FANDOM


Rozdział 12

Przygoda w Czwartym Wymiarze
No Screenshot 2
Twórca: Martiz2000
Sezon: 1
Numer odcinka: 12
Opublikowano: 26 września 2014r.
Chronologia
Poprzedni: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 11
Następny: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 13
Oto kolejny rozdział. Dłuższy (znacznie dłuższy) opis na deviantArt.

Bohaterowie

Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 12

-Ja chcę być na pierwszej warcie! – zawołały jednocześnie Judy i Christine. Dziewczyny spojrzały na siebie nawzajem. Ze spojrzenia Christine trudno było wyczytać, czy dziewczyna się cieszy, czy może wolałaby zmusić blondynkę do pójścia spać. Judy nie zamierzała rezygnować. Po pierwsze, nie chciało się jej spać, a po drugie musiała sprawdzić, czy ta nowa grupa nie planuje czegoś dziwnego. W razie czego, mogła się ujawnić ze swoją mocą.

-Wtedy moglibyśmy mieć dobrą sytuację – pomyślała Judy – W końcu mamy teraz trzy osoby z mocą, a oni tylko dwie. Poza tym, mieli przewagę liczebną i jedną agentkę.

-A co ty na to, żebyśmy razem stały na warcie? – zaproponowała Christine, starając się miło uśmiechnąć. Wyszło jej odrobinę sztucznie. Judy przez chwilę odrobinę się wahała, ale w końcu postanowiła, że to chyba w miarę dobry pomysł.

-Okej, niech będzie – powiedziała i wyjęła swój śpiwór z plecaka, po czym ułożyła go na ziemi i usiadła na nim. Christine zrobiła to samo co ona.

   W pobliżu nie znaleźli żadnej odpowiedniej jaskini, dlatego grupa musiała ułożyć się pod gołym niebem. Gwiazdy ponownie były ładniejsze niż w ich świecie, dlatego Judy zaczęła się im przyglądać. Nie wiedziała, że Mary robi to samo leżąc w swoim śpiworze.

   Początkowo dziewczyny siedziały w ciszy i czekały, aż inni zasną. W końcu Christine rozejrzała się i gdy zobaczyła, że praktycznie wszyscy już śpią, zwróciła się do Judy:

-Przez kogo się zgubiłaś?

-Przez kogo? – zapytała zaskoczona tym pytaniem Judy.

-Nie wyglądasz przecież na głupią – wyjaśniła Christine – Nie wierzę, że dałaś się złapać przez jakąś roślinę, jak to opowiadali i jeszcze ją na tyle zdenerwować, żeby cię wyrzuciła.

-Noo…- Judy nie wiedziała, czy powiedzieć prawdę, że sama dała się złapać, czy może tym razem skłamać i wyglądać trochę lepiej w oczach nowej znajomej – Wyrzuciła mnie, ponieważ Mary ją sprowokowała.

-Ogniem, tak? – dopytywała się Christine. Judy tylko kiwnęła głową – No cóż, jak ma się moc, to trzeba umieć z niej korzystać.

-Ty też ją masz? – zapytała Judy. Christine zignorowała to pytanie, wstała i poszła do Chloe. Okazało się, że dziewczyna nie śpi i być może podsłuchiwała ich rozmowę. Szatynka wstała i odeszła gdzieś z brunetką, zostawiając Judy samą. Blondynka w sumie cieszyła się, że Christine zostawiła ją samą, bo brunetka zadawała zdecydowanie za dużo pytań.

   Christine odeszła z Chloe na tyle daleko, że nikt nie mógł ich usłyszeć.

-Jest dobrze? – zapytała brunetka. Zielonooka pokręciła przecząco głową.

-Jest źle. Wiem, że chcesz ją udobruchać i przeciągnąć bardziej na swoją stronę, ale udawanych przyjaciół nie zdobywa się w ten sposób – powiedziała Chloe.

-W takim razie jak u ciebie? – zapytała Christine. Chloe uśmiechnęła się z wyższością.

-Ta Sophie to skończona idiotka, ale myśli, że mamy wspólne zainteresowania. Jest taka szczęśliwa ze zdobycia nowej przyjaciółki! – zaśmiała się z ironią w głosie szatynka – „Och, jesteś ekstra!” – podrobiła głos Sophie – Bla, bla, bla…

-Świetnie! – powiedziała z zadowoleniem Christine – Przynajmniej mamy w drużynie jedną porządną kłamczuchę.

-Och, nie przesadzaj, bo się zarumienię – powiedziała z udawaną skromnością Chloe – Ale świetnie dobrałyśmy Maddie i Mary.

-Maddie jest taka spokojna, cicha i silna…- powiedziała Christine.

-…a Mary to udawana feministka, która będzie starała się mieć nas wszystkich na oku i nic przez to nie zobaczy. Maddie nawet nie będzie zwracać na siebie wielkiej uwagi – dokończyła za nią Chloe.

-Dobrze, musimy wracać. Jeszcze Judy zacznie nas szukać i usłyszy kawałek naszej rozmowy. A nie możemy do czegoś takiego dopuścić, dopóki nie zdobędziemy ich zaufania.

-Jasne, Chrissie – powiedziała Chloe i poszła w stronę obozowiska. Zamiast pójść za nią, Christine wzięła do ręki malutki kamyk i zamknęła oczy. Kamyk przez chwilę zaświecił się na różowo, a gdy tak się stało, ponownie położyła go na ziemi i wyjęła z kieszeni jakieś urządzenie. Nacisnęła kilka przycisków i wtedy na ekranie pojawiła się mapka, na której był mały różowy punkcik i dzień oraz godzina, kiedy został dodany. Chrissie uśmiechnęła się.

-Czyli wszystko działa – powiedziała sama do siebie, schowała urządzenie do kieszeni i wróciła do pozostałych.

*    *    *

-Och, wstawaj Izzy! Muszę z tobą pogadać! – Izabela poczuła, że ktoś nią potrząsa. Otworzyła szybko oczy i zobaczyła nad sobą Iris. Ta uśmiechnęła się szeroko, gdy zauważyła, że jej starania odniosły skutek i cofnęła się, aby Iza miała jak wstać. Brunetka podniosła się i spojrzała z niechęcią na nową koleżankę.

-Nie Izzy. Jestem Izabela. Możesz mi mówić Iza – powiedziała już chyba po raz piąty. Zastanawiała się, czy Iris w ogóle słucha tego, co mówi.

-Jasne, jasne – machnęła na to ręką Iris i dodała – Wiesz co? Zazdroszczę ci twojego imienia. Jest takie totalnie super i w ogóle!

-Dzięki – powiedziała Izabela po raz trzeci. To też już wcześniej słyszała – O co chodzi? O czym musisz ze mną pogadać?

-A, no tak. Miałam z tobą pogadać – przypomniała sobie Iris – Chodzi o to, że…emm… - Iris starała się na szybko znaleźć jakiś pomysł na temat rozmowy – Powiedziałabyś mi, skąd wytrzasnęłaś taką superową sukienkę?

-Tą? – Izabela przyjrzała się swojemu ubraniu. Wyglądała tak jak zwykle. Spodziewała się, że wygląda lepiej niż wczoraj, skoro wywołała taką reakcję – Kupiłam w sklepie.

-Och, będziesz mi musiała pokazać ten sklep, bo wyglądasz obłędnie! – zawołała Iris i złapała zaskoczoną Izabelę za ręce – Zrobisz to, prawda Izzy?

-Izabela – poprawiła ją Iza.

-Zrobisz to? – dopytywała się Iris, ponownie ignorując uwagę Izabeli.

-Dobrze, pokażę ci – powiedziała dla świętego sposobu brunetka. Nie rozumiała, dlaczego ta ruda przyczepiła się akurat do niej. Jeszcze trochę, a Izabela będzie mogła przyznać, że jest bardziej irytująca niż Sophie.

-To superowo! Och, jesteś świetna, Izzy! – zawołała uradowana Iris i poszła w stronę Chloe. Gdy obok niej przechodziła, uśmiechnęła się chytrze, jednak Chloe nie odwzajemniła tego uśmiechu. Uważała, że Iris zachowuje się odrobinę zbyt irytująco.

   Izabela zastanawiała się, czy nie zawołać po raz któryś tam, że nie mówi się do niej Izzy. W końcu zrezygnowała i już miała zamiar pójść porozmawiać z Fineaszem, kiedy zobaczyła, że obok niego siedzą Lucas i Sean. Zwiesiła lekko głowę i poszła do Ferba, który siedział sam. Chłopak lekko się podsunął, aby zrobić jej więcej miejsca na śpiworze.

-Dziękuję – powiedziała Iza i przysiadła obok niego. Obydwoje przez chwilę milczeli, aż w końcu Izabela postanowiła przerwać tą niezręczną ciszę.

-Czemu nie siedzisz z chłopakami? – zapytała.

-Lucas powiedział, że wolałby teraz porozmawiać tylko z Fineaszem – wyjaśnił jej Ferb.

-A Sean? – dopytywała się Iza.

-On został do tego zmuszony przez Lucasa – odpowiedział Ferb. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale Izabela domyślała się, że chłopakowi może być odrobinę przykro. W końcu wszyscy chłopcy byli zajęci i nie zwracali na niego uwagi, a dziewczyny też zajmowały się swoimi sprawami.

-Ferb…nie jest ci przykro? – zapytała z troską w głosie. Ferb nagle się ożywił.

-Smutno? Przecież nie jestem niańką Fineasza, żeby robić z nim wszystko. Nie musimy wszędzie razem chodzić ani mieć tych samych przyjaciół – powiedział. Izabela zastanawiała się, czy Ferb naprawdę tak myśli, czy powiedział to, żeby jej nie martwić.

   Znowu zapanowała cisza, jednak nie trwała długo, ponieważ Ferb powiedział:

-Wiem, co myślisz. Mówię prawdę. Wystarczająco dużo czasu spędziłem z dziewczynami, żeby rozgryźć wasze małe intrygi i pomysły.

-Intrygi? – Izabela nie była zadowolona z tego, co powiedział zielonowłosy. Chłopak szybko to zauważył i starał się jakoś poprawić.

-No, nie mówię, że masz teraz jakieś intrygi czy coś w tym stylu! Chodzi mi o to, że zacząłem zauważać, kiedy chcecie coś osiągnąć podstępem. Jak Judy próbowała wyciągnąć ode mnie informacje na temat mnie i Mary – wyjaśnił Ferb i dla pewności sprawdził, czy szatynki na pewno nie ma w pobliżu.

-Och, Ferb. Wybacz, ale od ciebie nie trzeba wyciągać informacji na ten temat – powiedziała po zastanowieniu Izabela. Ferb lekko poczerwieniał na twarzy.

-Jak to nie?

-No, widać, jak na nią patrzysz – wyjaśniła Iza.

-A nawet się gapisz – dodała Sophie, która niewiadomo kiedy pojawiła się tuż za Ferbem. Chłopak drgnął lekko i spojrzał szeroko otwartymi oczami na Sophie.

-Nie. Ty też? – zapytał z lekkim niepokojem w głosie. Sophie energicznie pokiwała głową.

-I zgaduję, że Nazz też to widziała, zanim tu trafiliśmy – dodała. Po tej uwadze twarz niebieskookiego odzyskała swój naturalny kolor.

-Nawet nie wspominaj o tej szelmowydrze w tym wymiarze. Jej brak to jedyna rzecz, która mogłaby mnie przekonać do zostania tutaj – powiedział ze złością Ferb.

-Och, jak mógłbyś zostać w świecie, w którym nie ma Nazz? Przecież jest fajna! – zaprotestowała Sophie.

-O nie, ostatnia rzecz, jaką można o niej powiedzieć, jest to, że jest fajna.

-Bo nie dajesz jej szansy! – zawołała Sophie.

-To ona nie dawała mi szansy!

-Nie możecie się pogodzić? Miałabym wtedy dwie fajne osoby w jednym miejscu!

-Wybacz Sophie, ale i tak od kiedy ją poznałaś zaczęłyście nachodzić mnie obydwie na raz, a to w zupełności mi wystarcza.

-Jesteś niesprawiedliwy!

-Sophie, skończmy ten temat, okej?

-Oczywiście! Bo ty zawsze uciekasz przed odpowiedzialnością!

-Sophie, nie jesteśmy małżeństwem. Przestań wyciągać te oklepane teksty, okej?

-Jesteś inny niż wtedy, kiedy cię spotkałam!

-Sophie…

-Nie odzywaj się do mnie!

-Sophie…

-Zmieniłeś się! Ostrzegali mnie przed tobą…

-A tytuł najlepszego aktora roku otrzymuje…Sophie! – wtrąciła się Izabela – Teraz możesz już przestać się zachowywać jak żona Ferba.

-Okej! – zawołała Sophie – To wrócimy do tematu Mary i Ferba!

-Pozwolicie, że się przyłączę? – zapytała Judy, która nagle pojawiła się po lewej stronie Ferba. Chłopak był teraz otoczony dziewczynami – Izabela siedziała po jego lewej, Sophie stała za nim i zaglądała mu przez ramię, a Judy zajęła wolne miejsce po jego lewej stronie.

   Chłopak schował twarz w dłonie.

-No ludzie…- powiedział.

-Ferb, co się stało, że jesteś taki rozgadany? – zapytała Judy. Zielonowłosy nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ wyręczyła go Sophie.

-On tak zawsze, kiedy w pobliżu nie ma Fineasza – wyjaśniła – Lub kiedy przebywa albo chociaż słyszy o Nazz.

-Dobra, to możemy wrócić do tematu – powiedziała Judy i spojrzała na Ferba. Reszta dziewczyn poszła za jej przykładem i teraz wszystkie trzy się na niego gapiły. Chłopak ponownie lekko się zaczerwienił.

-Nie gapcie się – powiedział. Judy gwizdnęła z podziwem.

-Faktycznie, przebywanie daleko od Fineasza dobrze na ciebie działa – powiedziała – Ale teraz wracamy do tematu Mary.

-Co niby chcecie wiedzieć? – zapytał chłopak. Czuł, że jeśli nie zacznie mówić, to wszystkie trzy będą go męczyć przez resztę podróży.

-Lubisz ją? – zapytała Izabela.

-No, lubię…- odpowiedział powoli Ferb.

-Lubisz lubisz? – dopytywała się Judy. Ferb powoli kiwnął głową.

-Lubisz lubisz lubisz lubisz? – zapytała go Sophie. Tym razem nie odpowiedział.

-Okej, jedna sprawa załatwiona – powiedziała Judy – Teraz chcemy wiedzieć, jak jej to uświadomisz.

-Nie jestem na spowiedzi – zaprotestował Ferb – Nie muszę wam o tym mówić.

-Och, Ferb…- głos Sophie nagle stał się niższy i bardziej złowrogi niż zwykle – Jeśli nam nie powiesz, to będziemy cię gnębić jeszcze przez jakieś kilka tygodni tutaj i resztę twojego życia w domu. Na pewno tego chcesz?

-Do tego nie odpuścimy – dodała Judy, równie złowrogim tonem.

-I zatrudnimy do tego ogniki – dodała Izabela, starając się brzmieć równie groźnie jak reszta. Ferb nadal nie wyglądał na przekonanego. Sophie westchnęła.

-I Nazz też nam pomoże – dodała. To podziałało. Ferb nagle wyprostował się, a w jego głowie pojawiła się wizja szelmowydry nękającej go bardziej niż zwykle. I do tego z Sophie…

-Dobra, dobra! Powiem wam to, co wiem, tylko nie mieszajcie do tego tej kreatury! – zawołał. Sophie uśmiechnęła się i lekko się do niego przysunęła. Ferb nie miał gdzie uciekać, ponieważ pilnowały go Izabela i Judy.

-Więc…jak masz zamiar jej to powiedzieć? – zapytała Sophie słodkim głosikiem, kontrastującym z jej poprzednim głosem.

-Nie wiem. Chcę zobaczyć, co będzie dalej – powiedział Ferb.

-I dobrze – powiedziała Judy – Jakbyś na nią naciskał, to mógłbyś zacząć obrywać jak Buford.

-Ale Mary powinna się dowiedzieć – zaprotestowała Izabela.

-Ale nie znasz Mary. Ona nie może być do czegoś przymuszana. Nie lubi nowych sytuacji. Lepiej jej powoli do czegoś przyzwyczaić, niż narazić się na jej gniew i wyzerowanie poziomu lubienia – wyjaśniła Judy.

-W sumie znasz ją lepiej niż ja…- przyznała jej rację Iza.

-Więc co mam niby zrobić? – zapytał Ferb.

-Nie naciskać. Naciskanie byłoby chyba najgorszą rzeczą, jaką mógłbyś zrobić. Właśnie dlatego Buford ma tyle odejmowanych punktów w wyścigu o Mary.

-Że też skończyło się na tym, że konkuruję z Buforem…- powiedział z niedowierzaniem Ferb.

-Wiesz co, Ferb? Miło się z tobą rozmawia, gdy przestajesz być taki milczący – powiedziała z uśmiechem Judy.

-Zależy dla kogo…- mruknął zielonowłosy, jednak blondynka zignorowała tą uwagę.

-Okej, Ferb. To ja wiem już chyba wszystko. W razie czego wrócę – powiedziała Judy. Za nią pobiegła Sophie.

   Izabela i Ferb znowu zostali sami. Ferb spojrzał na brunetkę. Ta wzruszyła rękami.

-Przecież ja ich nie zapraszałam – powiedziała obronnym tonem.

*    *    *

   Madeline podniosła rękę i w tym samym momencie z ziemi wysunęła się niewielka skała. Mary błyskawicznie strzeliła w nią płomieniem i tym samym zniszczyła kamień. Madeline ponownie powtórzyła czynność, a szatynka znowu zniszczyła skałę. Zrobiły tak jeszcze kilka razy, po czym uznały, że jak na razie wystarczy.

   Madeline podała Mary fioletowy ręcznik. Szatynka z wdzięcznością go przyjęła i wytarła pot z twarzy. Trening naprawdę był ciężki. Mary jeszcze nie używała bez przerwy mocy przez tak długi czas.

-Dzięki – powiedziała do Maddie.

-Nie ma za co – odpowiedziała brunetka.

   Mary była pozytywnie zaskoczona. Początkowo nie ufała żadnej osobie z tej grupy i nie miała zamiaru tego robić, jednak poczuła sympatię do Madeline. Były w sumie podobnie, nie lubiły gadać bez sensu oraz były twarde. Poza tym, Maddie też lubiła trenować. To ona zaproponowała wspólne używanie mocy. A jak już zaproponowała, to przynajmniej pokazała, że nie jest słaba i potrafi to wytrzymać. Niebieskooka tylko trochę się spociła i wyglądała na zdecydowanie mniej zmęczoną od swojej towarzyszki. Tamta prawdopodobnie już przywykła do takiego wysiłku albo nie męczyło jej aż tak używanie mocy.

-Idę do Christine i Chloe – powiedziała Madeline i nie czekając na odpowiedź poszła do swoich przyjaciółek. Mary również udała się do swoich, czyli do Judy i Sophie.

   Judy i Sophie właśnie o czymś rozmawiały (to znaczy, Sophie mówiła, a Judy słuchała), jednak natychmiast umilkły, kiedy zobaczyły Mary. Sophie uśmiechnęła się, a Judy zapytała:

-No i jak?

-Normalnie – odpowiedziała obojętnym tonem Mary – Pytałyście może Susan, dlaczego zrobiła nam cały dzień przerwy?

-Podobno poprosiła ją o to Christine – powiedziała Judy – Żeby „lepiej się poznać”.

-Nie musiała się na to zgadzać. Przecież się śpieszymy – przypomniała z pretensją w głosie Mary.

-Wiem. Ja też szłabym dalej – powiedziała Judy.

-I jest tutaj nudno! – zawołała Sophie – Nie mam jak lepiej poznać Chloe, skoro tak często rozmawia z Christine. A Iris cały czas mi ucieka i siedzi z Izabelą!

-Bywa – powiedziała Mary. Sophie przyglądała się jej uważnie.

-O co niby znowu chodzi? – spytała ze złością zielonooka. Sophie wzruszyła ramionami.

-Po prostu wydawało mi się, że jeszcze wczoraj mówiłaś, że nie ufasz nowym, a teraz siedziałaś ponad godzinę z Maddie i ciągle używałyście mocy – powiedziała.

-Ćwiczyłam. Muszę ćwiczyć, żebym w razie niebezpieczeństwa mogła działać – przypomniała zniecierpliwiona Mary. Sophie lekko się zasmuciła.

-Wiem, ale spędziłaś z nią tyle czasu i już zaczynałam tęsknić – powiedziała płaczliwym głosem. Mary przyłożyła otwartą dłoń do twarzy, po czym powiedziała:

-Idę.

-Czekaj! Dokąd idziesz? – zapytała ją brunetka, szybko wstając z miejsca.

-Nie twój interes – odpowiedziała Mary i poszła w stronę Ferba i Izabeli. Bez słowa się do nich przysiadła i słuchała, o czym rozmawiają. Judy i Sophie przyglądały się jej przez chwilę, kiedy Sophie w końcu powiedziała z tryumfem w głosie:

-Widzisz Judy? Mówiłam, że dzięki mnie spędzą ze sobą więcej czasu.

*    *    *

-Naprawdę budujecie takie rzeczy? – zapytał zdziwiony Lucas.

-Tak, jak najbardziej – przytaknął Fineasz.

-Nie wierzę ci. Gadasz tak tylko, żeby zrobić na nas wrażenie – stwierdził Sean.

-Wcale nie kłamię – oburzył się Fineasz.

-Udowodnij. Zbuduj coś z tym swoim „genialnym” bratem – powiedział z drwiną w głosie Sean. Fineasz zastanawiał się przez chwilę. Nie powinien dawać się podpuszczać, ale jeśli tego nie zrobi, nazwą go kłamcą. Wciąganie Ferba w zakłady bez jego zgody też byłoby nie w porządku, ale nie może teraz wyrwać swojego brata z rozmowy z Mary i Izabelą. Izabela… Izabela byłaby szczęśliwa, gdyby Fineasz coś zbudował. Na przykład wyrył w skale. Pokazałaby mu, jak bardzo na niego liczyła. Powiedziałaby: „Wiedziałam, że ci się uda, Fineasz!” i być może nawet by go przytuliła.

   Ten argument przechylił szalę i Fineasz natychmiast się zgodził. Nie ustalili, co zrobi chłopak, żeby Lucas i Sean mieli niespodziankę.

-Pokażę wam – pomyślał Fineasz i pobiegł wyjaśnić wszystko swojemu bratu.

   Po wytłumaczeniu, co będą dzisiaj robić, Ferb nie wyglądał na zbyt zadowolonego z tego pomysłu. Chciał coś powiedzieć, jednak Mary go ubiegła.

-Fineasz, ty idioto – powiedziała. Słysząc to, Izabela wyglądała na oburzoną.

-Nie mów tak do niego!

-Skąd ty weźmiesz materiały? – zapytała szatynka.

-No…może pójdę do tej dżungli, w której była Judy…

-Po pierwsze – za daleko. Po drugie – jeśli tam wejdziesz, to pewnie zginiesz na miejscu – powiedziała Mary. Chłopak lekko się zestresował.

-No to…wyryję coś w skale. Jakąś rezydencję albo coś w tym stylu…

-Rycie w skale ich nie zdziwi. Madeline specjalizuje się w rzeźbieniu swoją mocą, więc w ten sposób ich nie zaskoczysz – zielonooka obaliła kolejny pomysł chłopaka. On zaczął chodzić w kółko i starał się wymyślić jakiś dobry pomysł. Gdy w końcu coś wpadło mu do głowy, podskoczył. Izabela mogłaby przysiąc, że w tym momencie nad jego głową zapaliła się żółta żaróweczka.

-Skoro nie mamy warunków na zbudowanie czegoś imponującego, popiszemy się naszymi umiejętnościami dotyczącymi elektroniki i różnych maszyn! – wykrzyknął Fineasz. Mary tym razem nic nie powiedziała, ponieważ była ciekawa, co dokładnie wymyślił czerwonowłosy.

-Co masz na myśli? – zapytała Izabela.

-Możemy tak przerobić urządzenie Sue, żeby mapa wyświetlała się jej trójwymiarowo! – wyjaśnił podekscytowany Fineasz. Spojrzał na Mary, a ta westchnęła tylko i powiedziała:

-Może być.

-Świetnie! Ferb, już wiem co będziemy dzisiaj robić! – zawołał Fineasz i pociągnął brata za rękę. Mary i Izabela przyglądały się temu w milczeniu. Ferb próbował zatrzymać czerwonowłosego, ten jednak z niespodziewaną siłą ciągnął go w stronę Susan.

*    *    *

-No proszę, przecież tego nie zepsujemy – powiedział błagalnym głosem Fineasz i jeszcze raz spróbował zrobić minę proszącego szczeniaka.

-Rozumiesz, że to nasza jedyna mapa? – powtórzyła po raz któryś tam z kolei Susan. Fineasz szybko sięgnął do jej plecaka.

-Przecież masz jeszcze tą – wyjął z niego papierową mapę. Sue spojrzała na niego z niedowierzaniem.

-Papierowa mapa? Przecież nie można na niej nanieść swojej pozycji – powiedziała – I jeszcze nie aktualizowano jej! Nie można jej zaktualizować!

-Jakoś na twojej elektronicznej mapie też wszystkiego nie było – zauważyła Mary, która jakiś czas temu przyszła, żeby pomóc Fineaszowi i Ferbowi.

   Susan przemilczała tą uwagę i zdecydowanym ruchem podała swoją elektroniczną mapę chłopcom.

-Jeśli to zepsujecie, to nie wrócicie do domu – powiedziała tylko i sobie poszła. Była na nich po prostu zła. I tyle.

   Fineasz przez sekundę zastanawiał się, czy nie pójść za nią i jej nie przeprosić, ale zrezygnował, ponieważ chciał jak najszybciej pokazać Seanowi i Lucasowi, jak z Ferbem przerabiają własnoręcznie mapę z 2D na 3D.

   Pobiegł do nich tak szybko, że Ferb ledwo za nim nadążył. Sean popatrzył na nich z niechęcią, a Lucas tylko się uśmiechnął z pobłażaniem.

-Już skończyliście? Nawet nie daliście popatrzeć – powiedział i teatralnie podniósł głos, żeby inni go słyszeli – Oj, ale chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zbudowaliście te małe urządzonko, co? Spodziewałem się czegoś większego…

-Spokojnie, Lucas. Mamy zamiar przerobić mapę z dwuwymiarowej na trójwymiarową. Bez narzędzi, których pewnie byśmy użyli w domu – wytłumaczył mu Fineasz.

-A skąd mamy wiedzieć, że nie oszukujesz i mapa nie jest już trójwymiarowa? – dopytywał się Lucas. Fineasz bez słowa włączył mapę i pokazał mu ekran.

-A skąd mamy…- próbował jeszcze coś powiedzieć Lucas, ale przerwał mu Sean.

-Och, zamknij się Lucas i daj im się wreszcie popisać – powiedział do przyjaciela, po czym krzyknął do Madeline – Ej, nie mam gdzie siedzieć! Może być coś z tym zrobiła?!

   Madeline wyglądała, jakby zastanawiała się, czy nie rzucić kamieniem w blondyna, ale chyba zrezygnowała z tego pomysłu, ponieważ po chwili z ziemi wysunął się kamień. Sean usiadł na nim i nawet nie podziękował. Ferb spojrzał na niego z niechęcią. Gdyby nie ten zakład, to mógłby mu coś powiedzieć o traktowaniu dziewczyn.

-Zaczynajcie wreszcie – powiedział Sean, po czym podsunął się lekko, aby zrobić miejsce Lucasowi. Ferb burknął coś pod nosem o „Bandzie zarozumiałych głupków” i przystąpił z Fineaszem do pracy.

*    *    *

   Po około dziesięciu minutach uznali, że skończyli i mogą pokazać wyniki swojej pracy. Podeszli do Seana i Lucasa.

-Nareszcie skończyliśmy – powiedział z zadowoleniem Fineasz.

-Ta? Na pewno? – zapytał z ociąganiem Lucas.

-Chyba nie przychodzilibyśmy do was, jakbyśmy nie skończyli – odpowiedział odrobinę niegrzecznie Ferb.

-Okej, spokojnie…- powiedział Lucas i sięgnął po elektroniczną mapę, jednak Fineasz szybko ją od niego odsunął.

-My to włączymy – powiedział i nacisnął jakiś przycisk. Z ekranu zaczęło się wydobywać więcej światła, które po chwili uformowało się w trójwymiarową mapę. Lucasowi opadła szczęka z podziwu. Sean tylko otworzył szerzej oczy.

-O kurcze…- powiedział z podziwem fioletowowłosy – Jak wy to…

-MY po prostu nie rzucamy słów na wiatr – powiedział Ferb, wyraźnie podkreślając pierwsze słowo. Sean spojrzał na niego z niechęcią, ale Lucas chyba nie zauważył niczego dziwnego w wypowiedzi zielonowłosego.

-Fajne! – fioletowowłosy znowu wychwalał ulepszoną mapę – I zrobiliście to bez narzędzi? Fajne!

-Wybaczcie – wtrąciła się Christine, która od jakiegoś czasu podsłuchiwała tą rozmowę – Ale czy moglibyście zrobić to samo z moją mapą? Byłabym wam bardzo wdzięczna.

-Jasne! – odpowiedział Fineasz i wziął od Christine jej elektroniczną mapę – Niedługo będzie gotowe, Christine.

-Dziękuję, Fineaszu – Christine próbowała się uśmiechnąć najładniej jak umiała. Chyba podziałało, bo Fineasz odwzajemnił ten uśmiech.

-Chodź, Ferb. Mamy robotę do wykonania – Fineasz znowu pociągnął brata za rękę i obydwaj zaczęli pracę. Fineasz tak intensywnie pracował, że skończyli szybciej niż za pierwszym razem.

   Czerwonowłosy szybko pobiegł do Christine i oddał jej mapę. Dziewczyna wypróbowała ją. Uśmiechnęła się ponownie, gdy zobaczyła, że wszystko działa jak należy. Nie wiedziała jak zachować się w takiej sytuacji, ponieważ praktycznie nigdy nie prosi ludzi o pomoc. A jak już prosi, to najczęściej prosi o to dziewczyny.

   Christine przez sekundę zastanawiała się, co zrobiłoby dobre wrażenie na chłopaku i w końcu wpadła na pewien pomysł. Przysunęła się do niego i pocałowała go lekko w policzek.

-Dziękuję, Fineaszu – szepnęła mu do ucha i oddaliła się. Czerwonowłosy przyłożył dłoń do policzka. Rzadko dziewczyny całowały go w taki sposób. Najczęściej po prostu przysysały się do jego ust jak pijawki.

   Lucas zaczął się śmiać. Sean też uśmiechnął się pod nosem.

-Nie wierzę! Spodobałeś się Chrissie?! – zawołał Lucas i znowu zaczął się śmiać. Sean nadal się uśmiechał. Ferb czekał na reakcję brata, ale ten był chyba za bardzo zamyślony, żeby przejmować się tym, że ktoś się z niego śmieje. Może nawet nie dochodziło do niego to, że ktoś się z niego nabija.

-Ah…Chodź, Sean. Musimy wypytać naszą „niedostępną” Chrissie! – powiedział Lucas i wstał ze skały. Sean powlókł się za nim. Ferb patrzył, jak idą w stronę brunetki. Nie lubił tych chłopców. Może Fineasz dobrze się czuje w ich towarzystwie, ale jemu ono nie odpowiada.

-Chodź, Ferb. Trzeba oddać Susan jej mapę – powiedział odrobinę nieobecnym głosem Fineasz i poszedł. Zielonowłosy podążył za nim, zastanawiając się, ile jeszcze będzie musiał wytrzymać z tą nową grupą.

Jak oceniasz odcinek "Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 12"?
 
2
 
0
 
0
 
0
 
0
 

Ankieta stworzona dnia wrz 26, 2014, o godzinie 09:52.
Oddanych głosów: 2

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki