FANDOM


Nocna przechadzka

Inni my
IM
Twórca: funnyFranky
Sezon: 1
Numer odcinka: 7
Opublikowano: 26 marzec 2016
Chronologia
Poprzedni: Szkoleniowiec
Następny: Pierwsze koty

Icon-IM.png

Mijają pełne dwa miesiące odkąd Fineasz i Ferb wstąpili do O.B.F.S.'u. Chłopcy ledwie dają sobie radę z natłokiem zajęć. Nie mają jednak czasu na odwiedzanie siostry.

Podczas jednego z treningów Ferb skręca kostkę. Fineasz spóźnia się na kolację, przez co udaje się na nocny spacer w poszukiwaniu jedzenia, by zaspokoić swój głód. Bracia mają już dość tyrani DS i postanawiają zmienić szkoleniowca.
Cytat "Brawo, Jefferson. Po raz kolejny nie byłaś taka beznadziejna jak Fletcher." należy do Martiz2000.

Bohaterowie


Nocna przechadzka


Końca dobiegał ostatni w tym tygodniu trening. Phineas, Ferb i Nazz już pełne dwa miesiące uczyli się w organizacji. Godzenie nauki z codziennymi treningami nie było proste, jednak cała trójka dawała sobie z tym radę, ledwie.

- Brawo, Jefferson. Po raz kolejny nie byłaś taka beznadziejna jak Fletcher - oznajmiła sucho DS, gdy Nazz przekroczyła linię mety.

Nazz uśmiechnęła się na ten jakby komplement i usiadła obok Phineasa. Czerwonowłosy, jako że skończył ćwiczenia grubo przed innymi, siedział odprężony na macie do ćwiczeń i przypatrywał się biegnącemu bratu. Tymczasem Ferbowi do wykonania zostało jeszcze jedno okrążenie.

- Dalej! Ferb! Dasz radę! - wykrzyknął uradowany Flynn. Cieszył go fakt, że jest w czymś lepszy od swojego brata.

- Albo nie - stwierdziła Nazzy, gdy zielonowłosy potknął się o własną nogę i upadł ryjąc twarzą bieżnię.

DS pokręciła głową z dezaprobatą.

- Widzisz Fletcher, nawet nie muszę się starać, sam sobie to robisz. Na co czekacie, pomóżcie mu - zwróciła się do siedzącej na macie pary. - I zabierzcie do części szpitalnej, bo sądząc po tym chrzęście skręcił kostkę.

Nazz i Phineas natychmiast zerwali się na równe nogi i podbiegli do przyjaciela. Pomogli mu wstać i wyprowadzili z hali.

Kwadrans później cała trójka siedziała w oddziale szpitalnym. Kostka Ferba była elegancko zabandażowana, a sam zielonowłosy wyglądał na nieco zdołowanego.

- To było takie upokarzające - mruknął waląc głową w poduszkę.

- W porównaniu z tym jak ten owczarek ugryzł cię w tyłek, nie było tak źle - spróbował pocieszyć brata czerwonowłosy.

- Nie pomagasz Phiny - odparła spokojnie Nazz i poklepała pocieszająco Fletchera po ramieniu. - Daj spokój Ferb. W końcu złapiesz ten rytm. Będzie coraz lepiej.

- No, bo gorzej być nie może - oznajmił Flynn i uśmiechnął się szeroko.

Nazz przesłała mu mordercze spojrzenia.

- Za to w karty grasz nie najgorzej. Już trzykrotnie ograłeś Simona do zera. Ten wasz Klubik Karciany był niezgorszym pomysłem - dodał czerwonowłosy.

- To wy dalej bierzecie w tym udział? - zdumiała się Niebieska.

Phineas i Ferb popatrzeli po sobie.

- No wiesz - zaczął niepewnie Phineas.

- Mieliście z tym skończyć po tym jak Thomson o mało was nie nakrył.

- Przynosi zyski więc...

- Phineas, obiecałeś!

- Dobra! Spasuję. Ale robię to tylko przez wzgląd na ciebie i na fakt, że jesteś siostrzenicą Monograma - oznajmił nastolatek i cmoknął dziewczynę w policzek.

- Weście, nie przy mnie! - oburzył się Ferb. - Wystarczy, że zwichnąłem kostkę, nie muszę jeszcze tego oglądać.

- Zazdrośnik - mrukną Phineas. - Po za tym nie zwichnąłeś, a skręciłeś kostkę. To o wiele mniej poważne.

- Tak czy inaczej cierpię, a wy ten ból potęgujecie. Możecie już iść, mam zostać tu na noc.

- Jak chcesz - odparła Jefferson i wraz ze swym chłopakiem opuścili salę.

- Która godzina? - zapytał czerwonowłosy, gdy tylko odezwał się jego żołądek.

Wraz z Nazz byli własnie w drodze do swych pokoi.

Niebieskowłosa zerknęła na zegarek.

- Siódma - odparła.

- Niech to! Znów spóźniłem się na posiłek - mruknął z rozpaczą Phineas.

- DS nieźle nas dziś przetrzymała - stwierdziła Nazz. - Myślisz, że wkurzyła się na nas za to spóźnienie?

- Podejrzewam, że tak - odparł czerwonowłosy, a jego żołądek ponownie dał o sobie znać.


Phineas otworzył cichutko drzwi i wszedł do stołówki. Na palcach skierował się do kuchni. Z lodówki stojącej w rogu pomieszczenia wyciągnął resztkę deseru z dzisiejszego obiadu. Już miał odejść ze swym łupem, gdy nagle dostrzegł przed sobą zarys jakiejś postaci. Chłopak podskoczył ze strachu i o mało nie wypuścił placka jagodowego z rąk.

- Jaaa, jaa - zaczął się jąkać - to nie tak jak wygląda. Ja tylko spóźniłem się na kolacje i... Jestem strasznie głodny...

Phineas stał nieruchomo trzymając placek w dłoniach, które nieznacznie drżały. Bał się, że o wszystkim dowie się DS i znów go ukaże, a kary DS nie należały do najprzyjemniejszych. Najbardziej jednak lękał się, że mimo swej ofiary, wyjdzie stąd z pustym brzuchem.

Nagle postać ruszyła wprost na niego. Phineas zacisnął powieki i dłonie na swym deserze w obawie, że za chwile otrzyma bolesny cios, nic się jednak nie stało.

Czerwonowłosy otworzył oczy i przyjrzał się postaci. Była to dziewczyna, o długich włosach splecionych w warkocz. Tajemnicza osoba podeszła bez słowa do kuchennego zlewu i zaczęła przygotowywać sobie gorący napój. Phineas przez cały czas obserwował ją uważnie. Gdy dziewczyna skończyła wyszła z kuchni, a młody Flynn udał się za nią.

Dziewczyna usiadła przy stoliku w kącie stołówki, Phineas nie wiedząc co robić przysiadł się do niej.

Przez olbrzymie okna w stołówce do środka wpadało światło księżyca. Promienie padały twarz dziewczyny oświetlając ją w połowie.

Czerwonowłosy wpatrywał się w nią uważnie. Widział ją po raz pierwszy, ale było w niej coś znajomego. Dziewczyna miał na sobie długą, czarną koszule nocną. W tym świetle chłopak nie był pewny koloru jej włosów, ale mógł stwierdzić, że na pewno nie były czarne. Rozpoznawał też skądś te oczy.

Dziewczyna cichutko siorbała swoją gorącą czekoladę wpatrując się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń. Zdawała sobie nic nie robić z obecności chłopaka. Ten natomiast nadal gapił się na nią jak urzeczony, dopiero po dobrej chwili cichutko wyszeptał.

- Czy my się skądś nie znamy, bo mam wrażenie że cie skądś znam? - nie uzyskał jednak odpowiedzi. Dziewczyna nadal zajmowała się swoją szklanką. - Jestem Phineas, a ty? - i tym razem czerwonowłosy nie uzyskał odpowiedzi. - Aha rozumiem. Ty jesteś z tych co się nie odzywają. Spoko. Mogę cie tylko prosić, żebyś nikomu nie mówiła? No wiesz, że mnie tu zastałaś. Spóźniłem się dzisiaj na obiad i kolacje, i od dobrych paru godzin nic nie jadłem. Z głodu nie mogłem zasnąć, więc postanowiłem włamać się do kuchni i coś wszamać. W sumie to się nie włamałem bo drzwi były otwarte. To jak nikomu nie powiesz? - dziewczyna nadal milczała - Uznam brak sprzeciwu za zgodę.

Phineas zaczął jeść ciasto widelcem. Dziewczyna tymczasem na chwilę odstawiła swój kubek i wyjrzała przez okno.

- Jej ale jestem głodny - odezwał się znowu czerwonowłosy. - DS dała nam nieźle w kość. Znasz DS? To nasz szkoleniowiec. Ponoć jest najlepsza i coś musi w tym być. Jest strasznie ostra, mówię ci, jak żyleta. U niej nie ma taryfy ulgowej. Jak raz się spóźniłem to za kare kazała mi robić mi karne pompki. Po jednej za każdą minutę spóźnienia. Spóźniłem się kwadrans i dostałem piętnaście, ale się pomyliłem w liczeniu o dwie i w sumie musiałem zrobić trzydzieści. Raz jak chciała sprawić żebyśmy szybciej biegali poszczuła nas psami i to dosłownie. Pen, to jest Agentka P, twierdzi, że jej metody są niekonwencjonalne, a Ferb że są nielegalne. Irving uważa, że ona po prostu lubi się nad nami znęcać, ale ja myślę, że ma po prostu taki styl.

Phineas skończył swą przemowę i spojrzał na dziewczynę, która nadal przyglądała się księżycowi. Chłopak również zwrócił ku niemu wzrok.

- Księżyc dziś pięknie świeci no nie? Jest tak jasno... Prawie jak w dzień. Gwiazdy też tak pięknie świecą... - wyszeptał i zerknął na swego "współrozmówcę".

Gwiazdy świeciły dziś wyjątkowo jasno, a księżyc zdawał się mienić jak diament. W oczach dziewczyny odbijało się nocne niebo. Phineas patrzył na nią jak zaczarowany. W tym świetle wyglądała tak słodko. Prawie jak anioł.

Chłopak otrząsnął się pospiesznie z transu i wrócił do placka. Dziewczyna natomiast odwróciła wzrok od okna i wstała od stołu.

- Już idziesz? - zdumiał się czerwonowłosy. - Miłej nocy życzę. - wyszeptał na pożegnanie.

Gdy Flynn w końcu skończył jeść placek, posprzątał po sobie i przez nikogo niezauważony wrócił do swojej celi, tak mu się przynajmniej zdawało.


Była sobota. Pomimo tego, że był weekend i wszyscy rekruci mogli wyjść z Agencji, i odwiedzić swych bliskich, Phineas i Ferb siedzieli w swojej celi i męczyli się z zadanym im stosem lekcji. Zwyczajnie nie mieli czasu na odwiedziny, przez co nie widzieli się z Fretką blisko półtora miesiąca. Jedynie po pierwszym tygodniu bracia udali się w odwiedziny do domu. Dowiedzieli się tam, że Larremu Stevensonowi, kandydatowi Fretki na burmistrza Danville, udało się wygrać wybory. Fretka poinformowała ich również o tym, że na święta przyjadą ich rodzice, i że nowi członkowie Ruchu Oporu dość dobrze się spisują.

Początkowo Phineas kontaktował się z siostrą codziennie telefonicznie, Ferbowi wystarczyła jedna rozmowna w tygodniu. Za każdym razem, gdy czerwonowłosy dzwonił, opowiadał o swoich codziennych treningach, o nowo poznanych znajomych i o tym jakie beznadziejne mają tu jedzenie. Pytał też Fretki co u niej, jak działalność RO.

Jednak tym co najbardziej interesowało czerwonowłosego była Izabella. To czy dzwoniła, czy się o niego pytała. Czarnowłosa bowiem nadal przebywała na szkoleniu w AS'ie.

Chłopak za każdym razem zadawał to pytanie i za każdym razem słyszał tę samą odpowiedź. Nie.

Z czasem coraz rzadziej dzwonił, coraz rzadziej pytał, aż w końcu przestał całkowicie. Ostatnia iskierka nadziei, że Shapiro się nim interesuje zgasła. Oprócz tego co innego zaprzątało jego głowę. Nazz Jefferson, albo jak się ostatnio dowiedział Jamie. Początkowo byli tylko przyjaciółmi, jednak od tygodnia chodzą ze sobą o czym wie jedynie Ferb.

- Nie. Dam. Rady. Więcej - oznajmił Phineas odrzucając zeszyt z biologi i opadając na poduszkę. - Chcę przytulić się do Nazz - zawołał zrozpaczony.

- Więc wpadnij do niej do domu. Monogram z chęcią cię ugości - odparł Ferb kreśląc jakieś bzdurne zdanie w swym zeszycie od nauki o broniach.

- Jeszcze życie mi miłe - oznajmił czerwonowłosy.

Nazz od urodzenia mieszkała u swojego wujka Majora Francisa Monograma. Jej ojciec, były Agent O.W.C.A. Jack Jefferson, zginął podczas jednej z misji tuż przed jej narodzinami, natomiast mama Jamie, Lily, zmarła przy porodzie. Dziewczynkę przyjął więc pod dach jej najbliższy krewny, brat jej matki Francis. Wychowywał ją dość surowo i nie pozwalał wychodzić z domu, jednak bardzo ją kochał i troszczył się o nią.

Gdyby Major Monogram dowiedział się o związku swej siostrzenicy z młodym Flynnem... Phineas nie miałby łatwego życia w organizacji.

- Wiesz czasami zastanawiam się co by było gdyśmy żyli w tym innym wymiarze. I tak sobie myślę, że tam byłoby nam lepiej, że chciałbym tam mieszkać. Może tam mógłbym chodzić z Nazz na szejki i nie bać się, że po powrocie jej wujek nakopie mi do tyłka.

- Ja ci nakopię jeśli nie przestaniesz mnie rozpraszać.

- No ale pomyśl, ty nie chciałbyś być normalnym nastolatkiem?

- Skąd wiesz co jest normalne? To co z założenia dla ciebie jest normalne, dla innych może być czymś chorym i pomylonym. Z kolei, może być też na odwrót. To co normalne zależne jest od punktu widzenia. Uważasz, że nasz wymiar jest tym innym bo poznałeś ten drugi, który bardziej Ci się spodobał przez swoje kolory, dlatego uważasz go za pierwowzór. A co jeśli tak nie jest? Jeśli to właśnie oni są tymi nienormalnym, tymi innymi? Dla osób, które nie mają pojęcia o istnieniu tych "normalnych", to właśnie my jesteśmy tym normalnymi. Ci którzy nigdy nie przekroczyły granic naszego wymiaru, nie odkryli innej prawdy, to my jesteśmy prawdziwi.

- Ferb skąd w tobie ten filozof?

- Czytam ostatnio taką książkę... - westchnął zielonowłosy i odrzucił uzupełniony zeszyt, po czym wziął się za następny.


Poniedziałkowy trening zaczął się podobnie jak poprzednie z tą różnicą, że Ferb przyszedł nieprzebrany, a pod pachą ściskał jakieś opasłe tomisko. Już wcześniej DS poinformowała go, że pomimo tygodniowego zwolnienia z treningów by nie nadwyrężać kostki, ma przyjść na salę i być obecnym tam przez całe pięć godzin. Kiedy zapytał dlaczego, zamaskowana odparła jedynie, że go nielubi. Tak więc zielonowłosy przybył przygotowany na spotkanie z nieuniknionym upokorzeniem i DS.

Chłopak po tradycyjnej zbiórce usiadł na krętych schodach prowadzących do biura ich mentorki i rozpoczął lekturę swej książki.

Po dobrych dziesięciu minutach czytania, w jednym z ciekawszych momentów książki, strony powieści przysłonił mu złowrogi cień.

- Fletcher idź do mojego biura i przynieś z niego szpady, zaczniemy dziś trening białą bronią.

- Kiedy ja nie mogę...

- Nadwyrężać kostki, ale chodzić chyba nikt ci nie wzbronił?

Zielonowłosy zaklął pod nosem i odłożył książkę. Wstał ostrożnie i spojrzał na szczyt schodów, był tak wysoko, tyle stopni przed nim.

Chłopak zaczął się wspinać powoli na górę. W połowie schodów stwierdził, że to dobra okazja by zobaczyć jak ten gabinet DS wygląda. Niestety lub stety, zależy od punktu widzenia i celu odwiedzin, nie miał jeszcze okazji w nim być. Po kolejnych kilku stopniach stwierdził, że kręci mu się w głowie i chyba zaraz zwymiotuje, powstrzymał się jednak i bezpiecznie dotarł pod same drzwi gabinetu.

Otworzył je powoli i wszedł do środka. Widoku, którego tam zastał w życiu by się nie spodziewał. Z prawej strony pod ścianą stało dobrze oświetlone biurko, na którym znajdował się laptop. Nad biurkiem wisiała szafka, na której stało kila teczek i segregatorów. Po przeciwnej stronie były drzwi prowadzące bóg wie gdzie. Za to w głębi, jaki pod wszystkimi ścianami stały regały. Regały pełne książek, przeróżnych. Od prozy, przez romanse po dramaty i ballady. Zarówno z gatunków fantastyki, jaki kryminalistyczne czy naukowe. Takiej biblioteki zielonowłosy nie widział. Z wrażenia szczęka mu opadła.

Tuż obok drzwi wejściowych stał jeden fotel, a obok niego lampka. Jak podejrzewał Ferb, zamaskowana czytała tam wszystkie te cudeńka. Warto też dodać, że wszędzie panował nieskazitelny porządek, wszystko było poukładane jakby od linijki, a książki posegregowane według alfabetu i gatunku.

Fletcher miał ochotę przyjrzeć się wszystkim tym dziełom literackim z bliska, jednak wiedział, że czas nagli. Podszedł więc prędko do biurka, obok którego spoczywał stojak ze szpadami, wziął trzy i wyszedł z gabinetu.

Gdy zszedł na dół Nazz i Phineas jeszcze biegali, za to DS nie było w polu widzenia. Chłopak rozejrzał się dookoła. Dopiero po chwili dostrzegł ją siedzącą pod ścianą i czytającą jego książkę. Nastolatek przyglądał się jej przez dłuższy czas, w końcu odważył się podejść. Odchrząknął cicho wyrywając tym samym zamaskowaną z książkowego transu.

- Mam te szpady które kazałaś mi przynieść - oznajmił.

DS poderwała się na równe nogi i wzięła od chłopaka broń, w zamian oddając mu jego książkę.

- Dzięki - odezwała się krótko i ruszyła ku Phineasowi i Nazz.


Tydzień minął bardzo szybko. Nim Ferb się obejrzał zmuszony był wrócić do trenowania, a zaległości miał spore. Musiał nauczyć się posługiwać szpadą, a jakby tego było mało, DS kazała mu zostawać po zajęciach i dodatkowo biegać by "poćwiczyć kondycję". Chłopak uważał jednak, że chciała po prostu się bonusowo nad nim poznęcać.

- Nie wytrzymam dłużej! - zawołał zirytowany Fletcher siadając obok Phineas.

Trwała kolacja, a zielonowłosy ledwie na nią zdążył, gdyż DS uznała, że musi poćwiczyć fechtunek.

- Co tym razem Ferb - zapytała Iv smarując chleb masłem.

- Nic, po prostu mam jej dość. Za całokształt.

- Jest aż taka upiorna? - dopytywał się Artur.

- No. Jest straszna - przyznał Phineas trącając widelcem z niesmakiem swoją parówkę.

- Codziennie na nią narzekacie, może po prostu zmienicie sobie szkoleniowca? - zaproponował Irving.

- To tak można? - zdumiał się Ferb.

- No tak. Musisz iść z tym do Monograma i jeśli się zgodzi to przydzielą wam kogoś innego.

- I mówisz nam to teraz? Po dwóch miesiącach?

- Myślałem, że to wiecie. To wszystko jest w regulaminie - Irving popatrzył niepewnie na chłopaków. - Zapoznajecie się z regulaminem, prawda?

- Nie wnikajmy w to - odparł czerwonowłosy.


Mężczyzna siedział w wysokim fotelu, dookoła otaczały go regały na których leżały stosy dokumentów, teczek i książek. Na biurku stał dość starodawny komputer.

Phineas i Ferb usiedli na krzesła stojących przed biurkiem Majora Monograma, i wpatrzyli się w dowódce, który akurat coś skrobał na papierze. Nie chcieli mu przeszkadzać, więc siedzieli w milczeniu. Po chwili Francis odezwał się nie przerywając pisania.

- Możecie mówić. Słucham.

- Majorze bo chodzi o to, że... - zaczął powoli Phineas.

- Mamy już dość DS - przerwał mu Ferb. - Chcielibyśmy prosić o zmianę Szkoleniowca.

Monogam westchnął, uniósł głowę i w końcu spojrzał na chłopców.

- Nie jesteście pierwsi, którzy mnie o to proszą i nie wam pierwszym udzielę tej odpowiedzi, NIE - powiedział spokojnie.

- Ale dlaczego majorze?

- A dlaczego chcecie zmienić szkoleniowca? - odparł pytaniem na pytanie MM.

- Bo mamy już dość DS. Ona jest okrutna wobec nas. Znęca się nad nami, poniża. Każe nam robić setki pompek karnych, a jak się pomylimy choć o jedną dorzuca drugie tyle.

- Takie są jej metody szkoleniowe - powiedział spokojnie mężczyzna.

- Jest szorstka, wredna i sarkastyczna. Traktuje nas jak pomiotła - kontynuował swą odpowiedź Ferb. - I ona nas nienawidzi.

- DS za nikim specjalnie nie przepada, ale nie mogę powiedzieć, że was nienawidzi. Gdyby tak było nigdy byście nie trafili to organizacji - oznajmił major.

- Co ma major przez to na myśli? - zapytał cicho Phineas.

- DS osobiście przeprowadzała rekrutację. Nigdy nie przyjęłaby do organizacji kogoś, kogo jak sugeruje pan Fletcher, by nienawidziła. Po za tym osobiście poprosiła mnie o przydzielenie jej właśnie was.

- Majorze z całym szacunkiem, ale my dłużej nie wytrzymamy jej szkolenia. Jest dla nas zbyt ostra. Inni rekruci nie mają tak wyczerpujących treningów jak my. Ona robi wszystko żeby...

- Wyszkolić was na jak najlepszych agentów. - oznajmił zdecydowanie Francis. - Posłuchajcie mnie obaj. DS jest dla was szorstka, opryskliwa i wredna bo ona taka jest. Traktuje was jak pomiotła, bo wszystkich rekrutów tak traktuje. Harujecie ciężej od innych pierwszaków bo szkoli was DS. Jest bardzo wymagająca, dlatego jest najlepsza.

- Ale.. - zaczął zielonowłosy, jednak Monogram uciszył go ręką.

- Nigdy nie wtrącam się do metod nauczania żadnego z Szkoleniowców. Jeśli nie jesteście w stanie wytrzymać treningów DS, to najwyraźniej nie nadajecie się na Agentów i powinniście zrezygnować. Myślicie, że podczas prawdziwych misji, ktoś okaże wam taryfę ulgową?

- No nie - odparł cicho Fletcher, choć wcale nie było to konieczne.

- Wiecie - odezwał się po chwili Monogram, przyglądając się obojgu rekrutom. - DS sama chciała was szkolić. Po raz pierwszy sama zdecydowała się wyszkolić rekrutów, zwykle musiałem wciskać jej ich na siłę. Nie powinienem wam tego mówić, ale powiedział, że dostrzega w was potencjał. Jest pewna, że będziecie jednymi z najlepszych środków. Gdyby tak nie było, nie prosiła by mnie właśnie o was. Ja nie chce zmarnować waszego talentu, więc nie zmienię wam szkoleniowca.

Chłopcy patrzyli na dowódce w milczeniu. Mężczyzna wrócił do pisania, po chwili odezwał się z nad papierów.

- Po za tym powinniście być jej wdzięczni. Już dawno powinniście wylecieć za te wszystkie przewinienia - chłopcy spojrzeli na Monograma zdumieni, nie spodziewali że ktokolwiek o nich wie, zwłaszcza MM. - Tak wiem o wszystkim. O waszym nielegalnym klubie hazardowym i o nocnych wyprawach do stołówki panie Flynn. DS za każdym razem się za wami wstawiała. Ona naprawdę w was wierzy chłopcy, nie zmarnujcie tego. Możecie już wyjść.

Phineas i Ferb popatrzyli po sobie, wstali z krzeseł i ruszyli w stronę drzwi.

- Majorze... - odezwał się Phineas za nim wyszedł z gabinetu.

- Tak Phineasu - odparł Monogram i spojrzał na chłopca.

- Mógł by major nie wspominać DS o... O tej rozmowie? - zapytał szeptem.

Monogram uśmiechnął się.

- Spokojnie, ta rozmowa pozostanie tylko między nami - odparł.

Phineas odwzajemnił uśmiech i wyszedł za bratem z pomieszczenia.

Po rozmowie z Monogramem w chłopców wstąpiła nowa energia. Wiadomość, że DS dostrzegła w nich potencjał i że może nawet ich lubi, albo przynajmniej nie przepada za nimi mniej niż za innymi, dodała im skrzydeł. O wiele bardziej przykładali się do treningów, często nawet zostawali po godzinach by samodzielnie pobiegać, poćwiczyć zapasy, wspinaczkę i inne przedziwne rzeczy z którymi mieli problem, lub które chcieli bardziej dopracować. Nazz z chęcią dotrzymywała im towarzystwa.

t - b - eFunnyFrankyGaleria
Serie
Ja i ty
Historia Fineasza i Izabeli | Historia Ferba i Danny | Historia Fineasza i Ferba
Story
Partnerka | Zmiana ról | W niepamięci | Powrót do przyszłości | Deszczowa piosenka | Wesołe miasteczko | Stary znajomy | Nagrodzeni | Ta inna rzeczywistość | Pokonać strach | W odwiedzinach | Szach-Mat | Misja-wieloświat | Etap II | Senna wycieczka | Po drugiej stronie lustra | Powrót Nazz | Magiczna noc | Przygody Agenta Spika | Bo tak | Bom.ble's | Nic specjalnego | Historia, która nie miała się wydarzyć | Melodia dla nikogo | Łapaj karpia | Tomato kolor czerwieni | Wymiar Omega | Pieprzem w oczy | Wakacyjna nutda | Na zawsze Niebieska
Wymiar Omega
Południe | Dokąd nogi poniosą | Polowanie na niedźwiedzia | Orchidea | Sekwencja zdarzeń | Front wyzwolenia Ziemi | Alternatywna rzeczywistość | Na otwartej wodzie | Daj się ponieść | Szklane ideały
Wędrując przez życie
prolog | Powroty | Pożar | Rozmowa | Zmiany | Diagnoza | Spotkanie | Komplikacje | Prawdziwy przyjaciel | Cała prawda | Agent na medal | Oręż | Nadzieja nie umiera | Uśmiechnij się | Droga zrozumienia | Sztuka niekochania | Kto sieje wiatr | Sposób ziszczenia | Prawda o tym co było | Kalejdoskop zdarzeń | Czas wyboru | Nieznane | Tańcząc na rozbitym szkle | By ocalić | Niezniszczalność | Kiedy zapragniesz | Koszty straconych szans | Chwila wytchnienia | Żyj i pozwól żyć | Serce na dłoni | Złodzieje czasu
Inni my
prolog | Osiem lat później | Misja rekreacja | Propozycja | Zostańmy agentami | O.W.C.A. | Szkoleniowiec | Nocna przechadzka | Pierwsze koty | Kropla w morzu | Agent na medal | Historia pewnej maski | Na rozstaju | Uśmiechnij się | W mrokach nocy | Sztuka niekochania | Nie bój się cieni | Stokrotka | Czarna Owca | Przyszłość w przeszłości | Czas wyboru | Żądza krwi | Tańcząc na rozbitym szkle | U wrót piekła | Pocałunek śmierci | Jail-Jelly | Pieśń żniwiarza | Chwila wytchnienia | Dowody nadziei | Bez powrotu | Ostatni list
Drobny szczegół
Harmonia relacji | Grając pierwsze skrzypce | Na ratunek sytuacji | Na skraju jutra
Omnia vincit Amor
(pisane wspólnie z NaluChan )
Decyzja | Samokontrola | Rozstanie | Pomocnik | Rewers | Iron Taro | Księżyc | Kres
Zastępowe opowieści
(pisane wspólnie z Sara124)
Nowa droga | Nowa w zastępie | Pierwsza prawdziwa miłość | Bitwa zastępów
Kroniki Świata Wynurzonego
(pisane wspólnie z VictoriaBlue )
Rozdział 2 | Rozdział 4 | Rozdział 6 | Rozdział 8 | Rozdział 10 | Rozdział 12 | Rozdział 14
Pełnometrażowe
Powiązane z seriami
Po sławę i nachos! | Heca jajeczna | Wodny zamach | Fineasz u dentysty | Dawno temu w przedszkolu | W tańcu | Kwaśne winogrona i słodkie cytryny | Ślub, węże i antagonista | Sto rad jak być szczęśliwym | Mon héros
Niepowiązane z seriami
Klejnot oceanu | Kajmakowy sok | Kęs smutku
Pisane z innymi użytkownikami
*Opko na nudę (pisane wspólnie z NaluChan )
Bohaterowie
Pierwsze pokolenie
Daniella Shine | Nazz Jefferson | DS | Paulin Heller | Scott Shine | Natalie Middleton | Malcolm Morgan | Colin McAdam | Simon Graham | Marcus Arres | Penny | Vanillia | Hanna Taylor | Ludwik Klaus Wulfryd Tyberiusz Gugungtenpruljungingen IV | Wampirzyca
Drugie pokolenie
Summer Flynn | Camille Tjinder | Nathan Van Stomm | Gavin Van Stomm
Inne
Piosenki
Zatrzymać czas | Zaśpiewaj | Złamana obietnica | Za drzwiami | Wybacz | Raz, dwa, trzy... | Pszczoły, ule i wosk! | Piekielny pocałunek | Melodia dla Nikogo | Kołysanka Sleepy Soul | Hymn Proczadzikowców | Dzika muzyka | Deszczowa piosenka | Czy to miłość?
Rodziny
Rodzina Shine
Lokalizacje
Ogródek rodziny Flynn-Fletcher | Wzgórze Izabelli | Grandville | Jail-Jelly | Quarta | Wymiar Omega
Organizacje
Front Wyzwolenia Ziemi | ROOCS | Trybunci | Saturn H.O.M.E.
Przedmioty i wynalazki
Przygody Agenta Spika
Fanon Miraculum
Jednostrzałowce
Niepowstrzymani
Rogalik prawdę Ci powie | Derpy roku | Echo przeszłości | Z nastaniem nocy | Tam, gdzie latają Akumy | Derp na Biedroblogu | W świecie Fan-Fiction | Zabawa w bohatera | (Nie)zapomniana historia | Nieplanowana przygoda z Mary Sue | Dzieje Plaggi i Ed | Mistrz kierownicy | Elfie zamieszki | Ogrzana afera | Pomocna dłoń | Koniec bezczynności | Czemu się nie uśmiechasz? | Nienazwane
Nieobecni
Derp na nowej drodze
Niewolni
Pragnienie sprawiedliwości
Inne
Histogariusz
Bohaterowie
Postaci
Aleksis Lefiampi | Edith Frasinati | Daniel Sorel | Francesca Bonnetty
Kwami
Odda | Zabb | Poogo | Arria | Tosuu