FANDOM


Rozdział 9

Przygoda w Czwartym Wymiarze
No Screenshot 2
Twórca: Martiz2000
Sezon: 1
Numer odcinka: 9
Opublikowano: 19 września 2014r.
Chronologia
Poprzedni: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 8
Następny: Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 10
To kolejny rozdział. W sumie lepszy opis znajdziecie na deviantArt.

Bohaterowie

Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 9

   Przed Fineaszem, Ferbem, Mary, Susan, Izabelą, Judy i Sophie rozciągała się piaszczysta pustynia. Niebo nadal miało swoją nienaturalną, brudną, pomarańczową barwę. Kolor piasku jednak wyglądał o wiele przyjemniej. Złote ziarenka były idealnie okrągłe, jakby ktoś je tak zaprojektował. Grupa jednak się nad tym nie zastanawiała, ponieważ chciała jak najszybciej oddalić się od murów miasta. Teraz już nie biegli, jednak tempo ich marszu było naprawdę sprawne. Nikt nic nie mówił, ponieważ teraz jedyną rzeczą, jaka zaprzątała im głowy, była ucieczka.

   Mary spojrzała na niebo. Pomarańczowe i zachmurzone. Chociaż może to nie były chmury, tylko smog…

   Susan zatrzymała się na środku pustyni dopiero, kiedy nie było już widać murów miasta. Stanęła i rozejrzała się na boki. Piasek, piasek i piasek…

-Okej, krótka przerwa. Muszę się zorientować, gdzie mamy iść – oznajmiła.

   Grupa zatrzymała się. Izabela i Judy usiadły, a wkrótce w ich ślady poszedł Ferb. Fineasz przyglądał się urządzeniu, które właśnie wyjęła Sue. Było podobne do komórki. Dziewczyna podniosła je do góry, nacisnęła jeden z przycisków, po czym zaczęła się uważniej przyglądać ekranikowi. Fineasz zajrzał jej przez ramię.

-Mapa…- powiedział. Ona tylko kiwnęła głową i nie przerywała namierzania ich pozycji. Fineasz nic więcej nie mówił, tylko przyglądał się jej pracy.

   Sophie podbiegła szybko do Mary i przytuliła ją od tyłu. Ta odruchowo ją odepchnęła.

-Udało się! – zawołała brunetka. Mary tylko kiwnęła głową.

-I wtedy ty skoczyłaś i zaczęła ci płonąć ręka, ale to cię nie bolało, i miałaś czerwone oczy, i wtedy wyglądałaś odrobinę przerażająco, ale co tak, i zaczęłaś strzelać, i panowałaś nad ogniem, i strzelałaś, i miałaś czerwone oczy…

-Wiem…- burknęła Mary. Energia spowodowana odkryciem mocy już jej minęła i gadanie Sophie zaczynało ją znowu irytować. Starała się jednak nie denerwować, ponieważ nie wiedziała, czy panuje całkowicie nad mocą. Postanowiła, że przy kolejnym dłuższym postoju sobie poćwiczy.

-A może pokażesz jakąś sztuczkę? – zapytała Sophie.

-W sumie, to…- zaczęła Mary.

-Proszę?

-Nie.

-Proszę!

-Nie.

-PROSZĘ!!!

-To byłby zły pomysł – wtrąciła się Sue – Dopóki nie będziemy dostatecznie daleko od miasta, nie używasz mocy, Mary.

-Ale jeśli nas ktoś zaatakuje? – wtrąciła się Izabela. Nagle zaczęła się czuć o wiele bezpieczniej przy Mary. Nawet, jeśli szatynka potrafi zapalać ręce i wysyłać ogniste pociski. Nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ Sue ponownie zajęła się studiowaniem elektronicznej mapy.

   Sophie wyglądała na zawiedzioną. Powoli wciągnęła powietrze i powiedziała:

-Nooo…Dobra…

-Mary, przepraszam, ale jak ci się w ogóle udało coś takiego zrobić? – zapytał Fineasz. Mary wzruszyła rękami. Nie wiedziała.

-No to może Sue jednak coś o tym wie? – zapytała Judy. Susan ponownie oderwała się od urządzenia.

-Nie słyszałam o tym, żeby po dostaniu się do naszego wymiaru dostawało się moc – wyjaśniła Sue – Ale może u was też jest coś takiego? Mary miała jakieś zdolności lub coś takiego?

-Jeśli jako zdolności możemy brać agresywność i aż za dobre oceny z przedmiotów ścisłych, to tak, ma zdolności – powiedziała niezbyt mile Iza.

-Iza, nie bądź zazdrosna – pomyślała Judy, a na jej twarzy pojawił się uśmiech – Przecież każdy wie, że Mary jest od ciebie lepsza w szkole…

-Judy, dlaczego się uśmiechasz? – zapytała Izabela. Judy potrzebowała mniej niż sekundę, by wymyślić jakieś niezobowiązujące kłamstwo.

-Myślałam, że zobaczę Patricka, gdy wrócimy do domu – powiedziała bez zająknięcia. Izabela chyba to kupiła, bo nie pytała o nic więcej. Lub nie chciała wysłuchiwać, jak Judy tęskni za swoim prawie chłopakiem.

-Okej, to jest poważna rozmowa – przypomniała Sue – Nie było żadnych nadprzyrodzonych mocy w waszym wymiarze, tak?

-Aha – powiedziała obojętnym głosem Mary.

-Ale Judy ma nadprzyrodzone zdolności! – wtrąciła się entuzjastycznie Sophie. Judy posłała jej mordercze spojrzenie.

-Tak? – zapytała Sue. Judy pokiwała głową.

-No…Gdy się zdenerwuję, niszczę przedmioty nie dotykając ich – wyjaśniła blondynka.

-Nic poza tym? – zapytała Susan. Judy pokręciła głową.

-Okej…- powiedziała Sue i nacisnęła kilka przycisków na trzymanym w ręce urządzeniu – Kierujemy się na zachód – pokazała ręką w lewo – Długa droga przed nami, ale to już wiecie. Idziemy w stronę gór, ponieważ nie możemy być długo na pustyni. Nie znam wszystkich stworzeń zamieszkujących te tereny, a jak na razie nie chcę zdobywać wiedzy praktycznej.

-Czy to nie opóźni naszego powrotu? – wtrącił się Fineasz.

-Opóźni, ale chyba wolelibyśmy spędzić kilka dni więcej w podróży niż po prostu zginąć ze strony drapieżników, prawda? – odpowiedziała Sue. Ten argument przekonał chłopaka.

-A jedzenie? – zapytała Mary – Skoro podróż zajmie nam tyle czasu, to musimy coś jeść. A zapasów nam nie starczy.

-Pomyślałam o wszystkim – powiedziała Susan – Będziemy musieli odrobinę zboczyć ze ścieżki w górach, aby dostać się do domku kuzyna Kyle – powiedziała Sue – To znaczy Smitha.

-Zdążyłaś się z nim skontaktować? – zdziwił się Ferb. Sue pokręciła przecząco głową.

-Smith to zrobi. Nie mogłam przecież zrobić wszystkiego sama.

-Skoro jest już czas na pytania…- powiedziała Izabela – To jak znalazłaś te drzwi? Przecież tam był mur.

-To tajemnica – powiedziała Sue – Agent nie zdradza wszystkich swoich sekretów. A teraz możemy w końcu przestać gadać? Musimy ruszać. Równie dobrze możecie mnie pytać podczas drogi.

   Dzieci posłuchały i szybko wszyscy byli gotowi do dalszej wędrówki. Kierowali się na zachód, w stronę gór. Izabela i Fineasz spędzali czas na zadawaniu pytań, a Sophie skakała od Ferba i Mary. Judy przysłuchiwała się wszystkim rozmowom.

-Jeszcze tylko kilka tygodni…- pomyślała – Może miesiąc...Może trzy tygodnie? Kto wie? Ale jak już wrócę do domu, to cię zobaczę, Patrick…

*    *    *

-To już potwierdzona informacja, proszę pana – powiedział ubrany w szary strój nastolatek. Wyglądał na piętnaście lub szesnaście lat – Kilka godzin temu z miasta uciekło około siedmiu osób. Wśród nich agentka, której tożsamości nie udało nam się jeszcze zidentyfikować i jedna osoba z mocą. Nie było jej w żadnym rejestrze, więc możemy podejrzewać, że się nie zgłosiła.

   Chłopak zaczerpnął powietrza i bez słowa wpatrywał się w mężczyznę w brudnym białym fartuchu. Wyglądał na około czterdzieści lat, chociaż mógł być młodszy. Jego ubranie wyglądało, jakby od jakiegoś czasu nie widziało wody ani proszku do prania. Część kitla była przypalona.

   Jego brązowe włosy były lekko sprószone siwizną przy skroniach, a niebieskie oczy przyglądały się młodemu chłopakowi z zainteresowaniem zmieszanym z zadowoleniem. Na policzku mężczyzny znajdowała się drobna blizna.

-Doskonale…- powiedział i uśmiechnął się diabolicznie – W takim razie nie będą przeszkadzać mi w realizacji mojego planu…- podszedł do młodego chłopaka i zmierzwił mu czuprynę. Nastolatek nie był z tego powodu zadowolony, nic jednak nie powiedział, tylko lekko się wzdrygnął, jakby dotyk tego człowieka budził w nim odrazę.

-Przygotuj sale do testów oraz uruchom maszynę – powiedział do chłopaka. Ten skierował się do wyjścia.

-Nie zapomniałem – przypomniał mu czterdziestolatek, zanim jego towarzysz wyszedł – Że gdyby nie twoja spostrzegawczość, nie mógłbym teraz testować moich najnowszych maszyn. I na pewno cię wynagrodzę…

   Chłopak kiwnął głową i szybko wyszedł z pomieszczenia. Naukowiec skierował się w stronę biurka, znajdującego się dwa metry od niego i usiadł na stojącym przed nim krześle. Wyjął z kieszeni kartkę i zaczął coś zapisywać.

*    *    *

   Sophie przyglądała się z zachwytem płomieniom wysyłanym przez Mary. Zielonooka właśnie ćwiczyła i nie chciała się kłócić z Sophie odnośnie jej udziału w treningu. Mary nie chciała tego przyznać, ale „ochy” i „achy” Sophie podbudowywały jej ego.

   Minęło już kilka godzin od ich ucieczki i Sue zarządziła kilkugodzinną przerwę. Dopiero niedawno zaczęło robić się ciemno, jednak dzieci nieprzyzwyczajone do takich wędrówek wyjątkowo potrzebowały wcześniejszego postoju, a poza tym przez prawie całą noc byli na nogach, więc lekko przestawił im się zegar biologiczny.

   Temperatura już dawno zaczęła spadać, dlatego sweter Mary okazał się przydatny. Dziewczyna dobrze wiedziała, że jest odpowiedni na prawie każde warunki. Zauważyła, że Izabela schowała się w śpiworze i właśnie rozmawia z Fineaszem i Ferbem.

   Judy przysiadła obok Sophie i również zaczęła przyglądać się pokazowi koleżanki. Nie wydawała z siebie tych pochwał i zachwytów, ale sztuczki robiły na niej wrażenie. Odrobinę żałowała, że nie może robić takich rzeczy ze swoją mocą.

-Moc Mary da się opanować oraz normalnie używać – pomyślała z goryczą – A ja muszę traktować moje umiejętności jak przekleństwo, a nie jak dar. To niesprawiedliwe.

-Mary! – zawołała Sophie. Mary spojrzała na dziewczynę.

-Co? – zapytała.

-A mogłabyś pokazać coś nowego? – zapytała brunetka.

-Jak się nauczę, to może zobaczysz – odpowiedziała Mary. Sophie jednak nie dała za wygraną.

-A nie możesz użyć wyobraźni? – dopytywała się niebieskooka.

-Wyobraźni? – zapytała z powątpiewaniem szatynka.

-Aha! – przytaknęła dziewczynka – Mogłabyś na przykład wysłać jakiś ognisty granat lub coś w tym stylu.

-Nie, nie chce mi się – powiedziała Mary i wróciła do ćwiczeń.

-No proszę! – zawołała Sophie – Wystarczy spróbować!

-Odwal się w końcu z tymi wymaganiami! – nie wytrzymała Mary – „Mary, użyj mocy! Mary, zrób coś nowego! Mary, użyj wyobraźni! – zaczęła mówić głosem bardzo podobnym do głosu Sophie – Nie będę robiła wszystkiego na zawołanie, więc daj mi w końcu święty spokój i idź pomęczyć kogoś innego. Okej?!

   Sophie wyglądała na smutną, jednak starała się nie dawać tego po sobie poznać. Uśmiechnęła się smutno i powiedziała tylko:

-Okej – i poszła do Fineasza i Ferba. Zanim do nich doszła, odzyskała swój dawny uśmiech i sposób poruszania się.

   Judy przyglądała się temu wybuchowi w milczeniu. Mary dostrzegła jej nieprzychylne spojrzenie i powiedziała tylko:

-Och, nawet nie zaczynaj…

-Wiesz, że to Sophie – powiedziała Judy, jakby to miało wszystko usprawiedliwiać.

-Nie ciągnij już tego tematu, okej? – zapytała szorstko Mary i, nie czekając na odpowiedź, odeszła na bok i usiadła na piasku tyłem do pozostałych.

-Mój nowy wynik – mniej niż jeden dzień, zanim Mary przy mnie wybuchła – pomyślała Judy – Dobra tam, pogadam z nią później – mruknęła i poszła w stronę Izabeli, Fineasza, Ferba, Sophie i Sue. Mary jako jedyna siedziała sama.

*    *    *

   Był już środek nocy. Mary po cichu oddalała się od śpiącej grupy i siedzącego na straży Ferba. Nie miała ochoty na żadne rozmowy. Teraz był czas dla niej.

   Zobaczyła wystarczająco dużą skałę, zanim straciła towarzyszy z zasięgu wzroku. Chciała wiedzieć, czy nic im się nie stało, a jednocześnie być na tyle daleko, żeby jej nie przeszkadzali. Westchnęła i spojrzała na skałę, po czym sprawiła, że płomienie zaczęły obracać się wokół jej dłoni. Zacisnęła ją w pięść, po czym wypuściła z niej kilka małych płomyczków. Zaczęły delikatnie unosić się w powietrzu. Dawały światło jak kilka świeczek.

   Mary przeszła się przy ścianie skały i przejechała po niej dłonią. Patrzyła na nią przez chwilę, po czym odsunęła się i ponownie zapaliła dłonie. Tym razem płomienie były większe. Szatynka przymknęła jedno oko i dokładnie wymierzyła, po czym wysłała płomienie w stronę ściany.

   Po kilku chwilach wszystko było gotowe. Mary odsunęła się trochę, aby zobaczyć całe dzieło.

   Na skale było mnóstwo jeszcze płonących wywijasów i rysunków płomieni oraz ognisk. Na górnej części skały znajdowały się dwie smugi, wyglądające, jakby zostawił je płonący pocisk. Mary była zadowolona ze swojego dzieła i lekko się uśmiechnęła.

-Ładne – usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się i zobaczyła Ferba, przyglądającego się z uznaniem jej rysunkom. Zmieszała się lekko, jednak nie dała tego po sobie poznać.

-Nie powinieneś być na warcie? – zapytała.

-Sami usłyszą, jeśli coś będzie się do nich zbliżać. Poza tym, stąd też wszystko widać – Ferb nagle zrobił krok w przód i stanął bliżej Mary. Ta przez chwilę nie ruszała się i wstrzymała oddech. W końcu uznała, że ta sytuacja jej się nie podoba i poszła w stronę obozowiska.

-Tylko się nie zgub – rzuciła w stronę Ferba. Ten został przy jej ognistych rysunkach i wpatrywał się w nie przez jakiś czas, po czym wrócił na wartę.

*    *    *

-Śliczne – powiedziała Judy, przyglądając się rysunkom Mary. Nie było już na nich ognia, ale i tak robiły wrażenie – Nie wiedziałam, że masz duszę artysty, Mary.

-Oh, zamknij się – warknęła Mary i zaczynała żałować, że w nocy dała się ponieść temu drobnemu impulsowi.

-Dobra, ale bez żartów. Naprawdę ładne jak na kogoś, kto nie zajmuje się tym na co dzień – powiedziała Judy. Mary nie odpowiedziała. Już wyruszyli w dalszą drogę i Judy zauważyła rysunki na skale. Przez wypalone ślady łatwo się domyśliła, czyje to dzieło.

-Imponujące – dodała Izabela. Fineasz tylko kiwną głową, a Ferb w ogóle się nie odzywał.

-Fajne! – powiedziała entuzjastycznie Sophie – Ale mogłoby być lepiej, gdybyś bardziej poćwiczyła.

-Dzięki…- mruknęła Mary.

-Czyli, że już lepiej radzisz sobie z mocą? – zapytała Sue.

-Radzę sobie z nią od początku – odpowiedziała Mary i ruszyła do przodu. Miała już dość zachwycania się jej pracą. Wypalała ślady dla siebie, a nie dla innych. Reszta, początkowo lekko się ociągając, podążyła za nią.

   Początkowo cisza była przerywana tylko rozmowami Izabeli i Fineasza. Nikt jakoś nie miał ochoty na wymienianie się opiniami ani o pytanie Sue o różne rzeczy związane z nieznanym światem.

-Czy będziemy musieli codziennie tak podróżować? – zapytała Izabela.

-Tak – odpowiedziała krótko Susan.

-Ale…Nie ma jakiegoś innego sposobu? – dopytywała się z nadzieją w głosie Izabela.

-Nie – powiedziała Susan.

-Może zboczylibyśmy lekko z kursu, żeby pójść po narzędzia? – wtrącił się nagle Fineasz – Ja i Ferb moglibyśmy zbudować na przykład samolot lub coś w tym stylu.

-Na przykład kolejkę – podpowiedziała Izabela.

-Chłopcy…- zaczęła Sue i podrapała się po głowie – Wiem, że Fineasz opowiadał mi o waszych wynalazkach i budowlach i w ogóle, ale nadal mnie to nie przekonało.

-Fineasz jest chyba najszczerszą osobą, jaką znam – powiedziała Judy.

-No tak, ale…każdy może mieć skłonności do przesady – próbowała wybrnąć z tego Susan.

-Nie każdemu – powiedziała Judy.

-Dobra, to już ustalmy, że Fineasz i Ferb mogą mieć te niezwykłe zdolności konstrukcyjne – poszła na kompromis Sue – Ale nawet jeśli, to niby skąd wezmą materiały?

-To domyślam się, że nie można ich u was po prostu zamówić? – powiedział Fineasz.

-Zamówić? – Sue wyglądała, jakby chciało jej się odrobinę śmiać – U nas trzeba by mieć specjalne przyzwolenie, żeby zamawiać materiały w małych ilościach, a co dopiero w ilościach hurtowych.

-Nie miałaś pozwolenia na różne części? – zapytał zaskoczony Fineasz – Przecież, gdy pomagałem ci pakować rzeczy…

-Tak dokładnie, to ja pomagałam – przerwała mu Judy.

-…miałaś tam jakieś części – dokończył Fineasz, nie zwracając uwagi na sprostowanie Judy.

-Brałam je po znajomości oraz na czarnym rynku – wyjaśniła Sue.

-Więc się jednak da – stwierdziła Izabela.

-Nie. W małych ilościach tak, ale to nie wystarczy, żeby zrobić jakiś środek transportu – wyjaśniła spokojnie Sue – zwłaszcza, gdy jesteśmy niedaleko od Algos.

-Myślicie, że nadal nas ścigają? – zapytała Iza.

-I, że mogą wysłać za nami te roboty, co były wczoraj? Wiecie, te strzelające tymi kolorowymi laserami – wtrąciła się Sophie.

-Jest taka szansa, ale one raczej zajmują się sprawami w mieście – powiedziała Susan – Jeśli uznają, że sprawa jest poważna, to mogą wysłać za nami jakiś specjalny oddział, który albo sprowadzi nas do miasta i postawi przed sądem albo nas po prostu zabije na miejscu.

-Z…zabije? – zapytała słabo Izabela i przysunęła się do Fineasza.

-Ale raczej nie wyślą za nami najlepszych oddziałów – dodała szybko Sue – Gdybyśmy zrobili coś jeszcze przed ucieczką, to mogliby nas bardziej szukać, ale w takiej sytuacji raczej nic się nie stanie. Musimy za to jak najszybciej oddalić się od Algos, aby wpływy miasta były słabsze. Im dalej, tym lepiej. Mamy szansę zahaczać po drodze o kilka wsi, w których może uda nam się odpocząć w bardziej przyzwoitych warunkach. I nie zapominajcie jeszcze o kuzynie Kyla…

   Sophie od dawna już nie śledziła tej rozmowy. Jakiś czas temu zaczęła ją nudzić. Sophie postanowiła zrobić coś pożyteczniejszego niż zwykłe gadanie.

   Niebieskooka podeszła do Mary, odchrząknęła i powiedziała niezwykle patetycznym głosem:

-Mary, czy zechciałabyś przyjąć moje najszczersze przeprosiny?

   Mary patrzyła na nią przez chwilę z dziwnym wyrazem twarzy. Próbowała zgadnąć, czy Sophie nie robi sobie z niej żartów. W końcu uznała, że lepiej mieć to już za sobą.

-Dobra…- powiedziała głosem bez emocji. Sophie za to wyglądała na naprawdę szczęśliwą.

-To super! – zawołała i przytuliła się do Mary. Ta tylko ją odepchnęła, ale to nie zepsuło dobrego humoru brunetki.

-Yay! To teraz wystarczy wrócić do domu! – zawołała Sophie i zaczęła podskakiwać.

-Taa…- powiedziała Judy i lekko się zamyśliła – tylko wrócić do domu.

-Nie bądź smutka, Judy Woody! – zawołała Sophie – jeszcze tylko kilka tygodni i będziemy na miejscu!

-I zajmiemy się tamtą niedokończoną sprawą – dodał Fineasz.

   Judy nagle się zatrzymała i spojrzała z niedowierzaniem na czerwonowłosego.

-Fineasz, czy do ciebie ostatnio nie dociera to, co do ciebie mówię? – zapytała, wyraźnie rozdrażniona. Fineasz wyciągnął ręce w obronnym geście.

-Dociera – powiedział, starając się nie rozzłościć przyjaciółki – Ale wiesz, że po zrobieniu kilku poprawek.

-Powiedziałam nie! – krzyknęła Judy – Czy ty nie widzisz, do czego doprowadziła ta twoja „sprawna” maszyna?

-Nie było żadnych widocznych błędów konstrukcyjnych – wtrącił się Ferb – Musiał wkraść się jakiś wirus.

-Niby jak? – Judy nadal była obrażona.

-Widocznie nie zabezpieczyliśmy dokładnie systemu i całej reszty – przyznał się nieśmiało Fineasz. Blondynka jednak się zdenerwowała (trochę bardziej).

-Fineasz, jak mi coś podłączasz do głowy, to zadbaj, żeby nie było wirusów, które mogą mi wejść do mózgu! – krzyknęła i w tym momencie kamyk leżący obok jej buta rozleciał się na kawałki. 

-O! To jest ta moc, o której mówiłam! – zawołała Sophie i podbiegła do szczątków kamienia. Zebrała je i pokazała Sue – Widzisz?

-Tak…-powiedziała Susan i odsunęła dłoń Sophie od swojej twarzy – Dobra, podstawowe pytanie Judy. Chciałaś to zrobić?

-Nie – odpowiedziała Judy. Starała się uspokoić, aby nie zniszczyć czegoś jeszcze.

-To źle – powiedziała prosto z mostu Sue – Idziemy.

-Tylko tyle? – zapytała zaskoczona Judy – To źle?

-Chyba wiesz, że nie jest dobrze, jak się nie panuje nad mocą – powiedziała Sue.

-No tak, ale się staram.

-Używasz mocy, kiedy chcesz? – zapytała rudowłosa.

-Czasami mi się udaje…- zaczęła Judy.

-To pokaż – przerwała jej Susan.

-Nie mogę tak na zawołanie. Muszę mieć jakiś impuls – próbowała wyjaśnić Judy.

-To w takim razie nie możesz jej użyć, kiedy masz ochotę – stwierdziła Sue – Bez impulsu nic nie zrobisz.

-Potrafię to zrobić – obstawała przy swoim Judy. Nie podobało się jej, że Susan kwestionuje jej panowanie nad mocą.

-Proszę – Sue pochyliła się i podniosła z ziemi kolejny kamyk, odrobinę większy od tego zniszczonego. Pokazała go Judy, po czym odłożyła w miejscu, w którym stała, a sama cofnęła się o kilka metrów. Reszta podążyła za jej przykładem. Tylko Mary nadal stała blisko Jude.

   Judy skupiła się na kamieniu. Nie chciała tego robić przy wszystkich, ale gdyby powiedziała, że nie chce teraz pokazać swojej mocy, to Susan pomyślałaby, że nie umie nad nią panować. A umiała. Jeśli tego naprawdę chciała.

-No dalej…- pomyślała Judy i wyciągnęła prawą rękę w stronę kamienia. Przez chwilę w skupieniu patrzyła na swój cel, w końcu jednak postanowiła zamknąć oczy i się wyciszyć. Jej ręka nadal była skierowana w stronę kamyczka.

   Nic nie słyszała. Nie słyszała dźwięku rozlatującego się kamienia. Nie słyszała żadnych zachwytów, ani zdziwienia Sue. Stała tak jeszcze przez chwilę, po czym powoli otworzyła oczy.

   Kamień dalej leżał w tym samym miejscu. Nietknięty. Judy westchnęła i podeszła do kamyczka. Trzymała go przez chwilę w dłoni, po czym schowała go do kieszeni. Nie chciała nawet spojrzeć Sue w oczy.

   Susan patrzyła na  blondynkę przez chwilę, zwalczając ochotę, by ją jakoś pocieszyć. Wyglądała naprawdę żałośnie. Przypomniała sobie, że przez to mogą się nie sprawdzić jej przypuszczenia, więc nie zrobiła nic.

-Idziemy. Nie traćmy więcej czasu – powiedziała i ruszyła przed siebie. Reszta poszła za nią. Judy wlekła się na końcu i zwalczała uczucie upokorzenia.

-Wszyscy widzieli, że nie dałam sobie rady…- powtarzała w myślach – Dlaczego wszyscy musieli to widzieć? Będą gadać za moimi plecami…

-Przestań się mazać – wyrwała ją z rozmyślań Mary. Judy nic nie odpowiedziała, ale starała się wyglądać, jakby nic się nie stało. Mary prychnęła z niezadowoleniem.

-Nawet się nie starasz – powiedziała na tyle cicho, że słyszała ją tylko Judy.

-Staram się, rozumiesz? – powiedziała szeptem Judy – Tylko mi nie wychodzi.

-To staraj się bardziej. Proste – powiedziała szatynka i poszła bardziej do przodu. Teraz szła obok Ferba. Judy przyglądała im się przez chwilę. Początkowo nic nie mówili, w końcu jednak Ferb zaczął rozmowę, której Judy już niestety nie słyszała. Mary za to nie wyglądała na bardziej obrażoną niż zwykle i prawie normalnie odpowiadała na jego pytania. Judy zanotowała w pamięci, że Mary i Ferb mogą się jednak sobą interesować.

-Przynajmniej podczas podróży będę miała dużo czasu, żeby to sprawdzić – powiedziała do siebie i lekko przyśpieszyła, ponieważ grupa zaczynała się od niej oddalać.

Jak oceniasz odcinek "Przygoda w Czwartym Wymiarze/Rozdział 9"?
 
2
 
0
 
0
 
0
 
0
 

Ankieta stworzona dnia wrz 19, 2014, o godzinie 17:53.
Oddanych głosów: 2

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki