FANDOM


Ogrom wszechświata

Niebieskowłosa tajemnica
No Screenshot 2
Twórca: EkawekaDxC
Numer odcinka: 18
Chronologia
Poprzedni: Szaleństwo Scarlett
Następny: Przelana krew
18 odcinek serii Niebieskowłosa tajemnica

Bohaterowie


Opis

Przesłuchanie Loren trwa. Dziewczyna jest twarda i nie zdradza Ruchu Oporu, jednak jest bez szans. Niespodziewanie pojawia się mały oddział RO, który ocala ją. Wśród nich jest chłopak, który zdaje się być bliski zieolonowłosej. Fineasz, Ferb i reszta w dalszym ciągu szybują w kosmosie bez celu. Okazuje się jednak, że cel ich podróży jest bliżej niż myślą....

Fabuła

Ciemne pomieszczenie, światło daje jedynie mała lampka, która skierowana była na dziewczynę siedzącą na starym, pruchniejącym krześle naprzeciwko dwóch policjantów. Było to nic innego jak przesłuchanie. Jeden z nich zapatrzony był w papiery, siedział on naprzeciwko niej, drugi natomiast stał obok niego, a zapatrzony był w zielonowłosą. Loren wbijała wzrok pełen nienawiści w ich obu. Ani trochę się nie bała, wiedziała że nie może zdradzić Ruchu Oporu, przysięgła milczeć pod karą śmierci. Wkońcu ten siedzący podniósł wzrok i spojrzał na dziewczynę

-Przed chwilą doszedłem, że wbrew twojemu dowodowi masz na imię Loren, nie Bella. Poza tym należysz do Ruchu Oporu, prawda?

-Nie mam pojęcia o czym do mnie mówisz.

-Z tego co wiem masz też 13 lat.

-Raczej na tyle nie wyglądam.

-Fakt. Twoja budowa fizyczna pozwalała ci świetnie maskować się i udawać siedemnastolatkę.

-Pomyliliście mnie z kimś.

-Raczej nie sądzę-po tych słowach mężczyzna wstał i podszedł do niej-dobrze ci radzę, przestań kłamać, w innym przypadku, inaczej pogadamy.

-Nie mam pojęcia o czym do mnie mówisz, idioto. Jesteś serio taki ciemny, że nie docierają do ciebie rzadne argumenty? W tym przypadku radzę skontaktować się z dobrym psychiatrą, ja tu nic nie pomogę.

-Słuchaj młoda-w tym momencie on złapał ją za szyję i zaczął dusić-zmień ton i mów wszystko co wiesz.

Loren wpatrywała się na niego z przerażeniem. Wiedziała, że nie może nic powiedzieć, jednak była też za słaba, aby uwolnić się z uścisku. Nie miała też swojej broni, została jej odebrana już przy wejściu. Wbiła paznokcie w jego dłoń i całą swą siłę przeznaczała na uwolnienie się, bez skutku. Czuła, że powoli traci dostęp tlenu, jednak honor był dla niej ważniejszy. W tym momencie, drzwi zostały wywarzone przez grupę uzbrojinych ludzi. Zastrzelenie pierwszego policjanta nie zajęło im nawet minuty, jednak większym problemem był główny żandarm. Grupa nie była liczna, dwie dziewczyny i troje chłopców. Wyglądali jakby byli w podobnym wieku, każdy miał broń. Po niedługim czasie wyszedł naprzeciw oprawcy wysoki chłopak z pistoletem wycelowanym w przesłuchującego.

-Zostaw ją-powiedział zdecydowanym tonem chłopak

-Brawo Loren-powiedział szyderczym tonem policjant nie przestając ją dusić-tym razem członkowie Ruchu Oporu wpadli prosto w nasze sidła. Tym razem nie uciekniecie tak łatwo.

Po tych słowach Loren uwolniła swoją nauturę, kopiąc mężczyznę w jego słaby punkt. Ten automatycznie puścił ją, zwijając się z bulu. Dziewczyna jednak jednym gestem kazała nie strzelać przyjacielowi. Ten podszedł do niej, ta zabrała mu pistolet z ręki, po czym sama strzeliła do policjanta. Po wszystkim oddała mu broń, gdy zauważyła, że ten w dalszym ciągu żyje, ukucnęła nad nim. Widząc jego krew uśmiechnęła się szyderczo, ścisnęła jego szyję i wyszeptała „Gdy już będziesz w piekle, pozdrów męża Scarlett odemnie i przekaż że jego żonka niedługo do niego dołączy” Po tych słowach wypuściła go z uścisku, a ten jak na zawołanie skonał.

-Zawsze mnie trochę przerażałaś, wiesz?-powiedział ze spokojem chłopak

-Tak wiem. Zawsze to w sobie lubiłam-mówiąc to Loren wytarła dłonie ubrudzone krwią w leżącą obok ścierkę-podrzuciłbyś mnie?
-A nie wracasz do domu?

-Nie. Muszę znaleźć znajomych.

-A gdzie ich zgubiłaś?

-Gdzieś w kosmosie.

-Super, jak zwykle traktujesz mnie jak GPS.

-Po to są bracia, nie?

-Polenizowałbym, ale do ciebie nigdy nie trafiają argumenty. Wiesz, ja zawsze chętnie, ale co zrobimy z nimi?-tu wskazał na resztę grupy

-Polecą z nami, przydadzą się. Rozumiem, że przyleciałeś tu jakimś statkiem kosmicznym, tak?

-Nie, przlazłem na piechotę. Będziemy tak gadać, czy lecimy?

-Jasne, zwołaj ludzi i lecimy.

Loren prawie wyminęła niezręczną sytuację, prawie.... Chłopak złapał ją za ramię i powiedział

-Chwila, młoda, czekaj chwilę. Powiedziałem im, że jak cię odbiejmy to wracamy do domów. Nastawili się na tą opcję, a dobrze ich znasz i wiesz jak bardzo nie lubią zmiany planów.

-Wiem, ale ty jesteś dowódcą, prawda?

-Tak, ale jako dowódca mówię, abyś to ty im o wszystkim powiedziała

-Ugh, jak ja cię nienawidzę

-Tak wiem

Po tych słowach Loren zabrała bratu broń i podeszła do grupy

-Słuchajcie kochani! Mała zmiana planów. Nie jedziemy do domu, tylko...

-Ej, zwolnij trochę!-odezwała się jedna z żołnieży-jak to, nie jedziemy do domu?!

-Daj mi dokończyć. Zamiast tego, razem ze mną, Jeremim i grupką Ziemian odbijemy taką laskę, co mówi że jest z Ziemi, ale ja wiem, że nie! I co myślicie?-mimo wszystko Loren nie osiągnłęa pożądanego ekefku. Nikt nie wydawał szczegulnego zaangażowania-Dobra, faktycznie nie jestem najlepszym mówcą, ale co wam szkodzi?! Nie będzie tak źle, jestem pewna, że większość z nas przeżyje!

-Większość?!

-Dobra, faktycznie źle się wyraziłam, ale chodzi o to, że...

-Loren chciała powiedzieć-tu przerwał jej Jeremi-że razem osiągniemy sukces i zdobędziemy uznanie u naszego głównego dowódcy! Kto niby bardziej nadaje się do misji ratunkowych lepiej niż my?!

Po tych słowach grupa spojrzała jeden na drugiego, po czym ta sama dziewczyna powiedziała w imieniu wszystkich

-Dobra, niech będzie.

-I to chciałem usłyszeć. Dobra, kochani! Idziemy!

Po tych słowach wszyscy poszli w kierunku pojazdu, a Loren gniewnie spojrzała na brata

-Co?-zapytał z wesołym akcentem Jeremi-zawsze byłem lepszym mówcą

W tym samym czasie Fretka zaczęła powoli ogarniać przyciski sterujące pojazdem

-Idzie mi coraz lepiej-stwierdziła Flynnówna-ale Buford, mógłbyś wkońcu reagować na otoczenie...

-Nie jego wina-wtrącił się Baljeet-podczas jazdy upadł na głowę i chyba ma wstrząs mózgu..

-On raczej myślami jest po prostu gdzie indziej, Baljeet-stwierdził Fineasz

-O błagam!-Baljeet nie krył zszokowania-jesteśmy w innym układzie słonecznym, a on myślami jest gdzie indziej?!

-Bywa...

-Nigdy za bardzo go nie rozumiałem

-Nie żeby Buford mnie nie interesował-powiedziała sarkastycznie Sophie-ale mamy ważniejsze problemy, nie? Straciliśmy już Loren, a ona jako jedyna znała wszechświat jak własną kieszeń! Obecnie błądzimy w przestrzeni kosmosu nie wiedząc nawet gdzie jesteśmy.

-Według mnie powinniśmy przede wszystkim zachować spokój-stwierdziła Izabela-panikowanie nic nam nie pomoże

-Chcesz, to se bądź spokojna-po tych słowach Sophie spojrzała przez okno. Zauważyła inny statek kosmiczny z kilkoma kosmitami wśrodku. W głowie blondynki narodził się pomysł-ale ja mam swój własny plan

Mówiąc to, dziewczyna zaczęła wkładać na siebie skafander

-Sophie, co ty wyrabiasz?!-zapytał lekko zszokowany Irving

-A na co ci to wygląda? Idę spytać o drogę.

-Chcesz tak po prostu wyjść w przestrzeń kosmiczną i zapytać o drogę?!-zapytał Ferb

-A co w tym dziwnego? Gdy jechałam do Danville, tata każdego pytał o drogę.

-Nie jestem pewna czy to jest to samo-powiedziała Izabela

-Kosmici, ziemianie... Ostatnio w ogóle nie widzę różnicy

Po tych słowach dziewczyna otworzyła drzwi i bez rzadnego zabezpieczenia wyszła w przestrzeń kosmiczną

-Tlenu chyba mi starczy-mówiła do siebie. Poruszanie się sprawiało jej trochę problemów, jednak ostatecznie udało jej się zatrzymać pojazd kosmitów. Nie mieli oni wyjścia, Sophie wpadła prosto na maskę ich „samochodu”

-Ej, kto cię uczył chodzić?!-zapytał wściekły kierowca

-Dzieńdobry! Wiedzą może państwo jak dojechać na Kan Siasivid?

-Eh, widzisz tę dużą, niebieską planetę z pierścieniami?

-Tak.

-To właśnie Kan Siasivid. Czy możesz teraz zejść z maski mojego samochodu?!

-Jasne-po tych słowach dziewczyna zeszła z pojazdu-dziękuję!

-I obyśmy się więcej nie widzieli

Po tych słowach samochód odjechał, a Sophie zaczęła wracać do reszty. Gdy już była wśrodku złapała oddech i wykrzyknęła z entuzjazmem

-Fretka, jedź do tej dużej planety, o tam! To właśnie Kan Siasivid!

-Fineasz?-Fretka spojrzała na brata

-Myślę, że sami nie powinniśmy tam wkraczać.

-Ej, ej, ej! Rudy! Nie po to pływałam sobie w przestrzeni kosmicznej z ograniczonym dostępem do tlenu, ryzykując życie, rzucając się pod jakieś cholerne statki, żeby teraz czekać sobie nie wiadomo na co!

-Sophie, zastanów się. Nie mamy broni, jedzenie w sumie też. Musimy czekać, aż Loren do nas dołączy.

-Przecież ona już nieżyje, Fineasz!

-Loren żyje!-Buford wkońcu zareagował na otoczenie-jestem pewien, że nic jej nie jest i że właśnie nas szuka!

-Dobra, niech będzie, ale żeby nie było że nie ostrzegałam.

Wszyscy wrócili na swoje miejsca, a Irving pomagał Adventurównie ściągnąć skafander

-Wiesz, zaimponowałaś mi-powiedział chłopak

-Super, ale czym konkretnie?

-Nie każdy miał by odwagę od tak założyć skafander i skoczyć w kosmos.

-Wiem, jestem niesamowita.

-No-mówiąc to Irving spojrzał jej w oczy-jesteś...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki