FANDOM


Rozdział 16

Przygoda w Czwartym Wymiarze
No Screenshot 2.png
Twórca: Martiz2000
Sezon: 1
Numer odcinka: 16
Opublikowano: 1 stycznia 2015r.
Chronologia
Poprzedni: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 15
Następny: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 17
Oto kolejny rozdział "Przygody w Czwartym Wymiarze".

Bohaterowie

Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 16

-Ile już tu tak siedzisz? – szepnęła Judy, wchodząc na palcach do salonu. Nie powinna hałasować, bo mogła innych obudzić – był środek nocy, jednak jej nie chciało się spać. Poszła więc do kuchni, by napić się wody i tak oto trafiła na przyjaciółkę siedzącą w środku nocy w salonie.

-Tak – odpowiedziała lakonicznie Mary i ponownie utkwiła wzrok w jednym punkcie. Judy spojrzała w tą samą stronę – teraz obydwie przyglądały się kolekcji kamieni szlachetnych. A dokładnie jednemu kamieniowi – czerwono-pomarańczowemu, który zdawał się wręcz błyszczeć na tle innych kamieni.

-Znowu się na niego gapisz? – zapytała Judy, chociaż nie spodziewała się, że dostanie odpowiedź na to pytanie. I nie myliła się – Mary ją zignorowała. Blondynka westchnęła – zaczynała się martwić o przyjaciółkę. Mary przychodziła tu codziennie po treningu, który sobie urządzała, a skoro przestaje spać w nocy, żeby tu posiedzieć, to coś zdecydowanie jest nie tak.

-Znowu pojawił się ten sam koszmar? – spytała Judy. Mary tylko kiwnęła głową i wzdrygnęła się na samą myśl o tym śnie. Te koszmary opuściły ją w pewnym momencie, jednak teraz zaczęły wracać, a to wcale nie było przyjemne – dzień w dzień ten sam zły sen, który czasami jest wyraźniejszy, a czasami wręcz się rozmazuje.

-Może zrób sobie przerwę…- powiedziała, ostrożnie odciągając przyjaciółkę od klejnotu. O dziwo, szatynka nie protestowała i dała się odprowadzić aż do drzwi do swojego pokoju. Wzięła ten najmniejszy, w którym nie zmieściłoby się kilka osób, przez co mieszkała sama. I odpowiadało jej to – przynajmniej nie musiała nikomu tłumaczyć, dlaczego zrywa się nagle z łóżka, a później chodzi po domu w środku nocy.

-Dobranoc…- mruknęła Judy, wpychając dziewczynę do środka i szybko zamykając za nią drzwi. Przez kilka sekund stała pod nimi, żeby się upewnić, że Mary jest w łóżku, po czym znowu poszła do kuchni po szklankę wody.

   Gdy wróciła z kuchni, zobaczyła pod drzwiami do swojego pokoju małą paczuszkę. Rozejrzała się, po czym ją podniosła i natychmiast rozpakowała. W środku było malutkie pudełeczko, a w nim…naszyjnik. Z kryształem, który wyglądał jak kropelka wody. Dziewczyna dobrze wiedziała, że była tu tylko jedna osoba, która mogła to tu zostawić.

-Dziękuję…- wyszeptała z uśmiechem na ustach, pewna, że właściciel naszyjnika doskonale ją słyszy.

*    *    *

-Dobra, trening skończony! – powiedziała Mary, ku uciesze Ferba. Chłopak pomagał jej od samego rana i ledwo czuł swoje ręce, jednak starał się tego po sobie nie pokazywać – Mary prawdopodobnie uważała, że kilka dni treningu wystarczy, by nauczyć człowieka jego nowej mocy, a przy okazji go zahartować. Cóż, nie miała do końca racji, chociaż codzienne ćwiczenia faktycznie trochę mu pomagały w opanowywaniu nowych umiejętności.

   Poza tym, Ferb nie chciał denerwować dziewczyny po ich wczorajszej, szczerej rozmowie. Mimo że ćwiczyli ze sobą tak samo jak to robili już od kilku dni, dzisiaj było inaczej – mniej ze sobą rozmawiali oraz ogólniej byli bardziej oddaleni.

   Obydwoje ruszyli w stronę domu – z powodu destrukcyjności mocy Mary musieli ćwiczyć w sporej odległości od niego. Po drodze minęli miejsce, w które najczęściej jest zajmowane przez Andrew, który jednak trenował Judy. Mary i Ferb nie wiedzieli, jak im idzie, ponieważ zawsze zaczynali wcześniej i kończyli jakiś czas po nich.

   Zielonowłosy zerknął na przyjaciółkę – wydawała się bardziej zmęczona niż zazwyczaj. Przemknęło mu przez myśl, że może nie spała w nocy, by pooglądać Serce Płomieni – tak właśnie nazywał się klejnot, który ją fascynował – jednak porzucił tę myśl, tłumacząc sobie, że Mary jest na tyle rozsądną osobą, że nie zrobiłaby czegoś takiego. Wstawanie w nocy, żeby patrzeć na jakąś…rzecz, nawet, jeśli była piękna, było zdecydowanie do niej niepodobne.

   Gdy weszli do domu, Mary jako pierwsza skierowała się do łazienki, żeby wziąć prysznic. Ferb oparł się o ścianę i czekał na swoją kolej, kiedy nagle zauważył go Fineasz.

-Jak było na treningu? – zapytał brata. On, w przeciwieństwie do zielonowłosego, jeszcze nie odkrył u siebie żadnych zdolności i wolał raczej siedzieć w domu, razem z Izabelą i Sophie.

-W porządku – odpowiedział mu chłopak, zastanawiając się, co oni robią tu przez cały dzień, kiedy oni wychodzą, by trenować.

-U nas też – powiedział czerwonowłosy z uśmiechem na twarzy – Co prawda Sophie nadal próbuje zgadnąć, jaką będzie miała moc i zamęcza nas pytaniami, ale robi to rzadziej niż wcześniej. A Izabela odkryła, ile świetnych książek jest w biblioteczce Joe. Ale spokojnie, Joe pozwolił nam tam zaglądać, więc jest w porządku. A ja…

   Ferb starał się słuchać wszystkiego, co ma do powiedzenia jego brat, jednak nie było to łatwe, ponieważ zielonowłosy chciał teraz tylko pójść się odświeżyć, a potem paść na łóżko i najzwyczajniej w świecie odpocząć. Niczego bardziej nie pragnął.

   Nagle chłopak usłyszał odgłos zamka w drzwiach i ujrzał wychodzącą z łazienki szatynkę. Jej ubrania były całe mokre od potu, dlatego założyła teraz tylko zielony szlafrok, a włosy przetarła ręcznikiem. Ruszyła prosto do swojego pokoju, ignorując spojrzenia wysyłane przez chłopców, a zwłaszcza przez Ferba, chociaż chłopak starał się tego nie robić, kiedy dostrzegła coś w salonie, a raczej czegoś brak, co kazało jej natychmiast się zatrzymać.

   Serce Płomieni i inne kamienie zniknęły. Zielonooka natychmiast wbiegła do salonu i zaczęła się nerwowo rozglądać w poszukiwaniu klejnotu. W akcie desperacji upadła na kolana i zaczęła szukać go pod fotelami. W tym stanie znalazł ją Joe Black.

-Musiałem je przenieść – powiedział, mimo że wyczytał z jej myśli, że chodzi o jeden, konkretny kamień – Co jakiś czas tak robię. Sprawdzam wtedy, czy nie zachodzą w nich jakieś zmiany w promieniu, czy nie niszczeją. Wiesz, taki przegląd.

-Pomogę ci! – zawołała Mary i natychmiast się podniosła. Spojrzała mężczyźnie głęboko w oczy – Naprawdę, mogę to zrobić!

-Nie, zawsze to robię samotnie – odpowiedział ostrożnie Joe, widząc w jej oczach niebezpieczny błysk – Mam wtedy pewność, że wszystko będzie jak należy.

-Gdzie on jest…- szepnęła sama do siebie Mary, kiedy Black wyszedł z salonu. Dziewczyna zauważyła zaglądających tam chłopców, dlatego poprawiła szlafrok i szybko wyszła z pomieszczenia, kierując się prosto do swojego pokoju.

   Po kilku minutach wybiegła z niego, już przebrana w czyste ubrania, i prawie wpadła na Ferba, jednak nie poświęciła mu za dużo uwagi. Czuła, jak złość rozsadza od środka. Musiała się na czymś wyładować. Wybiegła na zewnątrz i zmieniła się w dym, by przyspieszyć.

   Sophie wyjrzała przez okno i zobaczyła moment, w którym Mary się przemieniła oraz ten, w którym zaczęła pędzić przed siebie. Miała wrażenie, że tym razem w dymie jest więcej ognia niż zazwyczaj i odrobinę się tym zmartwiła, jednak nie pokazywała tego po sobie, ponieważ nie chciała, żeby Izabela, z którą spędzała dzisiaj dzień, również miała popsuty humor. Zrobiła dobrą minę do złej gry i zaczęła mówić o kolejnych propozycjach na moce.

*    *    *

   Mary nadal gnała przed siebie. Złość i poczucie niesprawiedliwości dodawały jej sił, przez co nie odczuwała ani trochę zmęczenia. Zatrzymała się dopiero przy klifie, o którym opowiadał kilka dni temu Joe. Postanowiła, że sprawdzi, czy nie kłamał, jeśli już nie mogła usiedzieć w domu. Zatrzymała się przy krawędzi.

   Trochę trudno jej było uwierzyć, że tak blisko gór mogą znajdować się klify i może, jednak Joe najwyraźniej nie kłamał – miała teraz piękny widok na otwarte morze. Dziewczyna spojrzała w dół. Normalnie zakręciło by się jej w głowie, teraz jednak nie dochodziły do niej wszystkie bodźce zewnętrzne. Było wysoko – bardzo wysoko. Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków i po raz kolejny spojrzała na morze. Gdyby nie była taka zła, na pewno działałoby na nią uspokajająco.

   W pewnym momencie dziewczyna bez powodu złączyła dłonie i wystrzeliła w stronę nieba olbrzymi słup ognia. To jednak nie wystarczyło – nadal rozpierała ją energia, którą musiała koniecznie wykorzystać. Zamachnęła się i uderzyła pięścią otoczoną w powietrze. To jednak nic nie dało, więc po prostu zamknęła oczy i zaczęła biec przed siebie. Nigdy się jeszcze tak nie czuła – to dosłownie paliło ją w środku. Chciała ostatecznie zmienić się w dym, jednak zamiast tego płomienie zaczęły dosłownie pchać ją naprzód, przy okazji znacznie zwiększając jej prędkość.

   Po przebyciu kilkunastu metrów Mary zobaczyła skałę. „Doskonale. Nareszcie coś do zniszczenia” – pomyślała i strzeliła w nią ognistym pociskiem. Skała jednak z niej zakpiła i nic sobie nie zrobiła z jej ataków, więc Mary podbiegła do niej i zaczęła uderzać ją ognistymi pięściami, powoli robiąc w niej dziurę.

-Specjalnie go schowali! – krzyknęła i wykonała kolejne uderzenie – Za często tam przychodziłam! Znali moje plany!

   Uderzała z coraz większą zawziętością. To coś bolało ją od środka. Musiała się pozbyć tego uczucia.

-Nie rozumieją, że ja tego potrzebuję! Ja chciałabym go mieć! – powtarzała to zdanie od kiedy go zobaczyła, nawet nieświadoma, że to robi.

   Dziewczyna przestała w końcu krzyczeć, jednak nie dawała spokoju skale, która była dziwnie wytrzymała na jej ataki. Musiała się wreszcie wyżyć, a nie miała okazji, kiedy ćwiczyła z Ferbem lub Sophie. Któremuś z nich mogła stać się krzywda, a tutaj mogła zużywać więcej mocy. Nie przerywała więc ataków.

   Po jednym z wielu uderzeń, kiedy jej ręka znalazła się w otworze, który właśnie wydrążyła w skale, Mary poczuła, że nie może jej wyjąć. Ciągnęła z całej siły, jednak to nic nie dawało. Po kilku kolejnych próbach postanowiła rozwiązać problem w inny sposób. Szatynka skupiła się, a po chwili wszystkie szczeliny w skale wypełniły się ogniem. Nie minęła nawet minuta, kiedy płomienie dosłownie rozsadziły kamień, wyrzucając wszędzie wokół jego odłamki. Kilka uderzyło w Mary, jednak nie zrobiło jej krzywdy.

   Nagle odłamki leżące na ziemi znalazły się przy jej nogach i unieruchomiły dziewczynę. Mary wysłała w ich stronę silny ognisty pocisk, po czym odskoczyła jak najdalej.

-Pokaż się! Wiem, że tu jesteś, Madeline! – krzyknęła, domyślając się od razu, czyja to sprawka.

   Nie musiała długo czekać – po chwili obok niej znalazła się Madeline – chociaż może „przypłynęła” do niej byłoby lepszym określeniem. Ziemia dosłownie przyniosła ją tutaj, więc brunetka nie musiała w ogóle iść.

   Dziewczyny przez chwilę mierzyły się wzrokiem. Spojrzenie ciemnoniebieskich oczu brunetki było spokojne i niewzruszone, jednak z zielonych oczu szatynki można było wyczytać wiele – od zdziwienia, przez szacunek, a na złości kończąc.

   Madeline zaatakowała jako pierwsza. Wyskakujące z ziemi skały zmuszały Mary do ciągłej zmiany pozycji. Szatynka starała się strzelać płomieniami w ruchu, jednak nie mogła dokładnie wymierzyć, kiedy była ciągle zmuszana do uników, a poza tym każdy pocisk był blokowany przez ścianę, którą stworzyła przed sobą niebieskooka.

   Brunetka miała przewagę – oprócz tego, że były na zupełnie skalistym terenie, w przeciwieństwie do przeciwniczki nie musiała ciągle widzieć swojego celu – ona go czuła. Potrafiła mniej więcej określić jej pozycję dzięki uderzeniom jej butów w ziemię.

   Mary zaczynała odczuwać zmęczenie – nie miała już sił na walkę po dzisiejszym treningu oraz wykorzystywaniu mocy, żeby się jakoś wyładować. Starała się jakoś unikać skał, jednak co jakiś czas uderzały w nią odłamki wysłane przez Madeline.

-Może to był jej plan – dorwać mnie wtedy, kiedy będę sama i niezdolna do walki – przemknęło jej przez myśl, kiedy wysłała kolejny ognisty pocisk w stronę dziewczyny. Bezskutecznie – znowu się zasłoniła.

   Szatynka skierowała się bardziej w stronę domu Joe Blacka – nie wygra tej walki, to było pewne. Musiała zawiadomić resztę, ale skoro Madeline była tutaj, to czy Christine i reszta nie atakowali właśnie jej przyjaciół? To było bardzo prawdopodobne.

   Gdy tylko o tym pomyślała, przestała nawet próbować zranić przeciwniczkę i zaczęła biec przed siebie, licząc na to, że za sekundę zmieni się w dym. Ale stało się inaczej – nie przemieniła się. Nie miała już sił. Starała się więc przemieszczać się najszybciej jak tylko może i liczyć na szczęście.

   Nagle Mary poczuła straszny ból w lewej nodze. Był na tyle wielki, że aż krzyknęła i przewróciła się natychmiast na ziemię. Szybko spojrzała na swoją nogę – była przebita przez skałę, która dopiero co wydostała się z ziemi. Z oczu Mary wypłynęły łzy złości oraz bólu, jednak nie zdążyła nawet nic powiedzieć, kiedy Madeline kopnęła ją brutalnie w twarz. Szatynka straciła przytomność, a wtedy niewzruszona tym brunetka spokojnie sprawiła, że kolec pokryty krwią schował się pod ziemię i uwolnił nogę dziewczyny. Następnie kawałek ziemi, na którym leżała Mary, wysunął się jak na platformie i stworzył coś na kształt kamiennego łóżka. Po chwili jednak pozostałe skały wydostające się z ziemi dosłownie zamknęły się nad ziemi, tworząc coś na kształt trumny.

   Twarz Madeline nie wyrażała żadnych emocji, kiedy dziewczyna zaczęła sunąć przed siebie, a obok niej trumna, w której znajdowała się nieprzytomna Mary. Teraz nie był czas na cieszenie się zwycięstwem – najpierw trzeba zupełnie odizolować więźnia na czas, kiedy reszta jej drużyny będzie realizować pozostałe części planu.

*    *    *

   Mary otworzyła ostrożnie oczy. Nie widziała żadnej różnicy, dlatego spróbowała wstać, jednak ból w nodze jej to uniemożliwił. Dziewczyna jednak z przerażeniem stwierdziła, że to nie tylko ból w nodze nie pozwala jej się podnieść – była zamknięta w…czymś. Szatynka natychmiast sprawdziła, czy może poruszyć się w inną stronę, jednak kiedy tylko poruszała rękami trafiała na ścianę.

   Jej serce przyśpieszyło. Nie, nie może się teraz denerwować. Co z tego, że praktycznie nie mogła się ruszyć i było ciemno i była w czymś…zamknięta…

   Dziewczyna nie mogła powstrzymać strachu – była zamknięta w jakimś ciasnym pudełku! Lub trumnie…Mary zaczęła mieć trudności z łapaniem oddechu, a wtedy nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć.

-Wypuście mnie stąd! – wrzasnęła, jednak nikt jej nie odpowiedział. Z desperacji użyła mocy. Płomienie otoczyły ją z każdej strony i, podobnie jak ona, próbowały wydostać się na zewnątrz, jednak ściany były za grube – nie mogła ich zniszczyć. Mary nawet nie troszczyła się o to, że coś może się jej stać – musiała się stąd wydostać. W tej chwili to było najważniejsze.

-Nie próbuj ich niszczyć – to nic nie da – usłyszała czyjś głos. Zaraz, to mogła być tylko…

-Christine? – zapytała Mary słabym głosem, starając się nadać mu normalny ton, jednak nie wyszło jej to za dobrze – nie potrafiła ukryć swojego strachu.

-Tak, to ja – powiedziała spokojnie Christine i kontynuowała – Mogłabyś jednak mimo wszystko być trochę wdzięczna, Mary. Mimo wszystko opatrzyłam ci nogę, o czym zapomniała Madeline. Straciłaś trochę krwi, ale pocieszę cię – będziesz mogła chodzić, ponieważ, na twoje szczęście, Madeline jakimś sposobem nie przebiła ci zupełnie kości.

-Wypuść mnie stąd! – wrzasnęła Mary, a wtedy kolejny płomień spróbował zniszczyć kamienny grobowiec.

-Posłuchaj, mimo wszystko powinnaś pomyśleć o tym, ile masz szczęścia, Mary – próbowała ją przekonać Christine – Ciągle żyjesz, mimo tego, że właśnie cię uwięziłyśmy. Gdyby nie nasze rozkazy, nie doszlibyście tutaj, a ty już dawno byłabyś martwa.

-Mam to wszystko gdzieś! Masz mnie stąd wypuścić w tej chwili! – krzyknęła z rozpaczą Mary. Christine zaśmiała się okrutnie i powiedziała:

-Cierpisz na klaustrofobię? To przykre…

-Wcale nie! Nie mam żadnej fobii! – krzyknęła Mary, a kolejne płomienie zaczęły wokół niej tańczyć. Aż za dobrze czuła ich ciepło, ale nie mogła nic zrobić – wydostawały się automatycznie, bez jej wielkiego udziału.

-Skoro nawet nie masz zamiaru spróbować się uspokoić, ja pójdę przygotować się do ataku na twoich przyjaciół – powiedziała Christine i oddaliła się od szatynki. Po krótkiej chwili jednak wróciła i dodała – Wiesz, gdybyś wczoraj nie postanowiła oglądać z Ferbem gwiazd, nie kazałabym Madeline tak dokładnie cię obserwować i być może udało by ci się wrócić do domu.

   Po tych słowach wyszła i zostawiła Mary samą z jej myślami. Dziewczyna natychmiast zobaczyła przed oczami wczorajszą rozmowę między nią a Ferbem. Ktoś musiał ich podsłuchiwać albo przynajmniej widzieć, jak rozmawiają. Madeline? Prawdopodobnie.

   Nagle dziewczyna chciała znaleźć się blisko przyjaciół, którzy niedługo zostaną zaatakowani. Pragnęła też jednej rzeczy – powtórzyć wczorajszą rozmowę. Rozegrać ją inaczej. Nie rozpoczynać tego tematu. Nie teraz, kiedy te słowa będą ciążyły równie mocno i jej, i Ferbowi.

*    *    *

   Mary i Ferb patrzyli na gwiazdy. Były dzisiaj wyjątkowo dobrze widoczne, dlatego zielonowłosy zaproponował szatynce wyjście i wspólne spędzenie wieczoru. Mary nie miała powodu, by się nie zgodzić, a poza tym chciała poważnie z nim porozmawiać, dlatego od razu się zgodziła.

   Ferb był jak zwykle milczący, a Mary zamyślona. Co jakiś czas zerkali na siebie nawzajem, po czym odwracali wzrok. Jednocześnie obydwoje widzieli, że obydwoje na siebie zerkają, jednak starali się tego nie okazywać. W końcu Mary odezwała się jako pierwsza.

-Wiesz…myślę, że trzeba to dokładnie wyjaśnić – zaczęła. Chłopak pokiwał w milczeniu głową. Szatynka kontynuowała, starając się odpowiednio dobierać słowa.

-Ja…Wiem, że tobie też może się wydawać, że coś nas łączy albo łączy mnie i Buforda, ale…- Mary zawiesiła na chwilę głos. Patrzyła teraz na ziemię, jednak jej twarz nadal nie wyrażała żadnych emocji. Nie było żadnych rumieńców ani łez. Dziewczyna starała się nie okazywać żadnych oznak zakłopotania. Niewiele myśląc, Ferb delikatnie chwycił ją za rękę. Miał nadzieję, że to doda jej otuchy, jednak dziewczyna szybko się od niego odsunęła.

-Nigdy nikogo nie kochałam! – wyrzuciła z siebie, jednak tak naprawę miała ochotę krzyknąć: „Nie potrafię kochać!”. Coś jej jednak na to nie pozwoliło, nie wiedziała, dlaczego. Może powodem były pewne przekonywania Ferba, że jednak każdy potrafi kochać.

-Ja…nigdy nie czułam nic więcej w stosunku do jakiegokolwiek chłopca – starała się jakoś sprecyzować wcześniejszą wypowiedź – Buford jest moim najbliższym kolegą. Jakbym się rozkleiła, to mogłabym powiedzieć, że jest nawet i przyjacielem. Tak jak ty. Ale, jeśli to cię jakoś pocieszy, jemu nigdy nie wyznałabym czegoś takiego. Nie zrozumiałby…

-Nie kochałaś nigdy żadnego chłopaka – powtórzył Ferb.

-Nie czuję nic do Buforda, ani do ciebie. I myślę, że to się nie zmieni – po tych słowach Mary wstała i szybkim krokiem poszła w stronę domu Joe Blacka. Ferb nadal przyglądał się gwiazdom. Nie był zły, ani specjalnie zdziwiony – raczej przygnębiony. Zaczynał za to odrobinę współczuć Mary. Mimo że zarzeka się, że nikogo nie kocha i nie poczuje nic do Buforda ani do niego, w pewnym momencie człowiek potrzebował kogoś więcej niż przyjaciela. Chłopak pomyślał z bólem, że jak na razie ma niewielkie szanse na zostanie kimś takim.

*    *    *

-Wszyscy w domu? – zapytała Christine. Chloe tylko kiwnęła głową w odpowiedzi – Świetnie. W takim razie niedługo zaatakujemy.

-Ktoś zostaje, żeby pilnować Panny Płomyczek? – zapytała Chloe, odrobinę bojąc się odpowiedzi. Christine spojrzała w jej zielone oczy.

-Ty nie chcesz zostać – to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.

-Nie…Chciałabym zająć się tą wkurzającą idiotką – Chloe miała na myśli Sophie, której nie udało się jej wykończyć ostatnim razem. Może teraz, kiedy nie będzie Mary, nikt jej nie przeszkodzi…

-Prawdopodobnie zostawimy Seana – powiedziała Christine.

-A może jednak Iris? – zapytała z nadzieję Chloe – Mogłaby za karę posiedzieć bez celu, skoro to przez nią nie jesteśmy już znowu w Algos. Wiem, jak bardzo chciałaby się rozprawić z Izzy i Fineaszem.

-Może – powiedziała Christine, po czym dodała – Pamiętaj, że uderzasz jako pierwsza. Musisz być gotowa na mój sygnał.

-Będę gotowa – obiecała Chloe, po czym dodała w myślach – Szybko się z nimi rozprawimy i wrócimy spokojnie do domu…

Jak oceniasz odcinek "Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 16"?
 
2
 
0
 
0
 
0
 
0
 

Ankieta stworzona dnia sty 1, 2015, o godzinie 13:31.
Oddanych głosów: 2

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki