FANDOM


Tajemnice trzeciego wymiaru

Niebieskowłosa tajemnica
No Screenshot 2
Twórca: EkawekaDxC
Numer odcinka: 24
Opublikowano: 27.03.2015
Chronologia
Poprzedni: Kłamstwo ma krótkie nogi
Następny: Niebieskowłosa tajemnica i nowe moce
24 odcinek serii Niebieskowłosa tajemnica

Bohaterowie

Opis

Brandonowi przez cały czas śni się Hermiona. Okazuje się, iż jego starszy brat, Ibrahim planuje zamordować między innymi niebieskowłosą. Loren wraz z Izabelą spotyka swoją odpowedniczkę, która żyje w przekonaniu, że jest winna śmierci własnej matki. Amy stara się skokietować Buforda, jednak ten ku jej niezadowoleniu przez cały czas myśli o Loren. Fineasz i Hermiona cieszą się swoim związkiem, dzięki czemu Hermiona postanawia opowiedzieć mu swoją historię.

Fabuła

Wszędzie panowała ciemność. Gdzie niegdzie można było dostrzeć strumienie krwi. Nagle z odchłani wyłoniła się dziewczyna o charakterystycznych długich niebieskich włosach. Biegła przed siebie, a z oczu leciały jej łzy. Zostawiała za sobą strumień krwi. W pewnym momencie jakaś postać zagrodziła jej drogę. Ubrana była w ogromny czarny płaszcz. Gdy zdjęła kaptur ukazała się jej twarz, nie był to nikt inny jak Scarlett Sultan. Nie wiadomo skąd w jej ręku znalazła się zakrwawiona siekiera. Kobieta uniosła ją w górę po czym...

-Hermiona!-wrzasnął Brandon, przy czym jak opażony zerwał się z łóżka-To tylko sen-mówił przytulacjąc się do kołdry-to tylko sen...-chłopak często miewał tego typu. Zawsze budził się spocony i przerażony. Nie wiedział jak to wyjaśnić. Przez ten cały czas jego serce przepełnione było nienawiścią do niej, a bynajmniej tak sobie wmawiał.Z przemyśleń przebudził go dziwny hałas dobiegający z komnaty starszego brata. Nie myśląc długo, brunet poszedł do owego pomieszczenia, aby sprawdzić co się dzieje.

-Ibrahim?-stojąc w drzwiach przylądał się bratu, który wpatrzony był w wielki ekran-Co ty wyprawiasz? Jest trzecia w nocy.

-Na takie rzeczy nigdy nie jest za późno-mówiąc to chłopak naciskał przysiski na leżącej obok klawiaturze. Brandon niepewnie podchodził bliżej, aby sprawdzić o co chodzi.

-Mógłbyś jaśniej?-zapytał

-Stworzyłem niezawodny plan, dzięki któremu znajdziemy tą szmatę.

Brandon patrzył na brata z niepokojem. W duchu błagał, aby nie chodziło mu o Hermionę. Ibrahim nie zwracając na niego najmniejszej uwagi kontynuował

-Niedoszli zabójcy matki zapłacą za tę zniewagę. Znajdziemy dowódcę Ruchu Oporu po czym zamordujemy.

Brunet odetchnął z ulgą. Mimo wszystko w dalszym ciągu niepokoił się. Wiedział, że Ibrahim nie zawacha się zabić również przypadkowych ludzi znajdujących się akurat w otoczeniu dowódcy, a nie wykluczone że natrafić się mogła Hermiona.

-Ale po co ci to? Przecież matka żyje, a zabijając jej niedoszłych zabójców nic nam nie da.

-Mylisz się-odpowiedział Ibrahim, który poraz pierwszy w życiu dawał wrażenie inteligętnego-Muszą pamiętać, że nie mają prawa zadzierać z rodziną Sultan.

-Będąc władcą nie możesz kierować się jedynie gniewem.

Ibrahim spojrzał na niego ze zdziwieniem. Nigdy nie spodziewał się, że jego brat mógłby mówić w taki sposób. Odkąd go znał, zawsze mówił mową nienawiści, gdzie życzył śmierci każdej istocie sprzeciwiającej się tyrani jego matki, jednak od pewnego czasu jego podejście całkowicie się zmieniło.

-Mylisz się. Będąc władcą muszę kierować się przede wszystkim gniewem, oraz nienawiścią. W poddanych trzeba budzić strach.

-Ale to jest bez sensu!-Brandon poraz pierwszy podniósł na niego głos-Jako władca powinieneś robić wszystko dla dobra poddanych! Pamiętaj, że jesteś za nich odpowiednialny, nie możesz ich mordować!

Ibrahim otwierał usta, by mu odpowiedzieć, jednak drzwi do komnaty otworzyły się, a w wejściu stanęła ich matka, Scarlett Sultan.

-Co się tu dzieje?-zapytała gniewnie, po czym spojrzała na starszego syna-Ibrahim, możesz mi to wyjaśnić?

-To nie moja wina!-jak zwykle przy matce z wielkiego twardziela, Ibrahim staje się małym chłopcem, który nie potrafi się postawić-Brandon chce, abyśmy nie mścili się na twoich niedoszłych mordercach!

Rudowłosa spojrzała na swojego młodszego syna. Była zaskoczona, a jednocześnie zawiedziona. Zawsze uważała go za swojego godnego zastępce, jednak z biegem czasu miała coraz większe wątpliwości. Brunet wbił wzrok w ziemię.

-Brandon-zaczęła kobieta-wyjaśnij mi to.

-Matko, to nie tak. Ibrahim, jak zwykle kłamie...

-Posłuchaj-przerwała mu-nie masz prawa rzucać oszczerstw na swojego brata. Nie zapominaj, że jest od ciebie starszy i przejął po mnie władzę.

-Matko, wysłuchaj mnie chociaż.

Kobieta odetchnęła ciężko, po czym powiedziała

-Słucham.

-Ibrahim chce zamordować niewinnych ludzi. Według niego władca powinien budzić strach.

-Ma rację-odpowiedziała spokojnie Scarlett-w czym widzisz problem?

-W tym, że jako władca powinien działać na korzyść poddanych.

-Wyjaśnię ci to. Władca powinien budzić w poddanych strach, tak aby ci nigdy nie sprzymierzyli się przeciw niemu. Tak robił wasz ojciec, ja i wy.

-Ale matko to jest bez sensu!

-Brandon!-Scarlett była wściekła, nigdy nie spodziwała by się tego, że któryś z synów podniesie na nią głos-Pamiętaj przed kim stoisz. Nie zapominaj, że nie jestem tylko twoją matką, ale Panią całego świata którego znasz.

Po tych słowach, kobieta wyszła z komnaty zostawiając synów samych.

-Słyszałeś-powiedział zadowolony z siebie Ibrahim-wracaj do łóżka, młody.

-Powiesz mi chociaż coś więcej o tym planie?

-Z miłą chęcią-mówiąc to Ibrahim stanął tuż przed nim, aby patrzeć na niego z góry-najpierw namierzę członków Ruchu Oporu, potem zabiję wszystkich tych którzy się z nimi sprzymierzyli. Będął ginąć długo i w męczarniach, a ich ciała powieszę w samym centrum miast ku przestrodze innym-po tych słowach zapadła krótka cisza. Brandon nie mógł uwierzyć w to co słyszy, to nie był ten sam Ibrahim, którego znał. Władza go zmieniła-Tę twoją niebieską też.



Buford wyszedł z ogródka, aby pójść za Loren, jednak drogę zastawiła mu Amy. Dziewczyna patrzyła na niego z szerokim uśmiechem.

-Cześć Buford-przywitała się blondynka

-Już się witaliśmy-odpowiedział od niechcenia Buford chcąc ją wyminąć, jednak poruszała się wraz z nim-Coś się stało?

-Tak się zastanawiam, może byśmy się przeszli i pozwiedzali ten wymiar razem?

Buford spojrzał na nią niepewnie. Od dłuższego czasu zaobserwował, że ta dziwnie się na niego patrzy. Czuł się wręcz przez nią osaczony. Poza tym, zależało mu na rozmowie z Loren.

-Nie mam czasu Sammy.

-Amy-poprawiła go Miltówna

-Może być.-mówiąc to chłopak wyminął ją w celu znalezienia Loren.

-Szukasz kogoś?-Amy nie dawała za wygraną.

-Wiesz może gdzie poszła Loren?

W głowie blondynki pojawił się kolejny świetny plan. Spojrzała na niego z niewinnym uśmiechem, po czym powiedziała

-Wiem. Jak chcesz to mogę cię zaprowadzić.

Chłopak nie był przekonany tym pomysłem, jednak ostatecznie pokiwał głową.

W tym czasie Izabela i Loren były już na miejscu. W barze karaoke roiło się od dziwaków, bynajmniej tak oceniała to zielonowłosa. Izabela natomiast czuła spojrzenia wszystkich na swojej osobie. Zaczęła zastanawiać się kim jest jej odpowiedniczka, że budzi taki respekt. Wszyscy usuwali się z jej drogi, wyglądali na przestraszonych. W końcu ich oczom ukazała się latynoska wyglądająca dokładnie tak samo jak Loren po użyciu zmieniacza postaci. Ubrana była w zielono-biały sweter w kratkę, oraz błękitną spudnicę do kolan. Pod nią widniały przezroczyste rajsotpy, oraz czerwone kozaki na obcasie. Włosy miała upięte w warkocz. Siedziała przy stoliku, obok jakiegoś chłopca. Fretka miała rację, zapewne udzielała mu korepetycji. Loren niepewnie podchodziła do niej, po czym jej odpowiedniczka podniosła wzrok a z wrażenia upuściła długopis.

-Kim ty jesteś?-zapytała korepetytorka

-Jestem z innego wymiaru-mówiąc to, Loren przysunęła krzesło z sąsiedniego stolika, po czym usiadła naprzeciwko niej. Podobnie zrobiła Izabela.

-Connor, koniec lekcji na dziś-mówiąc to, odpowiedniczka Loren spojrzała na chłopca siedzącego obok, a ten posłusznie zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Kosmitka (z trzeciego wymiaru) spojrzała na siedzącą naprzeciwko Izabelę-błagam, powiedz że ty jesteś z jej wymiaru.

Izabela spojrzała na nią niepewnie, po czym odpowiedniała.

-Tak, przyszłam z nią. Nie jestem Izabelą którą znasz.

Loren odetchnęła z ulgą, po czym nie zwracając już uwagi na czarnowłosą, zajęła się przybyszką z innego wymiaru

-Ale jak to możliwe?

-Sama nie jestem pewna-odpowiedziała Loren (z naszego wymiaru) z uśmiechem-to przez wadliwy teleporter. Fineasz i Ferb mieli...

-O błagam, tylko nic mi o nich nie mów!

-Że o Fineaszu i Ferbie?

-Dwa małe wredne lizusy! Nic mnie nie wkurza bardziej niż oni.

-Nasi Fineasz są trochę inni-mówiąc to Loren spojrzała na Izabelę, po czym dodała-lepsi.

-Domyślam się. Dobra, mów o co chodziło.

-Tak więc, Fineasz i Ferb mieli zbudować nam teleporter, jednak z nieznanych przyczyn nawalił i znaleźliśmy się tutaj.

-Poczekaj moment, bo się gubię. Dlaczego mówisz „nam”?

-Bo miałam wrócić na planetę razem z Jeremim.

Loren (z trzeciego wymiaru) spuściła smutno wzrok. Zielonowłosa dostrzegła to, po czym zapytała

-Jaki jest twój Jeremi.

-Dziwny-odpowiedziała sucho Loren-Strasznie dziwny. Od dzieciństwa nie potrafimy się dogadać. Nie ważne jakbym się starała, on ma swój własny świat z którego go nie wyrwiesz. Czego tu się dziwić, wkońcu syneczek tatusia.

-Co ty gadasz?-Loren nie mogła uwierzyć w to co słyszy-jak sięga mi pamięć, tak nie pamiętam, aby Jeremi i ojciec kiedykolwiek byli ze sobą w dobrych kontaktach. Od zawsze się żarli, nie mogę uwierzyć żeby gdziekolwiek żyli w zgodzie.

-To uwierz. Tata zawsze kochał go bardziej ode mnie.

-Ale dlaczego?-Loren ciężko było uwierzyć w tę historię. Mimo że nigdy nie była zżyta z ojcem, zawsze wiedziała że jest przez niego kochana, mimo że ten nigdy tego nie okazywał.

Loren (z trzeciego wymiaru) spojrzała zpodełba na Izabelę. Latynoska zawsze była zamknięta w sobie, tym bardziej nie chciała aby ktoś obcy słuchaj jej historii. Meksykanka zauważyła owe spojrzenie, po czym lekko speszona powiedziała

-Pójdę się napić soku, zaraz wracam.

Gdy dziewczyna oddaliła się na kilka króków, Loren kontynuowała

-Bo to ja byłam powodem śmierci mamy.

Loren wytrzeszczyła szeroko oczy.

-Co ty wygadujesz?

-Kiedy tata żył często mi to powtarzał. Nie da się tego zapomnieć. Mówił, że mama nigdy nie chciała mieć dzieci, więc...

-I ty w to uwierzyłaś?-jej odpowiedniczka wzruszyła ramionami, po czym wbiła wzrok w ziemię-Gdyby to była prawda, zabiła by się po narodzinach Jeremiego, a nie trzy lata po twoich.

Loren podniosła wzrok,wbijając go tym razem w przybyszkę z pierwszego wymiaru.

-Skąd wiesz?

-Po prostu wiem. Nie wiem co było przyczyną śmierci twojej matki, ale ja wiem co było przyczyną mojej

W tym samym czasie Amy zaprowadziła Buforda w zupełnie inną część Danville. Dobrze wiedziała co robi, chciała mieć go na wyłączność.

-Daleko jeszcze?-zapytał zmęczony i lekko poirytowany Buford

-Nie, już nie daleko-blondynka starała się szybko zmienić temat-co cię tak właściwie łączy z Loren?

-A co cię to obchodzi?

-Tak tylko pytam-dziewczyna była lekko zmieszana sytuacją. Zazwyczaj facet w tym momencie leży u jej stóp, jednak Buford przez cały czas opierał się.

-Może chciałbyś postawić mi lody?-zapytała Amy, po czym Buford spojrzał na nią ze zdziwieniem

-Żartujesz sobie?

-O co ci chodzi? Przez cały czas jesteś taki strasznie spięty.

Chłopak miał powoli dość jej towarzystwa. Przez cały czas zastanawiał się co miał na myśli Jeremi mówiąc „Lepiej zapytaj się jej”. Van Stomm tracił zaufanie do Loren. Bał się, że może go okłamywać, jednak przez cały czas zależało mu na niej. Nie był pewny czy jest to prawdziwa miłość, jednak od dłuższego czasu w obecności kosmitki czuje dziwne ciepło, oraz motylki w brzuchu. Buford coraz bardziej przyśpieszał kroku, co nie podobało się Amy.

-Będziesz mój-mówiła cicho do siebie-ja nigdy nie rzucam słów na wiatr.

W tym czasie, Fineasz wraz z Hermioną zrobili sobie przerwę od pracy, aby wyjść na spacer po owym wymiarze. Przez całą drogę trzymali się za ręcę. Oboje nie mogli uwierzyć w to co stało się przed chwilą.

-Od początku wiedziałem, że jesteś inna-zaczął Fineasz

-Inna, czyli jaka?

-Niezwykła, niesamowita, wspaniała, prześliczna, inteligętna i...-Tu nie dokończył, ponieważ niebieskowłosa przerwała mu pocałunkiem-i świetnie całujesz!

-Też się cieszę, że to się tak potoczyło. Jestem pewna, że przed nami wspaniała przyszłość.

-Ja też Hermi. A mogę mieć do ciebie prośbę?

-Słucham.

-Opowiedz mi coś o sobie, mam na myśli twoją historię. Co sprawiło, że pojawiłaś się na mojej drodze?

Hermiona przełknęła nerwowo ślinę, spuszczając przy tym wzrok.

-Jeżeli nie chcesz, nie musisz...

-Nie, chcę-mówiła zdecydowanie Vitórwna-już zbyt długo dusiłam to w sobie, najwyższy czas komuś to opowiedzieć.

Inne informacje

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki