ej, czy ty m...

- Tak, przepraszam... Nie chciałam.. - Uśmiechneła się przepraszająco i lekko zaczerwieniła - No to.. idź się ubirz, ja nie patrze... - Dziewczyna odwróciła się do tyłu, a chłopak się pospiesznie ubrał.

- Tylko, że ja tu mam piżame, a śpie bez koszulki i...

- Nie ważne, chodź! - Różowa przerwała mu i pociągnęła w stronę okna, po czym przez nie wyskoczyła i pociągneła go za sobą.

- Aaaa! Co ty robisz?! Chcesz nas za... - Zielonowłosy przerwał w pół słowa. Utrzymywał się w powietrzu! Ale jak? Spojrzał pytająco, na właściwie nie znajomą.

- Wiesz, kiedy się lata, to bez problemu jest wziąść coś ze sobą. Dla mnie nic nie ważysz, i to jest w lataniu świetne!

- Woow.. Wiesz, że my się nie znamy, nie?

- Yhym.

- A mimo to pokazałaś mi swoje moce?

- Yhym.

- Twoi rodzice o nich wiedzą?

Dziewczyna obniżyła lot i posmutniała.

- Masz rodziców, prawda?

- Tatę. Ale to świetny gość...

- Też... Też nie mam mamy.

- Ona od was odeszła? Czy.. czy... ?

- Nie mam pojęcia... Moglibyśmy wylądować?

- Jasne.

Dziewczyna wylądowała i usiadła na ziemi.

- Tak w ogóle, to jestem Ferb.

- Christina.

Dziewczyna uśmiechnęła się i spojrzała w oczy chłopakowi.

- Wiesz, że skoro się dowiedziałeś to coś będzie nas łączyć? Że nie możesz nikomu powiedzieć?

- Wiem. I się cieszę, wiesz?

- Dzięki.

- Tak, dzięki. A teraz lećmy już, zimno się robi. Jestem w końcu w samych spodniach.

- Ok. Daj mi rękę.

Ferb podał Christinie rękę, a ta wzbiła się w powietrze. Po odstawieniu chłopaka do łazienki zawachała się.

- Do jutra?

- Do jutra.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki