FANDOM


Słowiańskie one-shorty

No Screenshot 2
Autor: EkawekaDxC
Fanon: Hetalia
Opublikowano: 04.04.2017


Słowiańskie one-shorty - zbiór one-shortów związanych z państwami słowiańskimi.

Słowianie nie mają łatwej przeszłości. Przez wcześniejsze spory ich teraźniejszość jest burzliwa, a przyszłość wydaje się być straszna. Łatwo można stwierdzić, że państwa te nienawidzą się wzajemnie, jednak czy jest możliwość, że chociaż pomiędzy kilkoma z nich istnieje przyjaźń, czy chociażby cieplejsze relacje? 

Próbować zawsze warto.

Bohaterowie

Słowianie

  • Feliks Łukasiewicz (Polska)
  • Olena Barygińska (Ukraina)
  • Natalia Arlovskaya (Białoruś)
  • Ivan Barygiński (Rosja)
  • Radmila Horakova (Czechy)
  • Jakub Murgas (Słowacja)

Nie-słowianie

  • Toris Lauritantis (Litwa)
  • Alfred Jones (USA)

One-shorty

"Białoruskie wspomnienia"

Białoruś otworzyła zaspane oczy. Podniosła się do pozycji siedzącej, starając się dobudzić. W dalszym ciągu błądziła gdzieś na granicy snu i jawy, przewijając w głowie sen, który nawiedził ją ostatniej nocy.

To nie był typowy sen. Nie przedstawiał fikcji, czy skrytych marzeń. Widziała w nim swoje wspomnienia. Począwszy od tych najpiękniejszych, takich jak Wielkie Księstwo Litewskie, kończąc na tych, o których chciała zapomnieć. Nie mogła jednak wyzbyć się widoku jej ludzi powieszonych w stolicy, czerwonej flagi ZSRR, oraz stojącego nad nią Ivana, dzierżącego swój ukochany kran w dłoni.

Po dobrym kwadransie siedzenia na łóżku i tępym wpatrywaniu się w ścianę, postawiła stopy na podłodze, po czym wzdychając ciężko, skierowała się do kuchni. Niezbyt przejmowała się tym, że ubrana jest wyłącznie w koszulę nocną. Na dobrą sprawę, mieszka sama, więc równie dobrze może chodzić całkowicie nago. Miała jednak przed tym zbyt duże opory.

Otworzyła dość stary, bo z czasów komunizmu kredens, wyciągając z niego chleb oraz herbatę. Siłą woli uśmiechnęła się, gdy przez przypadek jej spojrzenie padło na leżące obok zdjęcie. Przedstawiało ją i jej siostrę, Ukrainę.

Nie chcąc znów popadać w nostalgię, szybko zrobiła sobie kanapki, zalała herbatę, po czym usiadła przy stole, w milczeniu konsumując posiłek. Cisza była dość mocno wyczuwalna, jednak nie narzekała. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu ją lubiła. Poczucie całkowitej samotności również nie działało na nią negatywnie. Po tych wszystkich wydarzeniach, nawet ją lubiła i zaczynała doceniać. Chociaż zdarzało się jej również tęsknić.

Skłonności do popadania w nostalgię są dość duże u Białorusi. Dziewczyna siłą woli znów ucieka wspomnieniami do dawnych wydarzeń, wpatrując się w okno naprzeciwko. Sięgnęła po zdjęcie, nie podnosząc się jednocześnie z krzesła. Niewielki metraż kuchni spokojnie jej na to pozwalał.

Ona i Ukraina stały pod jakimś blokiem. Były uśmiechnięte, jednak w oczach tlił się smutek i strach. Dodatkowo starsza siostra wydawała się być znacznie chudsza, niż jest obecnie. Policzki miała zapadnięte, a koszula zdawała się ledwo trzymać ciała. Sama Białoruś wyglądała przy niej znacznie lepiej. Chociaż była niższa o pół głowy, była rumiana i dobrze zbudowana. Natalia zaczęła zastanawiać się, jakim cudem widzi to dlatego teraz, i czemu Olena nie skarżyła się jakoś szczególnie na swój los.

Jasnowłosa odwróciła fotografię. Z tyłu nie było nic napisane, a szkoda. Teraz była bardzo ciekawa kto i gdzie robił to zdjęcie.

"Nie ma sensu dłużej się opierać" - pomyślała. Często brało ją na wspomnienia, jednak zazwyczaj starała się je odrzucić i skupić się na chwili obecnej. Takie powroty do przeszłości często przysłaniały jej teraźniejszość, jednak tego dnia postanowiła to po prostu zignorować. Czasy współczesne i tak nie były dla niej łaskawe, więc czemu nie wrócić do tych lepszych czasów?

Zjadając śniadanie, złapała za wiszącą na wieszaku bluzę, po czym zeszła do piwnicy. Było tam znacznie chłodniej, a i zapachy były nieco mniej przyjemne. Nie zważając jednak na to, poszła w kierunku półek, na których ukrywała sama przed sobą wspomnienia. Wcześniej obiecała sobie, że nie będzie po nie schodziła, jednak nawet walka z samą sobą była dla niej zbyt ciężka.

Wzięła pierwsze pudełko, jakie wpadło jej w ręce. Usiadła na skrzyni, kładąc je na swoich kolanach. Lubiła ten moment. W jakimś sensie czuła ekscytację, zupełnie jakby na prawdę cofała się w czasie. A serce zabiło jej jeszcze szybciej, gdy wyciągnęła obrączkę.

Sprzed laty otrzymała ją od Litwy. Stali wtedy przed ołtarzem, a jej ruskie ziemie wchodziły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Gdy brała go na męża, nie była pewna swoich uczuć. Nie wiedziała nawet czy go kocha. Dopiero z czasem zdała sobie sprawę, że jest to mężczyzna z którym chce spędzić resztę życia. Do dziś ma takie pragnienie, chociaż obrączki zostały im zdjęte. Chcąc chociaż na chwilę poczuć się jego żoną, założyła złotą obręcz na palec, wpatrując się w nią. Dłoń jej się trzęsła, a ona sama czuła, że zaraz się rozpłacze.

Następne były listy. Swego czasu dostawała ich na prawdę wiele. Poza listami miłosnymi od Litwy, często pisał do niej Polska, nawet po rozpadzie I Rzeczpospolitej. Uśmiechnęła się siłą woli, gdy przeczytała jak to wyrusza na Wiedeń i nie jest pewny co będzie, gdy stanie już w oko w oko z Imperium Osmańskim. Wiedziała, że tylko jej był w stanie powiedzieć o swoich wątpliwościach, bo wszystkim naokoło powtarzał, że misja nie ma prawa się nie udać.

Ku swojemu zdziwieniu, znalazła też sporo listów od Rosji. Starszy brat zapewniał w nich ją o swoich pokojowych zamiarach i, że nigdy nie podniesie ręki na Rzeczpospolitą. Dopiero teraz widzi, jak bardzo jej brat był i jest zakłamany.

Następny był album. Okładka była długa i czarna, typowy stary album. Nie mogąc oprzeć się pokusie, otworzyła go na pierwszej stronie. Już na początku rzuciło jej się radosne zdjęcie, na którym stoi pomiędzy Polską i Ukrainą. Cała trójka uśmiecha się do aparatu, a blondyn obejmuje Natalkę ramieniem, podczas gdy Ukraina dorabia mu rogi. Na ten widok przełknęła głośno ślinę. Te chwile już nie wrócą.

Pod nim znajdowała się fotografia, która została zrobiona niespodziewanie. Przedstawiała Litwę, który prasuje bieliznę. Zdecydowanie nie widział aparatu, gdyż jego mina była wręcz komiczna. Dziewczyna siłą woli roześmiała się, chociaż ten widok zasmucił ją jeszcze bardziej. Teraz mogłaby zrobić mu zdjęcie w kolorze, jednak nie może, gdyż dzieli ich zbyt duża granica. Czerwono-niebieska granica.

Obok zauważyła zdjęcie przedstawiające ją samą. Z szeroki uśmiechem trzymała w dłoniach swoją biało-czerwono-białą flagę. W jej niebieskich oczach widziała iskierki, chociaż fotografia była czarno-biała. Tak, taka chwila nie wróci tym bardziej.

Zapewne przeglądałaby zdjęcia dalej, jednak coś w pudełku przykuło jej uwagę. Odłożyła album pod nogi, sięgając po wcześniej wspomniany przedmiot. Jak się okazało, była to złożona flaga. Ta sama, którą radośnie trzymała na zdjęciu.

Trzęsącymi się dłońmi rozwinęła ją, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Biało-czerwono-białe barwy były właśnie przed jej oczyma, a ona trzymała je w rękach. Wprawdzie flaga była nieco brudna, a miejscami nawet podarta, jednak wciąż była. Ten widok przyniósł jej myśl, wedle której trzymała w dłoniach utraconą niepodległość. Teoretycznie jest blisko, tuż przed jej nosem, jednak wciąż za daleko. Nie mogąc dłużej nad sobą panować, po prostu dała upust emocjom, płacząc. Nie miała już nic innego do robienia, tylko płakać nad swoją flagą, przeklinać Rosję za to, co jej odebrał, UE za to, że jej nie pomogła, oraz siebie samą za tę bierność.

Jutro też tu przyjdzie. I pojutrze, za tydzień, za miesiąc, za rok. Póki będzie w stanie oddychać, nie przestanie wracać do wspomnień. One są jej jedyną ucieczką, od znienawidzonej teraźniejszości.

"Za wszystko zapłacę"

Siedzę gdzieś w okopach, w dłoniach dzierżąc broń. Feliks miał rację, wszechświat zemści się na mnie okrutnie, jednak nie miałam pojęcia, że aż tak. Dopiero teraz widzę skutki moich wcześniejszych działań.

Ciekawość każe mi się wychylić, podczas gdy zdrowy rozsądek nakazuje skulić się i czekać, aż to wszystko ucichnie. Gdy umilkną huki, strzały i krzyki.

Nic jednak tego nie zapowiada.

Słyszę czyjeś kroki. Wprawdzie mieszają się z innymi, jednak odnoszę wrażenie, że ta konkretna osoba idzie prosto do mnie. Jest to niemożliwe, ani moi, ani ludzie Ivana nie mogą mnie zobaczyć, jednak czuję, że ta osoba wie o mojej obecności. Doskonale więc już orientuję się, kim on jest.

Strach mnie nie paraliżuje, dawno nauczyłam się nad nim panować. Podnoszę się więc szybko, zaciskając uścisk na karabinie. Odwracam się, widząc ukochanego młodszego brata.

Rosja jest specyficzny, tak jak nasze relacje. Z jednej strony jest mi bliski, ale z drugiej nie czuję oporów przed strzelaniem do niego. Nie łączy nas miłość, która zazwyczaj występuje między rodzeństwem, a chore uczucie, przez które jesteśmy na siebie skazani. Jedno nie może opuścić drugiego, mimo że bardzo tego chce.

Strzelam. Widzę, że kula go trafia, jednak on nie upada. Bo Ivan nie może umrzeć, dopóki istnieje Rosja. Tak to działa. Niestety.

Z triumfalnym uśmiechem wyciąga mnie z okopów, ignorując moje wyzwiska i kopanie. Gdy stoję już naprzeciw niego, przez krótką chwilę mierzymy się morderczym spojrzeniem. Zaczynam żałować, że mam przy sobie akurat tę broń, którą i tak nie mogę się obronić. Wyrzucam ją więc za siebie.

Nie osłania mnie to jednak przed ciosem w twarz. Przed kolejnymi również. Nie pomaga mi to w upadku i opanowaniu krwi, która zgromadza się w moich ustach.

Kątem oka widzę, jak moi ludzie przegrywają. Niebiesko-żółta flaga zostaje zerwana z masztu, a wraz z tym, zamykam oczy.

Miałeś rację Feliks. Za wszystko zapłacę.

"Nic nie może przecież wiecznie trwać"

Feliks przecisnął się przez krzewy, obdzierając sobie przy tym rękawy koszuli. Nie zwrócił na to jednak większej uwagi. Nie przejmując się świeżą raną na ramieniu, po której zaczęły spływać kropelki krwi, przyśpieszył kroku, rozglądając się wokoło.

Noc 1795 roku była ciemna i zimna. Ciężko było powiedzieć o niej coś więcej. Ponieważ niebo było zachmurzone, księżyc nie oświetlał drogi, więc wszelkie przeszkody ustanowione na drodze były dla Łukasiewicza niespodzianką.

Mimo to, mężczyzna w ogóle nie zwracał na to uwagi. Nie interesowało go, że ma nogi ubrudzone od błota, obtarte ręce i kolana, ani nawet ranę, która zaczynała szczypać. Skupił się na szukaniu swojej żony. Bez przerwy mrużył oczy, starając się dostrzec kobiece kontury.

Jego kobieta, Ukraina, zniknęła gdzieś nad ranem. Małżeństwo zdążyło powiedzieć sobie parę nieprzyjemnych słów, nie szczędząc sobie przy tym wzajemnych przekleństw. Zdarzało im się to dość często, sam Łukasiewicz nie mógł teraz dokładnie określić co było powodem tej kłótni, jednak jeszcze wtedy było to dla nich obu śmiertelnie ważne. Olena nie chcąc słuchać jego wytyków, wyszła. Takie zniknięcia również nie były dla nich nowością, jednak ta sytuacja była wyjątkowa.

Dosłownie przed chwilą Rzeczpospolita została oddana. Nie ukradziona, nie siłą zdobyta. Obecnie panujący król, Stanisław August Poniatowski, oddał królestwo Prusom, Rosji i Austrii. Na wszelkich mapach Polska zniknęła, a jej tereny zajęli zaborcy. Feliks jednak nie tracił nadziei. Mimo, na pozór negatywnego nastawienia do świata, miał naturę optymisty, dlatego też wierzył, że nie wszystko jeszcze stracone, a niepodległość da się odzyskać. Mimo to, nie mógł spokojnie ruszyć na wroga, póki nie wiedział co dzieje się jego kobietą. Bądź co bądź, czuł w sobie potrzebę chronienia jej, nawet jeżeli czasem musiał bronić samego siebie przed nią samą.

Nie patrząc pod nogi, poślizgnął się na mokrej od deszczu trawie, wpadając do dołku. Nieszczęście chciało, że wylądował na twarzy, która była już brudna od piachu. Odkaszlnął kilka razy, przeklinając pod nosem. Starał się jednak zachować w miarę cicho, by nikt go tu nie nakrył. Nie miał obecnie nastroju na konfrontację z wrogami. Jeszcze.

- Polska?

Na końcu świata poznałby ten kobiecy głos. Od razu zapomniał o upadku, rozglądając się za swoją żoną.

- Ukraina? Gdzie jesteś?

- Idź stąd.

- Co?

Zmarszczył brwi. W końcu udało mu się zobaczyć jej sylwetkę. Siedziała skulona, chowając twarz w kolanach. Tylko tyle udało mu się zauważyć, gdyż ciemność dawała im się we znaki.

- Nie mamy czasu na rozpamiętywanie kłótni, kobieto. - powiedział szybko. - Musimy znaleźć kryjówkę Litwy i Białorusi. Weź się w garść, trzeba walczyć!

Zakasłała. Zielonooki mógłby jednak przysiąść, że Olena próbuje ukryć fakt, że płacze. Dawno tego nie słyszał. Do tego stopnia, że zapomniał, iż jego żona potrafi płakać.

Westchnął ciężko, kładąc jej dłoń na ramieniu. Kobieta wzdrygnęła się lekko, jednak nie odsunęła się.

- O co chodzi? - zapytał spokojnie, starając się wytężyć wzrok do granic możliwości.

Blondynka uniosła głowę, ocierając spływające z jej oczu łzy.

- Nie mamy już państwa?

Słysząc to, przełknął nerwowo ślinę. Czyli już wiedziała.

- Nie.

- Rosja, Prusy i Austria?

- Tak.

Im dłużej na nią patrzył, tym więcej szczegółów udawało mu się dostrzec. Np. to, że jej policzki są mokre od łez i, że przygryza wargę do krwi. Ten widok sprawił, że i jemu zebrało się na płacz. Nie przez beznadziejną sytuację polityczną, a przez fakt, że Olena cierpi.

Delikatnie otarł palcem jej brudne od krwi wargi, skupiając tym na sobie jej uwagę. Patrzyła na niego z niedowierzaniem, jakby nie rozumiała dlaczego on jest w stosunku do niej taki miły. Widząc to, mężczyzna uśmiechnął się pokrzepiająco.

- Jeszcze nie umarliśmy. - powiedział, ujmując jej rękę. - Obiecuję ci, że wyjdziemy z tego i będziemy wolni moja polska królowo. - po tych słowach, uniósł jej dłoń, po czym delikatnie musnął ją ustami. - Kozaczki nie płaczą. - dodał, na co ona siłą woli parsknęła pod nosem.

Wiedział, że jego żona nie lubi określenia "polska królowa", jednak określanie jej takim przydomkiem dodawało mu sił. Bowiem skoro istnieje królowa, to musi istnieć i państwo, którym ona władała.

Powoli podnieśli się na równe nogi.

- Jaki masz plan? - zapytała.

- Jak na razie musimy uciec zaborcom i znaleźć naszych. Gdy będziemy już w komplecie, ruszymy na wrogów i odbijemy nasze ziemie.

Nie mógł uwierzyć, że posuwa się do ucieczki, jednak nic innego mu nie zostało. Trzymając ciągle żonę za rękę, wydostał się z dołku.

Las w którym się znajdowali wydawał się obszerniejszy, niż za dnia. Feliks nie miał pojęcia, czy nie mijał już tych drzew, ani czy za rogiem nie czai się na nich jakieś dzikie zwierzę. Nie mógł jednak się zatrzymać i odpocząć, musiał iść. Czuł, jak Ukraina ściska jego dłoń, co sam szybko odwzajemnił. W tym momencie byli dla siebie jedynym wsparciem i źródłem siły.

- Stój. - szepnęła nagle.

- Nie mamy czasu.

Nie miała zamiaru mu ulegać. Zatrzymała się, niemalże zamierając. Mężczyzna popatrzył na nią jak na wariatkę, jednak w porę zrozumiał o co jej chodzi. Sam stanął jak wryty, gdy doszedł go odgłos warczenia i sapania dochodzący zza zakrętu. Po chwili dostrzegli zmierzające ku nim ślepia dzikiego zwierzęcia. Kierowani instynktem, rzucili się do ucieczki. Nie mieli jednak szans z niedźwiedziem, który już po chwili dogonił ich, naskakując na plecy Łukasiewicza, czym powalił go na ziemię.

Mężczyzna jęknął z bólu, czując na sobie pazury niedźwiedzia. Jeżeli tak miał wyglądać jego koniec, to nie mógł wyobrazić sobie gorszego finału.

Jednak śmierć nie była mu jeszcze pisana. Niespodziewanie, zwierzę osunęło się na ziemię, a jego krew spłynęła prosto na jasne włosy Feliksa. Mężczyzna popatrzył ze zdziwieniem ku górze, gdzie dostrzegł swoją żonę, która oddychała głośno, nad martwym już ciałem niedźwiedzia.

- Śmiałeś się, gdy nosiłam przy sobie nóż. - powiedziała triumfalnie, podając mu rękę.

Blondyn stanął na trzęsących się nogach, wciąż czując na sobie przeszywający ból od pazurów niedźwiedzia. Najwidoczniej jego mimika twarzy doskonale to wyrażała, gdyż na licu jego żony widniało zmartwienie i troska.

- Chodź. - szepnęła, prowadząc go za rękę.

"Mam nadzieję, że Litwie i Białorusi idzie lepiej" - pomyślał.

Droga nie potrwała już długo. Jedynie po kilku zakrętach usłyszeli nawoływanie Natalii. Na jej widok, małżeństwo ruszyło ku niej na tyle szybko, na ile pozwalał im zły stan zdrowia mężczyzny.

- Nareszcie jesteście! - powiedziała, gdy byli już naprzeciwko. - Feliks, co ci się stało? Nie mów, że to samo, co Torisowi?

- On tu jest? - zapytał Łukasiewicz.

W odpowiedzi, jasnowłosa wskazała dłonią na stojącego pod drzewem Torisa. Na jego widok, Feliks cały się rozpromienił. W pierwszej chwili pomyślał, że Litwa nie żyje.

- Gonił nas niedźwiedź. - wyjaśniła Białoruś. - Nie zdążył zrobić nam krzywdy, jednak udrapał go w łydkę.

Na te słowa, Polska i Ukraina wymienili zdziwione spojrzenia. To nie mógł być przypadek.

- Niedźwiedź Ivana. - wycedziła przez zęby Olena. - Cholera, on tu jest.

- Nie będzie zadowolony jak się dowie, że zabiłaś mu pupilka. - dodał Łukasiewicz.

Białoruś wytrzeszczyła szeroko oczy, patrząc na siostrę ze zdziwieniem. Na ten widok, Ukraina uniosła brwi.

- Na prawdę cię to dziwi? - zapytała.

- Masz broń? - wtrącił Litwa, patrząc na swojego przyjaciela.

- A wyglądam jakbym miał? Uciekałem tak samo jak ty, wszystko zostało w pałacu.

Szatyn tylko westchnął cicho.

- Nie mamy żadnych szans. - skomentował.

W tym momencie rozległ się odgłos czyiś mocnych kroków. Cała czwórka odwróciła się szybko za siebie, dostrzegając muskularną sylwetkę, u której przywiązany był szalik. Ciężko było dostrzec więcej szczegółów, jednak nie potrzebowali wiele czasu, by domyślić się kim jest tajemniczy jegomość.

Ivan Barginski stanął przed nimi w całej swojej okazałości.

- Z jednym masz rację Litwo. - powiedział z uśmiechem. - Nie macie żadnych szans.

Białoruś poczuła uderzenia kamyka w plecach. Instynktownie odskakując bliżej męża, odwróciła się, dostrzegając wychodzącego zza drzew Prusaka.

- Guten Morgen. - przywitał się, wyszczerzając zęby w triumfalnym uśmiechu.

Olena raz jeszcze uścisnęła dłoń swojego mężczyzny, jakby zaraz mieli być rozdzieleni. I faktycznie, mieli.

Po środku od Rosji i Prus stanął Roderich. Jako jedyny z zaborców nie uśmiechał się, a wyraz jego twarzy był poważny.

- Skończmy to raz na zawsze. - powiedział arystokratycznym tonem.

Niepodległości już nie było. Wedle prawa, Rzeczpospolita należała do tych trzech mocarstw. Ci jednak ciągle mieli w sobie dumę, która kazała im walczyć. Walczyć o siebie i swoich najbliższych.

Rosja, Prusy i Austria zaczęli stawiać ku nim kroki. Ukraina instynktownie złapała złapała za swój nóż, podczas gdy Polska i Litwa zmobilizowali się do walki pięściami. Jedynie Białoruś czuła się całkowicie bezbronna. Cofnęła się o krok, modląc się w duchu, by wyszli z tego zwycięsko.

Feliks popatrzył na Olenę, która biegła zmobilizowana ku swojemu młodszemu bratu, chcąc zadać mu cios. Łukasiewicz jeszcze wtedy nie wiedział, że ostatni raz widzi ją jako swoją żonę. Nie wiedział też, że nigdy już nie zobaczy Torisa walczącego z nim ramię w ramię, ani Białorusi, która widzi w nim swoją osłonę i wsparcie. Po raz ostatni w życiu może nacieszyć oczy widokiem ich czwórki.

Ponieważ nic nie może przecież wiecznie trwać.

"Serce Serbii"

Wyrywaliście komuś serce?

Zapewne nie. Nic w tym dziwnego, nie jest to zbyt humanitarne posunięcie, nawet w stosunku do wrogów.

Oczywiście Albania, jak i Unia Europejska uważają inaczej. Dla nich odebranie komuś tego najważniejszego organu nie jest niczym istotnym.

Moim sercem było Kosovo.

Większość poparła istnienie niepodległej Republiki Kosova, nawet nie widząc jak sprawnie manipuluje nimi Albania. Ona uważa moje serce za swoją ziemię, a dla pozoru wmawia wszystkim, że stoi za jego niepodległością. Same Kosovo widzi w Albanii swoją sojuszniczkę, a moich słów nie chce brać pod uwagę.

Moje własne serce mnie nienawidzi.

To boli. Nie chcę się w żaden sposób użalać, po prostu czuję potrzebę, by komuś o tym opowiedzieć. Mało kto chce słuchać, a jeszcze mniej bierze moje słowa na poważnie. Wielu patrzy na mnie jak na okupanta, który chce powstrzymać rozwój nowego państwa. Dla wielu stałem się "tym złym".

Przepraszam, że próbuję zatrzymać moje serce.

Ale są też i tacy, którzy mnie popierają. Rosja, Polska, Rumunia i Grecja. Oni najgłośniej krzyczą o serbskim Kosovie. "Śląsk jest polski, Cypr jest grecki, Besarabia jest rumuńska, a Kosovo jest serbskie" - takie okrzyki towarzyszą naszym ludziom podczas manifestacji. W takich chwilach zapominam na moment, że ktoś w Europie mnie nie lubi, czy nawet nienawidzi. Cieszę się wtedy z tego, co mam.

Cieszy mnie pokrzepiający uśmiech Polski, entuzjazm w oczach Rosji, wzniosłe przemowy Grecji, a nawet udawanie wampira przez Rumunię. Uwielbiam to wszystko i dziękuję Bogu za takich przyjaciół.

I dziękuję też wam. Teraz to wy jesteście moim sercem.

"Wspomnienia po Polsku"

Lata okupacji, zaborów, wojen, powstań, cierpień i strat.

Wieki gnębienia, grabienia i niszczenia.

Miliony poległych.

Morze krwi.

Wszystko po to, by on, Feliks Łukasiewicz mógł teraz stać tam, gdzie stoi. On, Rzeczpospolita Polska.

Niewysoki blondyn siedział w Parlamencie Europejskim, słuchając tego, co ma im wszystkim do powiedzenia Ludwig Belschmidt. Personifikacja Federacji Niemiec mówił głośno i wyraźnie, jednak Feliks nie potrafił skupić się na sensie jego słów. Myślami uciekał do przeszłości.

Gdy starszy brat Niemiec, Prusy składał mu hołd. Gdy on, wielka Rzeczpospolita siedział na tronie jako pan Europy środkowej. Wiedząc, że wielu zazdrości mu potęgi, uśmiechał się triumfująco. Lubił patrzeć na swoich wrogów klęczących przed nim. Działało to kojąco na jego ambicje.

Teraz jego wróg wygłasza mu przemowy, często też nakłada sankcje i zmusza do przyjęcia uchodźców. Coś się zmieniło.

Zmieniło się, gdy jego szlachta zapomniała o nim i pozwoliła, by upadł.

Wszystko runęło, gdy dostrzeżono jego słabość w postaci zdradzieckich królów i rozebrano.

Świat się zawalił, gdy mimo odzyskanej po stu dwudziestu trzech latach niepodległości, znów go napadnięto, ograbiono i pobito.

Nadzieje przepadły, gdy bombardowana była Warszawa.

Chociaż nie. Nadzieja nigdy nie umarła. Nie w nim.

Co z tego, że stracił prawie wszystko? Wszak nie umarł jeszcze z głodu.

Uśmiechnął się delikatnie, w ogóle nie słuchając rozmowy toczącej się w parlamencie. Wyobraził sobie jak Grupa Wyszehradzka pewnego dnia staje się potęgą na miarę I Rzeczpospolitej.

I nadejdą lata chwały, bogactwa i urodzaju.

Może będzie jeszcze lepiej?

- Polen, czy ty mnie słuchasz?!

Feliks na moment oderwał się od swoich myśli. Popatrzył na Ludwiga nieco nieprzytomnym wzrokiem, jednak w dalszym ciągu uśmiechał się delikatnie. W przeciwieństwie do Niemiec, który wyglądał na wyprowadzonego z równowagi. Dopiero teraz zauważył, że spojrzenia wszystkich skupione są na nim.

- Nie. - odpowiedział zgodnie z prawdą Łukasiewicz. - A mógłbyś powtórzyć?

Niemcy westchnął ciężko. Zanim jednak otworzył usta, Feliks znów mu przerwał.

- Chociaż w sumie to mam to gdzieś. - po tych słowach podniósł się na równe nogi, jednak w dalszym ciągu był niższy od swojego rozmówcy. - Wracam do domu. Cześć!

Wyminął zgrabnie Ludwiga, po czym skierował się do drzwi wyjściowych. Niemcy patrzył na niego z niemałym zdziwieniem.

- Wracaj, przecież debatowaliśmy o tobie!

Ale blondyn już nie słuchał. W końcu nie dyskutowali o nim pierwszy raz.

Z uśmiechem przemierzał ulicę Brukseli, by po chwili znaleźć się w swojej Warszawie. Dla personifikacji państw, drogi są o wiele krótsze.

Kochał swoje stolice. Każde, włącznie z tymi, które nie nosiły już tego miana.

Mimo obecnego zanieczyszczenia, lubił wdychać warszawskie powietrze, które jeszcze niedawno pachniało dymem i krwią. Serce biło mu szybciej ze szczęścia, gdy widział ludzi spacerujących po chodnikach, podczas gdy pamiętał jeszcze, gdy ulice stolicy pokrywały trupy.

A wszystko może być jeszcze lepsze. W końcu w dalszym ciągu są dzielnice, które trzeba wyremontować. Unia nie pomoże, ale gdyby tak w końcu się na czymś wzbogacił...

Międzymorze?

Wiele możliwości. Łukasiewicz analizując wszystkie możliwe opcje w głowie poczuł się jak za starych, dawnych czasów.

Ale niedawno co odzyskany dobry humor ulotnił się, gdy zauważył powiewającą flagę unijną.

Twarz blondyna pokrył grymas, a cała radość momentalnie go opuściła. Odnosił wrażenie, że przeniesie się to siłą woli na emocje w narodzie.

Może być ciekawie. Niemieckie media z pewnością się tym zainteresują.

Westchnął, idąc dalej przed siebie. Mimo wszystko, lubił gdy polskie ulice przypominały mu o przeszłości.

Po prostu lubił swoją przeszłość.

"Dość skomplikowane uczucie"

"Nienawidzę tego cholernego idioty" - myślała Ukraina, chodząc w tę i we w tę po pokoju.

Dziewczyna nie miała problemów jedynie z nim. Z samą sobą również. Często odnosiła wrażenie, że nie potrafi dogadać się z własną osobowością. Między innymi dlatego nie umiała usiedzieć w miejscu, a powód swojego gniewu zrzucała na byłego męża.

Chociaż on też miał w tym wszystkim swój udział.

Usiadła w końcu w fotelu, gładząc skroń. Oddychała ciężko, starając się uporządkować myśli. Było to jednak dość trudne, zważywszy na to, że on jej na to nie pozwalał. Przez cały czas siedział w jej głowie, robiąc w niej harmider. A ona, chociaż bardzo się starała, nie potrafiła go z niej wyrzucić.

"Jak ja mogłam kochać takiego idiotę?" - zapytała sama siebie. Siłą woli zerknęła na swoją prawą dłoń. Warknęła ze złości, gdy brak obrączki na czwartym palcu rzucił jej się w oczy.

- Ivan, do jasnej cholery, zamknij ryj! - wrzasnęła, odwracając się gwałtownie za siebie, jednak nikogo tam nie było.

Znów nawiedzają ją przewidzenia i przesłyszenia.

"Powinnam się leczyć" - pomyślała, biorąc głęboki wdech.

Wszechobecna cisza była okropna. Przez nią nie mogła skupić się na niczym innym, jak na Łukasiewiczu. Czy on nie mógł zająć się własnymi myślami, zamiast bałaganić w jej? To już nawet nie jest niegrzeczne, ale wymaga pomsty.

Barginska zdecydowanie powinna udać się na leczenie. Ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę, jednak jak na razie nie robiła nic w tym kierunku. Zamiast tego, zerwała się na równe nogi.

"Nie będzie mi zajmował myśli." - powiedziała do siebie.

Będąc na podwórku, instynktownie złapała za widły oparte o ścianę przy drzwiach. Zawsze je tam trzymała, na wszelki wypadek.

Mając już przy sobie swój skarb, poszła w kierunku miejsca zamieszkania Rzeczpospolitej Polskiej.

Bo to nie jest tak, że ona go kocha. Gdyby ktoś pokusił się o takie stwierdzenie, skończył by jako szaszłyk na widłach.

Będąc już na miejscu, nawet nie pomyślała o zapukaniu. Otworzyła drzwi z kopniaka, wchodząc do środka. Rozejrzała się po ganku, szukając gospodarza.

- Kobieto, czy ciebie do reszty powaliło?

W końcu pojawił się on. Średniego wzrostu blondyn o zielonych oczach i włosach spiętych w kucyk. Był wyraźnie zaspany, na co wskazywały wory pod jego oczami i pogięty strój, jakby spał w nich.

- Przyszłam zrobić porządek. - powiedziała spokojnie, by po chwili wybuchnąć gniewem. - Won z moich myśli!

- Znowu o mnie myślałaś? - zapytał tonem, jakby stwierdzał coś oczywistego na tyle, że nawet jego to nie dziwiło. - No tak, to wyjaśnia te widły. Ale wiesz, to chyba jest jakoś powiązane, bo też mi się śniłaś.

Słysząc to, dziewczyna uniosła ze zdziwieniem brwi, patrząc na niego pytająco.

- Serio?

- Serio. Hasałaś sobie po łączce, a w rękach trzymałaś czyjeś głowy. Jedną z nich była chyba nawet moja.

Na te słowa, blondynka uśmiechnęła się delikatnie, a gniew w jej oczach jakby zniknął. Przyłożyła dłoń do serca, patrząc na niego z uwielbieniem.

- To miłe. - powiedziała. - Ale i tak przestań nawiedzać moje myśli, bo się nie mogę skupić!

- Śnienie o tobie też nie jest mi na rękę.

Nastała krótka cisza. Oboje wpatrywali się w siebie, nie wiedząc co robić dalej.

- Mogłabyś w końcu opuścić mój dom? - zapytał po chwili.

Zacisnęła uścisk na widłach, stawiając w jego kierunku powolne kroki. Łukasiewicz zmarszczył brwi, będąc gotowy do samoobrony.

- A możemy się pocałować? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, gdy stykali się już nosami.

- Jesteś chora, wiesz?

- Czy to znaczy, że nie?

- No chyba cię powaliło kobieto.

Po tych słowach, objął ją w talii, po czym namiętnie pocałował. Ona szybko to odwzajemniła, odrzucając widły na podłogę. W sumie to nie pamiętała już po co je wzięła.

Bo jak już było wspomniane, to nie jest tak, że ona go kocha. Ona jest w nim zakochana na zabój!

A on w niej.

I tkwią w takim chorym uczuciu od początku swojego istnienia. Dziwne, ale oni już przywykli.

Gdy w końcu odkleili się od siebie, popatrzyli sobie głęboko w oczy. Chłopak uśmiechnął się zadziornie, wciąż obejmując ją w talii. Ona natomiast niezbyt wiedziała co ze sobą zrobić, jednak było jej na tyle wygodnie, że nie chciała tego przerywać.

- No, może nareszcie będę mogła się skupić.

Słysząc to, Feliks roześmiał się.

- Nie ma szans. Tym bardziej nie będziesz mogła. Podobnie z resztą jak ja, więc nie mamy już nic do stracenia. Idziemy do sypialni?

Olena otworzyła szeroko oczy, patrząc na niego z obrzydzeniem.

- Jak możesz proponować mi coś takiego po rozwodzie?!

- A nie chcesz?

- Nie no, jasne że chcę. Po prostu propozycja jest nie na miejscu, więc uznałam, że warto ci to uświadomić.

- Ale twoja odpowiedź też jest nie na miejscu.

- Bo ja mogę. Chcesz się spierać, aż zmienię zdanie?

Po chwili ruszyli zgodnie do sypialni blondyna, by tam przypominać sobie co 5 minut jak bardzo się nienawidzą i pragną śmierci tej drugiej osoby. W przerwach obdarowywali się pocałunkami w łóżku i nie tylko.

Na ironię, żadne z państw nie wiedziało jakie łączą ich relacje. Tylko oni. I woleli by tak zostało, gdyż inni mogliby uznać ich za niepoczytalnych.

- Jesteś niepoprawny! - powiedziała, gdy była już całkowicie pozbawiona górnej garderoby. Podobnie z resztą jak on. - Czemu nie możesz poprzeć mojego członkostwa w Unii?!

Chłopak ułożył wargi na jej ramieniu, obdarowując krótkimi pocałunkami. Podobało jej się to, jednak nie przestawała drążyć tematu.

- Boisz się, że podkradnę ci stołek?

- Nie mam żadnego stołku. - powiedział w przerwie pomiędzy pocałunkami. - Są dwa powody moja kochana. Jeden, kult UPA i SS Galizen. Drugi, Unia to szajs, który się rozlatuje.

- Czyli, że robisz to i by zrobić mi na złość i, by mnie od tego chronić?

- Dokładnie.

- Mój husarzu!

Mówiąc to, oderwała go od swojego ramienia, powalając go na łóżku.

Nachyliła się nad nim dając znak, że tym razem to ona będzie częścią dominującą. Jemu nie wydawało się to przeszkadzać, gdyż uśmiechnął się łobuzersko.

- To za robienie mi na złość. - powiedziała, wbijając swoje paznokcie w jego skórę. - A to za bronienie mnie! - po tych słowach pocałowała go. - Ya tebia lubylu.

- Ja ciebie też.

"Pogadanki polsko-amerykańskie"

Polska uśmiechnął się do siedzącej naprzeciwko personifikacji Stanów Zjednoczonych Ameryki. Alfred popijał herbatę, co pewien czas dosładzając ją. Feliks natomiast od cukru wolał miód, jednak fakt, iż Jones obecnie go nie posiadał sprawił, że Łukasiewicz zadowolił się gorzką.

- Miło, że jednak do mnie wpadłeś. - powiedział z uśmiechem Alfred. - Jak powiedziałem Meksykowi, że cię zapraszam, to mnie wyśmiał.

Polska uniósł brew, patrząc na rozmówcę ze zdziwieniem. Chociaż też gorzki wyraz twarzy spowodowany był równie gorzką herbatą.

- Dlaczego?

W odpowiedzi Alfred jedynie wzruszył ramionami.

- A dlaczego Ziemia się kręci? - zapytał ironicznie. - Nie wiem, ciężko jest zrozumieć Meksyk. Dlatego stawiam mur. Chyba, że nie starczy pieniędzy, wtedy będzie musiał wystarczyć płot.

- Nie masz czegoś do jedzenia?

- O, mówił, że o to zapytasz. - odparł nieco zaskoczony, jednak wciąż uśmiechnięty Alfred. Podniósł się z miejsca, kierując się do kuchni. - On chyba uważa, że jesteś niedożywiony.

- Trochę racji w tym ma, ostatnio schudłem.

Po chwili, USA wrócił do pokoju, trzymając w dłoniach pudełko ciasteczek. Postawił je na stoliku przed nimi.

Znajdowali się w sporej wielkości salonie o błękitnych ścianach i jasno-brązowej podłodze. Alfredowi trzeba było przyznać, że miał gust do mebli, a przynajmniej w ocenie Łukasiewicza. Siedzieli na skórzanych, ciemno-brązowych fotelach, a po środku stał szklany stolik. Na ścianach wisiało mnóstwo fotografii. Zarówno te przedstawiające Alfreda z przyjaciółmi i rodziną, tak i postaci historycznych. Feliks uśmiechnął się siłą woli na widok portretu ich wspólnego bohatera, Tadeusza Kościuszki.

Zielonooki wziął jedno ciasteczko, po czym z uśmiechem je zjadł. Alfred natomiast wciąż popijał herbatę, która będąc już nieco chłodniejszą, nadawała się do picia dużymi łykami.

- A co tam u sąsiadów? - zapytał po chwili Alfred. - Ivan żyje? Co u niego?

- Super, Węgry ciągle was shipuje.

Słysząc to, USA uśmiechnął się mimowolnie. Prawdę mówiąc, sam ich trochę shipował.

- A jak ma się Kanada? - zapytał Feliks. - Zauważyli go w końcu?

- Można tak powiedzieć. Chyba znalazł sobie dziewczynę.

- Tak?

- No, aż sam byłem w szoku. Znasz ją, jak jej tam... Ukraina!

Na te słowa, Łukasiewicz zakrztusił się ciasteczkiem. Alfred przypatrywał się ze zdziwieniem, jak jego gość wypluwa okruszki pokarmu.

Po chwili mu przeszło, jednak twarz Łukasiewicza była cała czerwona.

- Wszystko gra? - zapytał Jones.

- Jak to chodzi z Ukrainą?

- No nie chodzi oficjalnie, po prostu on ją trochę lubi, ale czy ona jego to nie wiem. Ja tam byłbym za tą parą, gdyby nie te jej widły. Ona je ciągle ze sobą nosi, to jest straszne, bez kitu. No i sam rozumiesz, jestem po stronie Ivana... Nie żeby coś.

Feliks odetchnął na tyle cicho, że jego rozmówca tego nie usłyszał.

Nastała krótka cisza, którą po niedługim czasie przerwał gospodarz.

- Hej, a właściwie to jakim cudem dostałeś się tu bez wizy?

- Ja bym nie znalazł sposobu? - zapytał ironicznie, uśmiechając się przebiegle. - Trochę ciężarówką, trochę użyłem lewego dowodu i gra! No do ciebie miałbym nie wpaść?

W jakimś stopniu, Alfred poczuł się zaszczycony.

- To miłe, - odparł Jones z uśmiechem - ale mogłeś powiedzieć, że masz z tym trochę problemów, to sam bym do ciebie wpadł. Zwłaszcza, że moje wojsko u ciebie stacjonuje.

- Jaki problem? - Feliks machnął lekceważąco ręką. - Jak ja na całym świecie walczyłem za wojny, to miałbym się zmęczyć oszukiwaniem patroli granicznych? Swoją drogą, zmień ludzi na granicach, bo są beznadziejni.

- Dzięki. A właśnie, jak opozycja?

- Tak samo jak u ciebie, ale nie palą jeszcze flagi.

- Weź. - westchnął ciężko Alfred, a jego twarz pokrył grymas. - Gdybym nie był i po części ich personifikacją, to bym powystrzelał. A mógłbym, bo u mnie broń legalna.

- Zazdroszczę.

- Czego? Palenia flagi?

- Nie, broni. - odparł z lekceważącym uśmiechem Feliks. - Też bym taką chciał. Mógłbym postrzelać do Ludwiga.

Słysząc to, Ameryka uśmiechnął się.

- Nie ma czego, tylko same z tym problemy. Ej, a zmieniając temat. Słyszałeś, że Anglia i Francja ten teges?

Polska wytrzeszczył szeroko oczy, a kąciki jego ust poszerzyły się jeszcze bardziej. Nachylił się lekko, będąc gotowym na najnowsze ploteczki od Alfreda.

- Nie gadaj! - krzyknął entuzjastycznie.

Alfred również nachylił się, na skutek czego oboje siedzieli lekko przygarbieni, jednak wyjątkowo radośni.

- No bez kitu! On mówi, że nic między nimi nie ma, ale ja swoje widziałem! Myślisz, że to nie jednoznaczne, jak z jego domu wychodzi Francis z rozpiętą koszulą? Matthew też mówił, że Francuz jakiś szczęśliwszy, niż zawsze. Ja ci mówię Felek, oni ten teges.

- Niby nie toleruję homo, ale kurcze, ich shipam!

- A ja toleruję największe dewiacje, więc tym bardziej ich shipam! - zapiszczał niczym dziewczyna Alfred. -A słyszałeś, że Szwedek jest już muzułmaninem?

- No, nawet widziałem. Zajrzałem z ciekawości do niego i wiesz co? - zapytał, na co USA rozchylił lekko wargi. - To Szewedestan! Nie ma tam czego szukać poza meczetami.

- Pomożesz mu?

- Ta, chyba się spakować i oddać mi to, co zagrabił podczas Potopu Szwedzkiego. Debil.

Alfred wziął w dłonie niedawno co odstawioną filiżankę. Feliks zrobił podobnie.

- To jak? - zapytał Jones. - Za ploteczki i sojusz?

- Oby lepszy, niż ten za wojny. - odparł z uśmiechem Łukasiewicz, po czym oboje stuknęli się filiżankami. - I za miód. Stary, kupię ci go na urodziny. Jak można pić herbatę z cukrem?

"Słowiańskie przyjęcie"

Słowianie są jedną wielką rodziną. Wszyscy doskonale o tym wiedzieli. Wszyscy, poza samymi Słowianami.

Nie chodziło nawet o to, że jeden nienawidził drugiego, ponieważ coś takiego zdarza się w każdej rodzinie. Problem leżał w tym, że oni często zapominali o łączących ich więzach krwi i często poślubiali innego Słowianina. Czy był to duży problem?

Otóż odpowiedź brzmi: Nie. Słowianie jakoś sobie radzili z tym faktem, często o nim zapominając, a personifikacji innych państw wcale to nie obchodziło. Tak więc, cała rodzina żyła spokojnie, nie dręcząc się żadnymi wyrzutami sumienia.

Niestety, relacje między niektórymi były dość kiepskie. Albo jeden chciał zapomnieć o ich wspólnym pochodzeniu, albo faktycznie zapominał. Dlatego właśnie Ivan, będący także personifikacją Federacji Rosyjskiej, postanowił coś z tym zrobić.

Szybkim ruchem ręki złapał za telefon komórkowy, wybierając numer do swojego najlepszego, ukochanego, zaufanego i zaprzyjaźnionego kuzyna.

- Czego?! - w telefonie rozległ się donośny, wyraźnie poddenerwowany głos Polski.

- Priviet Polisza! - odparł radośnie Ivan machając dłonią, chociaż ten go nie widział. - Chcesz dzisiaj do mnie wpaść?

- Czy tobie na mózg padło pacanie?! Od kiedy to my się lubimy?! Nigdy więcej do mnie nie dzwoń, bo osobiście cię odwiedzę!

- Rozumiem. Do zobaczenia kuzynie, będę czekał.

Barginski z uśmiechem rozłączył się, by po chwili znów do niego zadzwonić.

- Czy ja czegoś nie powiedziałem?! - krzyknął zdenerwowany Łukasiewicz.

- Powiedziałeś, że jeżeli jeszcze raz do ciebie zadzwonię, to mnie odwiedzisz. - powiedział beztroskim tonem, słysząc jak po drugiej stronie blondyn klnie pod nosem. - Bardzo mi zależy na tej wizycie. Będą pierożki i wódka.

- Nienawidzę.

- Mnie?

- Też, ale chodziło mi o moje życie. - powiedział, po czym westchnął ciężko. - Dobra, będę. Ale jeżeli nie będzie warto, to masz wpie...

Nie dokończył, gdyż zadowolony odpowiedzią Ivan zdążył już się rozłączyć.

Rosja uśmiechnął się do siebie. Jeżeli Feliks zgodził się przyjść, to z resztą powinno być łatwiej.

Albo i nie.

Optymizm Ivana lekko opadł, gdy wybrał numer do swojej starszej siostry - Oleny Barginskiej, która była personifikacją Ukrainy. Usiadł więc wygodnie w swoim fotelu, zdecydowanie klikając zieloną słuchawkę.

Nie odebrała. Trudno, będzie próbował aż do skutku!

Drugi, trzeci, czwarty... Piętnasty, szesnasty, siedemnasty... Ona to dopiero ma upór!

- Nie dam Donbasu. - powiedziała w końcu, odbierając.

- Priviet siostrzyczko! - przywitał się radośnie - Jak dawno nie rozmawialiśmy!

- Fakt, byliśmy zbyt zajęci strzelaniem. - odparła niechętnie. - Po co dzwonisz?

- Chciałbym cię zaprosić. - powiedział.

Nastała krótka chwila ciszy, niekiedy przerywana pojedynczymi sylabami dziewczyny. Ivan spokojnie czekał, aż jego siostra odzyska zdolność mowy.

- No dobrze. - odpowiedziała w końcu, nieco się przy tym jąkając. - Ale co planujesz?

- Niespodziankę.

Zdążył jeszcze usłyszeć jak Olena przełyka nerwowo ślinę zanim się rozłączył. Nie myślał długo nad wcześniejszą rozmową, gdyż po krótkiej chwili zadzwonił do młodszej siostry - Białorusi. W przeciwieństwie do Ukainy, ona odebrała od razu.

- Priviet! - odezwał się, gdy po drugiej stronie przywitała go jedynie cisza. - Co tam siostrzyczko?

Usłyszał jej głośny i ciężki oddech. W dalszym ciągu się go bała. Fajnie.

- Chcesz dzisiaj do mnie przyjść? - zapytał.

- Tak. - odpowiedziała szybko, chociaż głos okrutnie się jej trząsł. - Da. - dodała pośpiesznie, jakby bała się, że ten zaraz zgani ją za używanie białoruskiego.

- Więc do zobaczenia siostrzyczko!

Rozmowy z resztą rodziny przeszły w miarę szybko. Słowianie południowi nie stawiali żadnych oporów, a wręcz cieszyli się na zaproszenie. Może tylko Bułgaria wydawał się nieprzekonany, jednak ostatecznie zgodził się, a to było najważniejsze.

Ivan pośpiesznie wziął się za przygotowania. Nakrył stół białym obrusem, stawiając na nim przeróżne potrawy. Starał się zaprezentować tradycyjną rosyjską kuchnię najlepiej jak potrafił, a więc nie mogło zabraknąć czystej wódki. Poza nią postawił też solone śledzie, pierogi z mięsem, okroszkę i sosicek w cieście. Posprzątał również w całym domu, nie mogąc doczekać się odwiedzin rodziny.

Barginski usiadł na krześle przy stole, ze zmęczeniem, ale i podziwem obserwując to, co udało mu się przygotować. Nie zdążył jednak odpocząć, gdy rozległo się ciche pukanie do drzwi. Gdy je otworzył, jego oczom ukazały się Białoruś i Ukraina.

Natalia wyglądała na przerażoną. Cała się trzęsła i pobladła. Stała krok za siostrą, bojąc się odezwać. Olena natomiast patrzyła na brata z wyższością, zakładając ręce na biodra. Widząc je, twarz Ivana pokrył uśmiech.

- Priviet! - powiedział.

- Priviet! - odpowiedziała pośpiesznie Białoruś, jakby ktoś ją wybudził ze snu.

Ukraina nie czekając na zaproszenie, przecisnęła się obok brata, wchodząc do środka. Nie mówiąc nic więcej, usiadła przy stole, rzucając niedbale buty pod ścianę. Białoruś natomiast stała w dalszym ciągu w tym samym miejscu ze spuszczoną głową, czekając na zaproszenie.

- Wejdź. - powiedział w końcu Barginski, co ta szybko wykonała niczym rozkaz w wojsku.

Natalia usiadła obok siostry, a w pomieszczeniu zapadła cisza. Białorusinka prawie się skuliła, gdy obok niej usiadł Rosja.

- Coś nie tak siostrzyczko? - zapytał chłopak, widząc przerażenie w oczach dziewczyny.

Olena nalała sobie wódki do kieliszka, upijając wszystko na raz. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi.

- Ma uraz po ostatnim proteście z udziałem milicji. - wyjaśniła Olena.

Natalia zaczerwieniła się lekko, na co Ivan roześmiał się.

- Pamiętam. Dobre czasy.

Siostry wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Zanim jednak któraś z nich się odezwała, rozległo się kolejne pukanie.

- Ja otworzę. - stwierdziła Olena, podnosząc się. Szybkimi krokami podeszła do drzwi, doskonale wiedząc, kogo za nimi zobaczy. - Wiedziałam, że przyjdziesz.

Stał przed nią Rzeczpospolita Polska, znany też jako Feliks Łukasiewicz. Uśmiechnął się krzywo na jej widok, podczas gdy ona z łobuzerskim uśmiechem zamknęła za sobą drzwi, stając razem z nim na zewnątrz.

- Nie mogłoby mnie zabraknąć na zlocie patologii międzynarodowej. - oświadczył, wkładając dłonie do kieszeni. - No i przekonała mnie wódka z pierogami.

Olena prychnęła pod nosem, stawiając w jego kierunki śmiałe kroki. Blondyn uniósł brwi, oczekując jej dalszych sugestii.

- Bez ciebie byłoby drętwo. - szepnęła uwodzicielsko, układając dłonie na jego ramionach. - Ale mam cichą nadzieję, że po tym wszystkim pójdziemy do mnie.

- Jak mógłbym ci odmówić? - odpowiedział, odwzajemniając uśmiech.

Para musnęła się w usta, jednak szybko odskoczyli od siebie, gdy drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu stanął Ivan.

- Czemu nie wchodzicie? - zapytał gospodarz, dzierżąc w dłoni rurę od kranu.

Łukasiewicz zmarszczył brwi, żałując, że ktoś mu przerwał ten moment. Olena natomiast zacisnęła zęby, nie pozwalając jednak, by relacja jaka łączy ją z Feliksem ujrzała światło dzienne. Bez słowa więc weszli do środka, a Barginski odłożył swoją broń na podłogę.

Blondyn usiadł po drugiej stronie stołu, naprzeciw Białorusi. Widząc go, dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się, czując ulgę. Feliks mrugnął do niej porozumiewawczo, dodając jej tym samym odwagi.

- Jak wam życie mija? - zapytał Rosja, siadając na swoje miejsce.

- Było fajnie, ale potem zadzwoniłeś. - odpowiedział Feliks, nakładając sobie pierogów. - A tobie?

- W sumie to beznadziejnie. - odparł, chociaż wciąż się uśmiechał. - Rubel spada, a moja gospodarka upada. Poza tym, wojsko jest w coraz gorszym stanie, a Chiny zaciera ręce.

"Warto wiedzieć" - pomyślała Ukraina.

- Przyjdzie ktoś jeszcze? - zapytał Łukasiewicz.

- Jasne, zaprosiłem wszystkich.

W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Rosja bez słowa podszedł do nich, natomiast Polska popatrzył z niepokojem na siedzące naprzeciwko dziewczyny.

- Ale jak to wszystkich? - zapytał, na co te tylko wzruszyły ramionami.

Już po chwili do pomieszczenia weszli Czechy i Słowacja, za którymi, jak na dobrego gospodarza przystało, szedł Rosja. Łukasiewicz uśmiechnął się z ulgą, widząc starsze rodzeństwo. Słowacja na jego widok uśmiechnął się promiennie, pośpiesznie zajmując miejsce obok młodszego braciszka.

- Ahoj wam! - przywitał się. - Jak miło was widzieć!

Czeszka spokojnie usiadła po drugiej stronie młodszego brata, rozglądając się po jakimkolwiek napoju, który nie byłby wódką.

- Nowa koszula? - zapytała Natalia, patrząc na Słowaka z uśmiechem.

- Zauważyłaś? - odpowiedział pytaniem na pytanie, na co ona pokiwała twierdząco głową. - Dakujem! Bo widzisz, Czechy uważa, że wyglądam w niej jak bezdomny.

- Jakub, to że ona widzi nową koszulę, nie oznacza, że jej się od razu podoba.

Z biegiem czasu zaczęła zbiegać się reszta rodziny. Serbia, Chorwacja, Macedonia, Słowenia, Czarnogóra, Bośnia z Hercogewiną i Bułgaria. Wszyscy siedzieli już przy stole, jednak ciężką atmosferę dało się wyczuć. Jeden na drugiego patrzył z nienawiścią, jakby planował co najmniej morderstwo. Widać też było, że w towarzystwie powstały grupki.

Serbia rozmawiał wyłącznie z Polską, Czechami, Słowacją, Czarnogórą i czasem Białorusią. Natalia natomiast poświęcała uwagę Ukrainie, której zdarzało się czasem spojrzeć ukosem na swojego chłopaka, podczas gdy Chorwacja zajęła się plotkowaniem ze Słowenią i Hercogewiną. Bośnia natomiast siedział cicho, co nie było nowością. Macedonia natomiast opowiadała Rosji i Bułgarii o tym, jak bardzo cieszy się z tego, że jest niepodległa, jakby nie było lepszych tematów.

Mówiąc wprost: było okropnie. Siedząc przy jednym stole, potrafili obgadywać swojego sąsiada. Ivan obserwował tę sytuację z niezadowoleniem, niezbyt słuchając tego, co miała mu do powiedzenia Macedonia.

Nagle zrobiło się głośniej. Podczas gdy wcześniej co niektórzy potrafili jeszcze mówić cicho, tak teraz nikt nie krył się już ze swoimi negatywnymi opiniami o innych. Serbia bez skrępowania mówił jak bardzo ma dość Słowenii i Chorwacji, a ci nie pozostawali mu dłużni. Ukraina również coraz śmielej mówiła o ukraińskim Krymie i nienawiści jaką darzy młodszego brata. Z kolei Polska zapomniał na moment, że chodzi z Oleną i zaczął głosić, że Lwów jest polski. Spotkało się to z poparciem Serbii, który tym samym zaskarbił sobie wrogość Barginskiej.

- Martw się lepiej o swoje osrane Kosovo! - wrzanęła, na co ten niemalże spadł z krzesła. - Co?! Boisz się przywalić Albanii raz, a porządnie?!

- Powiedziała ta, która oddała Krym bez jednego odstrzału! - odgryzł się. - Powiedz lepiej jak zarabiają Ukrainki za granicą!

- Odezwał się praworządny! - wtrąciła Chorwacja. - A mam ci przypomnieć jak Albania przy wszystkich dała ci w ryj, a ty nawet nie umiałeś się obronić?!

- On przynajmniej ma jeszcze honor! - wtrącił Czarnogóra, nie pozwalając obrażać starszego brata. Podniósł się na równe nogi, patrząc na rozmówczynię z nienawiścią. - Nie pamiętasz już jak...

- Zamknij ryj! - przerwała mu jeszcze głośniej, lekko czerwieniąc się, przypominając sobie ostatnią wpadkę.

Czechy popatrzyła na wszystkich z politowaniem, zajadając solone śledzie.

- Banda idiotów. - stwierdziła.

- Kogo nazywasz idiotom?! - warknęła Ukraina.

- Ciebie, panno od wideł. - odparła spokojnie, marszcząc brwi. - Co taka zdziwiona? Myślałaś, że wybaczę jak mi brata o mało nie zabiłaś?

- A jak Kazimierz Wielki przejmował siłą Lwów i zabijał ludność to wszyscy milczeli!

Szatynka odłożyła widelec, patrząc na blondynkę z wyższością. Uśmiechnęła się delikatnie, chociaż w duchu była wściekła.

- A kogo obchodzą twoi ludzie?

Ostatecznie wszyscy zaczęli się przekiwać, przez co ciężko było cokolwiek zrozumieć. Nawet Białoruś dołączyła do tejże wymiany zdań, nie pozwalając kwestionować swojej białoruskości.

- Czy nie możemy przestać się kłócić i złapać się za ręce? - wtrąciła zmieszana Macedonia, zsuwając się na krześle.

- Ty to siedź cicho, jesteś grecka! - odparł Serbia, po czym wrócił do kłótni z Chorwacją.

Na to nawet ona nie mogła pozostać obojętna. Ivan, widząc że traci ostatnią przeciwniczkę kłótni o mało nie popadł w depresję. To miało być przyjęcie łączące, a nie dzielące!

Całe szczęście, szybko wymyślił rozwiązanie idealne.

Schował się pod stół i zaczął płakać. Jeżeli to nie przyciągnie ich uwagi, to już nic nie będzie w stanie tego zrobić. W końcu Rosja w depresji nie zdarza się często.

Ucichli, jedynie szepcząc coś między sobą. Idealnie.

- Ivan? - zapytała Natalia, zaglądając pod stół. - Wszystko w porządku?

Rosja opanował sztukę udawania płaczu do perfekcji. Nie tylko wylewał z siebie łzy, ale i jego skórę pokryła czerwień. Było to jednak słabo widoczne, gdyż Rosjanin ukrył twarz w dłoniach. Słysząc jednak zaniepokojenie siostry, popatrzył na nią załzawionymi oczami.

- To nie tak miało być. - powiedział, łkając.

- To on ma uczucia? - zapytała ze zdziwieniem Ukraina, na co Słowacja tylko wzruszył ramionami.

Zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie, jednak było to tylko przejściowe. Zgromadzeni wymienili zawstydzone spojrzenia, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Białoruś wciąż siedziała na kolanach przed Rosją, który nie przestawał płakać.

To było chore.

- Dobra, spoko... - wtrącił Bułgaria, chcąc jakoś załagodzić sytuację - może my już pójdziemy...

- Niet! - przerwał mu Ivan podnosząc się, przez co uderzył głową w stół. - Au.

Skrzywił się z bólu, co sprawiło, że uśmiechy zawitały u Polski i Ukrainy. Słowenia natomiast podał mu rękę, uśmiechając się przyjaźnie.

- Dokończymy przyjęcie. - powiedział spokojnie.

Barginski popatrzył na niego z niedowierzaniem. Podczas gdy wszyscy spodziewali się głębszej wymiany zdań, Ivan niespodziewanie podskoczył na równe nogi, nie przyjmując wyciągniętej dłoni Słowenii. Po jego rozpaczy nie było nawet śladu.

- A więc zaczynamy zabawę! - wykrzyknął, na co pozostali wytrzeszczyli ze zdziwienia oczy.

Barginski, chcąc oszczędzać czas, włączył szybko piosenkę "My słowanie", po czym wypił wódkę prosto z butelki.

I wbrew wcześniejszym zgrzytom, wszyscy bawili się wspaniale. Chorwacji udało się zatańczyć z każdym, Bułgaria ukradł Rosji wszystkie jogurty, Białoruś wygrała z Słowacją konkurs "kto zje więcej śledzi", Słowenia zdobył się na odwagę i zagadał do Macedonii, Bośnia i Hercegowina, jak na dobre małżeństwo przystało, upili się razem, a Polska, Serbia i Ukraina na zmianę huśtali się na żyrandolu. Rosja przyglądał się swojemu dziełu z dumą, popijając przy tym swój ukochany trunek.

- Będą leczyć kaca przez tydzień. - powiedział do siebie. - Pewnie zarzygają mi przy tym cały dom.

Muzyka grała w najlepsze, a Bułgaria zwymiotował prosto pod nogi Rosji, mając już dość jogurtów.

- Warto. - stwierdził Barginski, po czym dołączył do huśtania się na żyrandolu, na którym obecnie bawiła się Olena. Pech chciał, że był za ciężki, na skutek czego jego mebel roztrzaskał się na kilka kawałeczków.

- Złaź ze mnie! - wrzasnęła Ukrainka, gdy Rosja wylądował prosto na niej.

- Nawet tu fajnie. - wtrąciła Czechy, która wcześniej zajęta była śmianiem się z Słowacji z powodu jego przegranej. - Ale nie szkoda ci mebli? Bułgaria spaskudził ci całą łazienkę.

Ivan machnął lekceważąco ręką, podnosząc się z trudem do pionu.

- Was kocham bardziej od mebli. - stwierdził.

Było uroczo, wspaniale i można by się spodziewać, że wszyscy będą żyć teraz długo i szczęśliwie. Niestety, w końcu przyszedł ranek. Ivan stwierdził, że jest to okazja idealna do odtworzenia ZSRR.

Nikt się nie sprzeciwiał, bo wszyscy spali porozrzucani po całym mieszkaniu.

"Taka okazja więcej się nie powtórzy!" - pomyślał Barginski, przystępując do malowania ścian na czerwono.

- Co robisz? - mruknął Feliks, w dalszym ciągu leżąc pod wersalką.

- Nic kuzynku. - odpowiedział z szerokim uśmiechem Ivan. - Śpij, śpij.

"Gołębica"

...

"Śmierć jest za łatwa"

...

"Wypijmy za to, bacie"

...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki