FANDOM


Tajne przejście

Niebieskowłosa tajemnica
No Screenshot 2
Twórca: EkawekaDxC
Sezon: 2
Numer odcinka: 39 (w serii)
9 (w sezonie)
Opublikowano: 01.01.2016r
Chronologia
Poprzedni: Działamy spontanicznie
Następny: Kobieta z ekranu
39 rozdział serii "Niebieskowłosa tajemnica"

Bohaterowie

Opis

Fineasz wykończony spacerami z Valmirą stara się namówić przyjaciół do powrotu do domu. Ku jego niezadowoleniu, popiera go jedynie Buford, który jednak nie wypowiada się głośno. Izabela i Loren mają już swoje plany. W tym samym czasie Tatiana i Jeremi poddają się zakazanemu uczuciu, w którym Monty widzi niepowtarzalną okazję, by pozbyć się Scott'a. Nicole odkrywa tajne przejście. Fretka chce towarzyszyć jej w odkryciach.

Fabuła

Tatiana i Jeremi rozkoszowali się pocałunkiem. Ta chwila zdawała się być wieczna, jakby ziemia przestała się kręcić, czas stanął w miejscu. Wszystkie smutki, troski, zmartwienia.. Wszystko za co oddali by życie jeszcze minutę temu, było teraz bez znaczenia.

Czy kierowała nimi szczera miłość? Mimo, że serca tych dwojga wyrywały się z piersi, żadne wyższe uczucie ich nie łączyło.

Mimo wszystko, serce tego chłopaka należało do jego dziewczyny. Kochał ją, był w stanie oddać życie za kosmitkę, jednak ich związek powoli tracił magię uczuć. Jully nie wykazywała już tak dużego zainteresowania jak kiedyś. Troska, którą darzyła chłopaka zniknęła, po tym gdy zamieszkali w kraju, w którym nie grozi im śmierć na każdym kroku. Gdy życie nie było już zagrożone, również i miłość niknęła.

Inaczej było w przypadku Miltonówny. Czuła jak jej życie nabiera sensu. Mimo dużej ilości partnerów na koncie, to był jej pierwszy pocałunek. To właśnie Jeremiego pokochała całym sercem, chciała spędzić z nim resztę życia, mimo, że zna go dopiero ten jeden dzień.

Dopiero po kilku minutach młodzi odkleili się od siebie, patrząc sobie głęboko w oczy. Szczęście widoczne w oczach blondynki zauważył by ślepy. On natomiast nie mógł uwierzyć w to co zrobił. Zdradził ukochaną z praktycznie obcą mu dziewczyną. Co jednak mógł poradzić? Zielonooka okazywała mu uczucia, o których Jully zapomniała. Mimo to, odsunął się parę kroków od niej, próbując otrząsnąć się.


- Coś nie tak? - zapytała zaniepokojona. Uśmiech powoli znikał z jej twarzy, a na jego miejsce wkradł się smutek. - Co ci się nagle stało?

Rarity nie chciał jej urazić, ani tym bardziej zasmucić. Była nie tylko jego współpracownicą, ale również siostrą bliźniaczką jego przyjaciela. Nawet jeżeli rodzeństwo nie przepadało za sobą, potraktowanie czyjeś siostry jak ladacznicę, nie jest w porządku.


- Wybacz Tatiana. - powiedział wyraźnie wystraszony, stawiając powolne kroki do tyłu. - Nie zrozum tego źle. Na prawdę cię lubię, ale..


- Ale co?! - wrzasnęła wyraźnie poirytowana. - Czekaj, niech zgadnę.. Masz dziewczynę, prawda?! Potrzebowałeś odmiany, bo ona nie okazuje ci tego, co kiedyś!

Trafiła w sedno. Chłopak spojrzał na nią, jak na jasnowidzkę. Jej natomiast nie było do śmiechu. Czuła jak jej serce pęka, zostawiając po sobie jedynie ciemną pustkę. Nie chciała jednak okazać żalu. Posyłała groźne spojrzenie chłopakowi, którego kochała nad życie. Podeszła do niego kilka kroków bliżej, łapiąc go za kołnierz. Zdezorientowany Rarity patrzył w jej zielone, pełne złości, gniewu oczy, przepełnione chęcią zemsty.


- Przepraszam. - wyszeptał, nie potrafiąc oderwać od niej wzroku.


- Pożałujesz, że ze mną zadarłeś! - warknęła. - To, że nie dogadujemy się ze Scott'em, nie znaczy, że na jedno moje życzenie, będzie w stanie połamać ci wszystkie kości!

Ich spojrzenia po raz kolejny się spotkały. Dłonie chłopaka zadrżały. Chciał uciec wzrokiem od blondynki, odejść z tego przeklętego miejsca w których zhańbił swoją miłość do Jully. Czemu jednak nogi nie usłuchały rozkazu?

Serce Tatiany zmiękło, gdy spojrzeniem ponownie utkwiła w brązowych oczach ukochanego. Czuła, że traci nad sobą kontrolę. Jej wargi zbliżały się do warg latynosa. On nie protestował. Uścisnął ją talii przyciskając do siebie. Ponownie ich ciała połączyły się pocałunkiem tak namiętnym, jakim tylko potrafili. Dłonie dziewczyny ułożone zostały na jego policzki. Przez przelotność w tej chwili nawet nie zauważyli mignięcia lampy błyskowej.

Zza progu sąsiedniego pokoju obserwował ich szatyn, ubrany w szary dres. Przyglądał się parze spojrzeniem pełnym zawiści, a zarazem zadowolenia. W dłoni trzymał telefon, w którym znajdował się dowód zbrodni. Patrząc na niego, uśmiechnął się złośliwie, w głowie planując zemstę.


- Pożałujesz, że ze mną zadarłeś, Rarity. - powiedział do siebie. - Ja jestem Monty Monogram! Ze mną nie ma żartów.


Fineasz siedział na niewygodnym krześle stojącym przy mandarynkowej ścianie. Towarzystwo wokół niego wydawało się być przejęte, zafascynowane nowym miejscem, co mu się kompletnie nie udzielało. Chciał wrócić do domu, odpocząć i zapomnieć o tej chorej przygodzie. Spojrzał kątem oka na Ferba, który od momentu wyjścia z celi nie odstępował Izabeli na krok. Uśmiech na twarzy zielonowłosego chociaż nie duży, wydawał się szczery. Niewielkie źrenice spoczywały na równie uśmiechniętej żydówce, która z przejęciem dyskutowała z Loren o najlepszej drodze, którą można by zwiedzić miasto. "Dziwne. - pomyślał Flynn - Od kiedy to one się tolerują?". Wiercąc się nieustannie, starając się doznać wygody, myślał tylko o tym, by przekonać przyjaciół do powrotu. Jedyną osobą, która zdawała się podzielać jego pesymizm był Buford. Siedział on przy stole, opierając zmęczoną twarz łokciami.


- Też masz już dosyć? - zapytał Fineasz, siadając obok niego. Buford jedynie potaknął. - Więc czemu tu jesteśmy? Przekonaj Loren, może stanie po naszej stronie..

I natychmiast przerwał, zauważając gniew na twarzy Buforda. Van Stomm gwałtownie wyprostował się, patrząc na rudowłosego, jak na kompletnego idiotę. Ten zbytnio się tym nie przejął, Valmira go do tego przyzwyczaiła.


- Zwariowałeś?! - krzyknął, jednak w porę przyciszył ton, czując na sobie spojrzenie swojej dziewczyny. - Mam przekonać do czegoś Loren? Jej się nie da przekonać. Jest uparta, jeżeli stawia na swoim, to nie odpuszcza.


- Ale spróbować warto, prawda? - resztki entuzjazmu zdawały się go nie opuszczać.

Mimo protestów Buforda, Fineasz żwawym krokiem podszedł do Loren. Dziewczyna wraz z Izabelą, przeglądała mapę w telefonie, gdy przerwał jej Flynn.


- O co chodzi? - spojrzała na niego, z niewielkim uśmiechem. Czarnowłosa uśmiechnęła się delikatnie, jednak nie miała ochoty na rozmowę z chłopakiem. Postanowiła raz na zawsze odkochać się w nim, jednak było to trudniejsze, niż mogło się wydawać.


- Słyszałem, że chcesz jeszcze zostać i pozwiedzać. - powiedział Fineasz, posyłając jej przyjacielskie spojrzenie. - Może jednak zmienisz zdanie?

- A czemu miała bym to robić? - zapytała zdumiona.


- Nie tęsknisz za naszymi czasami?


- Nie. - stwierdziła krótko. - Tu wydaje się być fantastycznie! Nie jesteś ciekaw tych wszystkich budowli, kultury, ludzi, zabytków? Przecież to wszystko tylko czeka, żeby je zwiedzić!

On jednak widział już to wszystko, podczas podróży z Valmirą. Nie czuł potrzeby zwiedzenia tego wszystkiego, wprost przeciwnie! Miał dość zabytków, które dla niego były odległą przyszłością.


- To bez sensu. - upierał się. - Gwarantuję ci, w naszych czasach będziesz się bawiła o wiele lepiej!

- Gwarantuję ci, że w naszych czasach zanudzę się na śmierć. - stwierdziła, sięgając dłonią do kieszeni. - Ale to zazwyczaj nie ja ginę..

Fineasz cofnął się, z obawy, iż wyjmie pistolet. Ku jego zdziwieniu, wyciągnęła telefon komórkowy.


- Jedyną wadą jest brak zasięgu. - stwierdziła, potrząsając urządzeniem. - Ale to nie problem. Nie jestem uzależniona od technologii.


- Mentalnością jest w X wieku. - wtrąciła Izabela, uśmiechając się złośliwie.


- Uznam to za komplement. - rzuciła Raritóna, posyłając koleżance groźne spojrzenie.

Ta jedynie zaśmiała się pod nosem, nic sobie nie robiąc z przekleństw wyszeptanych przez zielonowłosą. Flynn spojrzał błagalnie na brata, jednak ten nawet tego nie zauważył. Jego wzrok utkwiony był w Izie.


- Widziałeś Ridgusia? - zapytała zrozpaczona Eva, która od godziny wierciła się po pokoju.

Chłopak jedynie pokręcił głową, na co ona zareagowała głośnym lamentem.


- Nie ma go od godziny! - zaszlochała - A ja za nim strasznie tęsknię!

Nicole, która miała już dość jej wiecznego zawodzenia, wyszła na zewnątrz. Miała dość, wieczne wrzaski, rozpacze.. Ten kot znikał codziennie i zawsze wracał, jednak Eva nigdy nie mogła się przyzwyczaić. Za każdym razem wpadała w rozpacz. Irytowało to wszystkich mieszkańców twierdzy, jednak co poradzić? Dziewczyna uspakajała się dopiero, gdy trzymała kota w swoich ramionach.


- Nienawidzę tego futrzaka. - powiedziała do siebie, gdy usłyszała za sobą dziwny szelest.

Metyska odwróciła spojrzenie, patrząc na przekrzywiony obraz przedstawiający ją i Evę, oprawiony w brązową, grubą ramę. Dlaczego był przekrzywiony? Nie miała jednak czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać. Usłyszała za sobą cienki, piskliwy głos;


- Gdzie jest toaleta?

Strongówna złapała za miecz świetlny, przystawiając go do czoła dziewczyny. Przed nią stała wysoka, rudowłosa osoba, o niebieskich oczach. Ubrana była w czerwoną bluzkę na ramiączka, oraz białą spódniczkę. Wyglądała na przerażoną i miała do tego dobre powody.


- Kim jesteś? - zapytała czarnowłosa, przenikając rozmówczynię wzrokiem. - Czego chcesz? Jak się tu dostałaś? Kto cię przysłał?


- Ja.. ja tylko.. - wyjąkała, unosząc ręce do góry. - Ja tylko chciałam skorzystać z łazienki...

Wyjaśnienia niezbyt pomagały. Nicole widziała w niej tajnego szpiega, obsadzonego ładunkami wybuchowymi. Rudowłosa szybko to zrozumiała.


- Jestem Fretka. - powiedziała, powoli opuszczając ręce. - Fretka Flynn. Chciałam skorzystać z toalety...

Strongówna opuściła zawiedziona broń. "Szkoda. - pomyślała. - Dawno nie widziałam trupów".

Fretka szybko odwróciła swoją uwagę od niedoszłej morderczyni. Przekrzywiony obraz szybko zagotował jej krew i wyprowadził z równowagi. Podeszła do niego, poprawiając.


- Wasz pałac to piekło perfekcjonistów. - stwierdziła. - Wszystko jest krzywe, jakby byli tu moi bracia.


- Bracia, mówisz? - zapytała zaciekawiona. - Czy jeden z nich...

Tu urwała, patrząc z uwagą na obraz. Ściana za nim zdawała się być ciemniejsza niż zwykle, jakby jej tam nie było. Fretka z uporem starała się doprowadzić dzieło do porządku, jednak nic to nie dawało. Z każdą chwilą podmuch wiatru przekrzywiał go, nie ważne jak bardzo rudowłosa się starała.


- Odsuń się.

Po tych słowach, metyska bez większych wyrzutów, zrzuciła obraz.


- Zwariowałaś?! - wrzasnęła Fretka, patrząc na Nicole z wyrzutem. - Przecież to ty byłaś na tym obrazie!


- Jesteś ślepa, czy nie widzisz? - zapytała ironicznie Flynn'ównę.

Ta dopiero teraz dostrzegła dziurę w ścianie, którą zasłaniał obraz. Nie była specjalnie duża, jednak wystarczająca, by przeszedł przez nią kot. "To dlatego tak często znika". - pomyślała Nicole, wchodząc do środka.


- Ej, zaczekaj! - krzyknęła za nią Fretka, podążając za Nicole.


Monty siedział wygodnie w fotelu, patrząc na aparat z dumą. Teraz ma go w garści, a wraz z nim, Scott'a. Jego radość przerwał odgłos otwieranych drzwi.


- To prawdziwa porażka. - stwierdził Milton, nie zdając sobie sprawy do kogo mówi. - Znowu zrobiła mnie w konia! Z awansu nici. Już sobie wyobrażam minę tego buraka. Znowu pewnie palnie coś, że miotła pasuje mi do oczu... Ja wiem, że jestem piękny, ale... - urwał, zauważając Mongrama. - O buraku mowa.


- Ja też tęskniłem, Milton. - odburknął, patrząc na niego z poczuciem wyższości.

Scott jedynie uśmiechnął się krzywo, po czym zwrócił ku drzwiom za nim. Gdy ułożył dłoń na klamce, usłyszał głos rywala.


- Nie mogę się już doczekać, aż ten głupkowaty uśmiech zejdzie ci z gęby.

Scott ponownie spojrzał na niego. Uśmiech na twarzy Monty'ego w jego oczach wyglądał niczym radość Hitlera z powodu otwarcia nowego Obozu.


- Wciąż cię ciśnie po Jenny. - zapytał ironicznie. - Odpuść się. Umrzesz u boku swojego pasztetu.

Monogram był jednak tak zadowolony, że zignorował obelgi pod adresem swojej dziewczyny. Scott natomiast nie miał nastroju na kolejne sprzeczki. Był zbyt zawiedziony brakiem awansu. Opuścił pomieszczenie, kierując się w kierunku głównej siedziby agentów.


- Tak długo na to czekałem.. - wyszeptał sam do siebie. - To koniec ery wielkiego Miltona..

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki