FANDOM


Sto rad jak być szczęśliwym

IM.png
Autor: funnyFranky
Opublikowano: Część 1 - 06.09.2016
Cześć 2 - 09.09.2016
30px-Bitwa.png
Bitwa.png Ten artykuł wygrał pięćdziesiątą czwartą bitwę na odcinki!


Zbiór pozornie niepowiązanych ze sobą opowiadań, których akcja dzieje się w drugim wymiarze.

Opowiadania powiązane są ściśle z serią Inni my.

Bohaterowie

Fabuła

Powierniczka tajemnic

Rada numer 56
Doszukuj się w ludziach dobra.

- Pospiesz się Alicjo. Pan już wstał. Musimy oczyścić jego sypialnię nim opuści łazienkę.

Podstarzała kobieta pędziła na złamanie karku zamkowymi korytarzami. Pchała przed sobą wózek zastawiony licznymi środkami czystości. Za nią tępa usiłowała nadążyć nastoletnia dziewczyna obładowana świeżą pościelom.

Każdy ranek, dla służby w pałacu Rexa Nigera, miał swój stały schemat. I co by się nie działo, każdy członek "personelu", musiał się go trzymać.

Panna Maria Muro była w tym wielkim domu jedyną sprzątaczką, czy jak sama zwykła siebie nazywać z dumą - pokojówką. Naturalną więc rzeczą, że na dokładne posprzątanie tak wielkiego budynku, jakim był zamek jej pana, schodziła jej większa część dnia. Wstawała o brzasku jeszcze przed kucharzem czy lokajem i przechodziła do dzieła. Zajmowała się myciem podłóg, odkurzaniem, zbieraniem pajęczyn, jednym słowem wszystkim co zwykła pokojówka robić. Jednak gdy tylko usłyszała piekielny dzwonek, sygnalizujący że jej pan wstał i rozpoczął poranną kąpiel, rzucała prowadzone właśnie porządki, i ruszała do sypialni swego pana. Miała za zadnie posprzątać całą jego komnatę, nim Rex wyjdzie z kąpieli i pozostać przy tym niezauważoną. Niewidzialność była w jej pracy priorytetem.

- Staram się jak mogę ciociu - wydyszała Alicja. Mimo że była o wiele młodsza, nie była w stanie dotrzymać kroku tak doświadczonej osobie jaką byłą panna Maria.

Po chwili stały już przed największymi i najbardziej okazałymi drzwiami w całym zamku. Panna Maria nacisnęła delikatnie klamkę i pchnęła je. Nim przekroczyła magiczną granicę, odwróciła się do swojej bratanicy i położyła palec na ustach, dając tym samym do zrozumienia, że mają się zachowywać jak najciszej.

- Na co czekasz, do pracy - rozkazała głośnym szeptem odsłaniając zasłony i otwierając okno na oścież. W ciemnym i dusznym pokoju, zrobiło się nagle przeraźliwie jasno, a smród potu został rozwiany przez poranny powiew wiatru. - Zajmij się zmianą pościeli. Materac chyba nie wymaga jeszcze przemycia - dyrygowała panna Maria. - Ja zajmę się ścieraniem kurzu i zmyciem podłogi. Musimy się wyrobić, nim pan opuści łaźnię.

Kobiety przeszły do sprzątania. W ciszy panującej w pokoju dały się słyszeć jedynie śmiechy i pluski wody dobiegające z łazienki.

Po niespełna siedmiu minutach pracy pokój był prawie gotów. Panna Maria popatrzała z dumą na umytą podłogę, po czym zerknęła na swą pomocnicę. Alicja układała poduszki obleczone w świeże poszewki.

- Ty tu skończ, a ja pójdę po ubranie pana. Przez to wszystko całkowicie o nim zapomniałam.

Alicja została sama w olbrzymiej komnacie. Dziewczyna wygładziła zmarszczki na łóżku i wyprostowała się. Rozejrzała dookoła i westchnęła ciężko. Duży pokój, dużo sprzątania. Nie ma pojęcia jak ogarnie wszystko samodzielnie.

Wtem drzwi za jej plecami otworzyły się. Nastolatka z sercem na dłoni odwróciła się. W wejściu do łazienki stała szczupła, brązowowłosa kobieta odziana tylko w ręcznik. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia kilka lat. Z jej długich włosów skapywały kropelki wody. Swoje przekrwione, błękitne oczy utkwione miała teraz w przerażoną Alicję.

Młoda Muro zastygła w bezruchu. Z przerażenia nie była w stanie się ruszyć. Choć nigdy wcześniej nie widziała tej kobiety, słusznie podejrzewała kim jest.

Łowca głów i nałożnica Rexa Nigera, wierna i oddana swemu panu. Wampirzyca.

Każdy mieszkaniec Quartu o niej słyszał, każdy mieszkaniec się jej lękał, chyba nawet bardziej niż samego Rexa. W końcu on nie zabijał, tylko wysyłał do tego właśnie ją.

Po zaledwie kilku sekundach, które dla Alicji zdawały się być godzinami, Wampirzyca oderwała od niej wzrok i ruszyła śmiało przez pokój. Podeszła do szafki nocnej, zabrała stojące na niej wino i wróciła do łazienki cicho zamykając za sobą drzwi.

Dopiero po kilku sekundach od zniknięcia Wampirzycy, nastolatka pozwoliła sobie na głęboki oddech ulgi. Chwile potem powróciła ciocia Maria z świeżym przyodzieniem dla swego pana i jego towarzyszki.

- Ciociu, muszę ci coś powiedzieć- zawołała szeptem Alicja podbiegając do Marii. - Naprawdę nie chciałam dać się zauważyć, ale ona tu weszła i patrzyła się na mnie.

- Kto taki?

- Wampirzyca.

Na tę wieść kobieta bez słowa minęła bratanicę. Podeszła do łoża i ułożyła na nim ostrożnie przygotowane odzienie. Osobno dla Rexa, osobno dla Wampirzycy.

Alicja wpatrywała się w nią zszokowana. Nie takiej reakcji się spodziewała. Myślała, że jej ciotka zacznie panikować, krzyczeć na nią jak mogła dać się przyłapać, że powinna skryć się pod łóżkiem, wyskoczyć przez okno, zrobić wszystko by nikt jej nie zauważył. W końcu miały być niewidzialne.

- Nie rozumiem - mówiła Alicja do swej cioci, już po opuszczeniu sypialni pana. Kobiety znajdowały się w kuchni. Maria zajęta była przygotowywaniem śniadania. - Jak możesz być tak opanowana? Sama mówiłaś, że za przyłapanie, może grozić nam chłosta.

- Tak, jeśli pan nas przyłapie. Ale nawet w takich chwilach obowiązuje odpowiednie zachowanie. Nie możesz wpadać w panikę i wybiegać z pokoju. Masz stać spokojnie i skłonić się, czekając na jego dalsze instrukcje. Ale to tylko w przypadku, gdy pan nas zauważy.

- No to już po mnie. Nie skłoniłam się. Pewnie doniesie Nigerowi o moim impertynenckim zachowaniu i każe wychłostać, albo nadziać na pal.

- Nie dramatyzuj. Powiedziałam, to w przypadku, gdy przyłapie cię pan.

- Dla kogo robisz to śniadanie? Karmienie pana, chyba nie leży w twoich obowiązkach.

- Masz słuszność, nie leży - oznajmiła Maria układając przygotowany, przez siebie posiłek na tacy.

- Więc... - Alicja już miała zadać kolejne dociekliwe pytanie, jednak jej ciocia weszła jej w słowo.

- Najwyższy czas, byś się o czymś dowiedziała. Skoro za kilka tygodni przejmiesz moje obowiązki, najwyższa pora byś poznała wszystkie aspekty mojej pracy. Nawet te nie do końca oficjalne. Bierz tacę i choć za mną.

Alicja bez słowa sprzeciwu wykonała polecenie swej instruktorki. Po kilku minutach sprzątaczka i jej podopieczna znalazły się w najdalszej części zamku. Była to część bardzo rzadko odwiedzana przez pana, a tym samym służbę. Znajdowała się tu jedynie biblioteka, czytelnia, kilka nieużywanych komnat i oczywiście, ten jeden pokój do którego Maria zdążała.

Drzwi na końcu korytarza. Nie wyróżniały się niczym specjalnie, poza tym że ich klamka nie była pokryta kurzem.

Maria weszła przez nie do dość uroczej komnaty, w żywych i radosnych barwach. To co wyróżniało ją od komnat Nigera, Wampirzycy czy Larrego, to fakt, że wyraźnie przeznaczona była dla dziecka.

Młoda Muro ostrożnie wsunęła się za ciotką i z otwartą buzią rozejrzała dookoła.

- Postaw śniadanie na stoliku - zakomenderowała Maria podchodząc do stojącego w rogu łóżka. Kobieta pochyliła się nad nim i delikatnie odchyliła kołdrę. - Pora wstawać paniczu.

Z łóżka dało się słyszeć ciche ziewnięcie, a po chwile podniósł się z niego czteroletni chłopiec. Miał czarne rozczochrane włosy i ciemnobrązowe oczka, teraz wyraźnie zaspane. Ubrany był uroczą piżamkę w misie.

- Dzień dobry nianiu.

- Witaj słońce. Chcę ci kogoś przedstawić. To jest Alicja - kobieta wskazała na swą bratanicę, która wgapiała się w chłopca z lekko uchyloną buzią. - Opowiadałam Ci o niej, pamiętasz? Niedługo to ona będzie się tobą zajmować.

- Cześć Alisjo.

- Alicjo poznaj, to Leonard - przedstawiła rudowłosej chłopca. - Syn Rexa Nigera i Wampirzycy.

- Nie miałam pojęcia, że pan ma syna - wyszeptała Alicja.

Kobiety siedziały na fotelach w rogu pokoju, przyglądając się chłopcu, który w skupieniu jadł śniadanie.

- Bo niewiele osób wie o jego istnieniu. Nasz pan pilnie strzeże tej tajemnicy. Jestem jedyną osobą, ze służby która ma do niego prawo wchodzić. Nawet jego matka nie ma pozwolenia pana na odwiedzanie go.

- Co, ale dlaczego? To okrutne nie pozwalać matce widywać się z dzieckiem.

- Też tak uważam - oznajmiła Maria. - Dlatego też wspólnie z Wampirzycą, mamy przed panem małą tajemnicą.

- To znaczy?

- Pozwól, że opowiem ci tę historię od początku. Było to niespełna cztery lata temu. Wampirzyca już od kilku miesięcy niewyściubiała nosa ze swojego pokoju. Wszyscy byli niezmiernie ciekawi co takiego się z nią stało, że nie panoszy się już po zamku. Krążyły plotki, że może jest ciężko chora, albo że wyjechała bez niczyjej wiedzy w tajnej miski. Ja jako pierwsza i jedna z nielicznych dowiedziałam się, co było powodem jej nieobecności. Właśnie zaczęłam poranne porządki, było około piątej czternastego grudnia, gdy z komnaty Wampirzycy mnie jej głośne krzyki. Początkowo bałam się wejść, jednak kilku kolejnych okrzykach bólu odważyłam się wejść do środka. Wampirzyca leżała na łóżku na wznak i trzymała się za brzuch, od razu poznałam co się święci. Osobiście odebrałam poród, nie było czasu na wołanie o pomoc. Gdy już było po wszystkim zjawił się pan z najbardziej zaufaną strażą. Rozkazał mi udać się z dzieckiem za jednym z żołnierzy, do tego pokoju. Po kilku godzinach zjawił się u mnie i oznajmił, że od dziś do moich obowiązków dochodzi opieka nad dzieckiem. Zakazał mi też komukolwiek wspominać o jego istnieniu. Zastrzegł również, że Wampirzyca nie ma się dowiedzieć, gdzie jej syn przebywa. Te ostatni rozkaz zdumiał mnie najbardziej. Nie miałam jednak prawa się mu sprzeciwiać. Nie oponowałam.

Wszystko zmieniło się jednak po dwóch miesiącach. Przez cały ten czas, każdego ranka widziałam jak Wampirzyca przemierza korytarze, zagląda do każdej komnaty, bada każdy zakamarek zamku. Byłam pewna czego, a raczej kogo szuka i za każdym razem czułam niewyobrażalne poczucie winy. Widziałam jej smutek, jej ból. Aż w końcu któregoś dnia, nie wytrzymałam. Gdy tylko pan opuścił zamek w celach biznesowych, odwiedziłam Wampirzycę w jej sypialni. Był wieczór, kobieta jednak nie spała. Leżała na łóżku wgapiając się w sufit. Poprosiłam ją żeby ze mną poszła, bo chcę jej pokazać coś ważnego. Nie spodziewałam się, że się zgodzi, ta jednak bez słowa podniosła się i ruszyła za mną. Gdy przekroczyła próg pokoju dziecięcego, po raz pierwszy w życiu dostrzegłam na jej twarzy radość. Kobieta wręcz podbiegła do kołyski, wzięła Leonarda na ręce i przytuliła. W końcu mogła przytulić własne dziecko, objąć syna. Wyszeptała ciche "dziękuję" i usiadła z nim na fotelu. Siedziała tak tuląc go przez kilka godzin. Od tego czasu, regularnie go odwiedza. Gdy tylko pan opuszcza pałac, wpada by go zobaczyć, pobawić się z nim, poopowiadać bajki. Jest naprawdę dobrą matką, na tyle na ile może nią być.

Maria zamilkła, a w pokoju zapanowała zupełna cisza, którą przerwało dopiero charakterystyczne pukanie do drzwi.

- Wejdź! - zawołała Muro, a drzwi otworzyły się.

Stała w nich nie kto inny jak Wampirzyca.

- Paniczu, ktoś do pana.

Leo tak zajęty był jedzeniem, że nie usłyszał wchodzącej osoby. Dopiero na słowa niani odwrócił się ku wejściu. Na widok matki poderwał się z krzesełka i rzucił się jej w ramiona.

- Mama! - wykrzyknął uradowany wtulając się w rodzicielkę.

- Dzień dobry synku - odparła kobieta, czule odwzajemniając uścisk.


Na skraju raju

Rada numer 7
Zawsze miej przed oczami coś pięknego, choćby stokrotkę w słoiku.

Niewielka kwiaciarenka na rogu, między cukiernią i sklepem z książkami. Niczym się nie wyróżnia spośród licznych kwiaciarni w mieście. Wręcz przeciwnie, jest prawie niezauważalna wśród szeregu większych i bogatszych, z bardziej różnorodnym wyborem donic i kartek upominkowych.

Więc dlaczego ona? Dlaczego właśnie o niej mowa? Bo nazywa się Stokrotka.

- Idź go w końcu obsłużyć - szepnęła Amélie do swojej młodszej siostry. - Bo się zniecierpliwi i sobie pójdzie.

Ekspedientki stały na zapleczu skryte za zasłonką, która skutecznie oddzielała je od części sklepowej. Kobiety od kilku minut obserwowały dyskretnie przybyłego klienta. Początkowo mężczyzna przechadzał się po sklepie oglądając ekspozycje kwiatowe, teraz przeglądał kartki urodzinowe ustawione na stojaku w rogu sklepu.

- Och, on jest taki uroczy.

- Facet przychodzi tu co tydzień od kilku miesięcy i zawsze kupuje ten sam bukiet. Nie uważasz, że to trochę upiorne?

- Dlaczego? To urocze i romantyczne.

- Skoro tak ci się podoba, to zaproś pana uroczego na kolację.

- Zwariowałaś? Pewnie już kogoś ma. Myślisz, że kupuje te bukiety mamie?

- Czemu nie? Nie masz pewności czy jest w związku. Choć spróbuj podpytać go dyskretnie - po tych słowach wypchnęła siostrę za firankę.

Vaiolet w ostatniej chwili chwyciła równowagę. Prędko wyprostowała się, otrzepała spódniczkę i cicho odchrząknęła. Na ten dźwięk zielonowłosy mężczyzna oderwał się od przeglądania ekspozycji i odwrócił ku blondynce. Policzki Vaiolet natychmiast pokryły się rumieńcem, jednak bez dłuższego zwlekania przeszła do wypełniania swoich obowiązków.

- Dzień dobry panie Fletcher. Proszę wybaczyć, że tyle musiał pan czekać, ale musiałam załatwić pewną sprawę na zapleczu.

- Nic nie szkodzi. Zdążyłem się rozejrzeć.

- Co dla pana? Ten sam bukiet co zwykle?

- Tak, i dodatkowo ta kartka - odparł zielonowłosy pokazując trzymaną przez siebie kartkę upominkową. - Czy mógłby poprosić o coś do pisania? Chciałbym ją od razu wypełnić.

- Nie ma problemu.

Kobieta podała mężczyźnie długopis, a sama przeszła do robienia bukietu. Tymczasem Ferb odszedł nieco na bok. Pochylił się nad blatem i przeszedł do wypełniania kartkę.

- Często nas pan odwiedza panie Fletcher - odważyła się w końcu zagadnąć panna Renard. - Dla kogo ten bukiet tym razem?

- Dla mojej ukochanej, jak zwykle - odparł mężczyzna nie odrywając się od kartki.

Vaiolet poczuła olbrzymią gule w gardle. "Jednak kogoś ma. Co ja sobie myślałam."

Mimo niezadowalających wieści, postanowiła kontynuować rozmowę.

- Zwykle jednak nie kupował pan kartek.

- Wiem, ale dziś jest specjalna okazja. Ma urodziny.

- Więc może zroby specjalny bukiet. Dodamy kilka gałązek zielonych liści. Przyozdobimy wstążką i...

- Nie ma takiej potrzeby. Bukiet z róż i stokrotek w zupełności wystarczy. To jej ulubione kwiaty, a ona nigdy nie lubiła przepychu.

- Rozumiem, jestem pewna że jej się spodoba.

- Ja również.

Kolejne kilka minut minęło w zupełnej ciszy. Podczas gdy Ferb w skupieniu wypełniał kartkę, Vaiolet kończyła robić bukiet, co jakiś czas zerkając na klienta.

Całą tę scenę zza zasłonki obserwowała starsza siostra Renard.

- Bukiet gotów - oznajmiła w końcu ekspedientka układając bukiet delikatnie na sklepowym blacie.

- Ja również skończyłem - oznajmił zielonowłosy oddając kobiecie pożyczony długopis.

Po uregulowaniu rachunku, mężczyzna wziął bukiet i kartkę i ruszył ku wyjściu. W połowie drogi jednak zatrzymał się jakby o czymś sobie przypomniał i zawrócił do kasy.

- Poproszę jeszcze znicz.

- Znicz? - zapytała blondynka lekko zdezorientowana.

- Tak, zwykły znicz. Bez jakiś ozdobników. Najprostszy jaki macie. I coś żebym mógł ten znicz zapalić.

- Mogą być zapałki?

- Tak. Będą wystarczające - odparł mężczyzna i uśmiechnął się delikatnie, co ponownie przysporzyło Vaiolet rumieńców.

Zielonowłosy odłożył bukiet i kartkę z powrotem na blat, i sięgnął po portfel. Wyjął z niego o wiele za duży nominał banknotu i wręczył Vaiolet. Nie czekając na resztę pochwycił swoje zakupy i ponownie ruszył ku wyjściu.

- Panie Fletcher, jeszcze reszta - zawołała za nim blondynka.

- Nie trzeba, proszę za nią kupić więcej stokrotek - po tych słowach opuścił kwiaciarnię.

Amélie bezszelestnie wyszła zza zasłonki i z rękami na piersiach podeszła do siostry.

- Dziwak - skwitowała jednym słowem klienta. - Zawsze jak się odzywa to mnie jakieś dreszcze po plecach przechodzą.

- Po co mu znicz?

- Nie wiem, może jego ukochana lubi jeść kolację w blasku zniczy. O spójrz - Amélie wskazała na kartkę leżącą na ladzie. - Zapomniał. Weź ją mu zanieś, może jeszcze go złapiesz.


Dziś twoje urodziny. Nie zapomniałem.


Vaiolet czym prędzej pochwyciła kartkę urodzinowa i wyszła przed kwiaciarnię. Kobieta stała chwilę rozglądając się dookoła. Zielonowłosego jednak nie było widać w zasięgu wzroku.


Aleksis rośnie jak na drożdżach. Jest zdrowa i coraz rzadziej płacze. Zaczęła się nawet do mnie uśmiechać. Bardzo mi Ciebie przypomina - ma twoje oczy.


Ferb przeszedł przez żeliwną furtkę, przekraczając tym samym granicę dwóch światów. W końcu nikt, ani nic nie jest w stanie powstrzymać go od spotkania z ukochaną.


W kwiaciarni poznałem uroczą ekspedientkę. Jest miła, uprzejma i piękna. Chciałbym pójść z nią na kawę, poznać bliżej, ale brak mi odwagi by ją zaprosić. Przy tobie jakoś mi jej nie brakowało.


Vaiolet wróciła do sklepu. Jak zawsze przy otwieraniu drzwi odezwał się cichy dźwięk dzwonka. Na ten sygnał z zaplecza wynurzyła się jej siostra. W dłoni trzymała kubek parującej kawy.

- I co? Uciekł Ci?

- Niestety. Cóż, wręczy ją z tygodniowym opóźnieniem. Wcześniej pewnie się tu nie pokaże - westchnęła blondynka.


Od twojej śmierci minęło pięć miesięcy. Powoli się z tym godzę, ale nigdy nie przestanę o tobie pamiętać. Nie chcę zapomnieć. Na zawsze zmieniłaś moje życie.


"Tu skręcam w lewo, a przy olbrzymim posągu anioła w prawo. Jeszcze kilka przecznic i jestem na miejscu."

Zielonowłosy z zamkniętymi oczami trafiłby to celu. Znał każdą uliczkę w mieście umarłych.

Kilka chwil później był już na miejscu.

- Witaj DS - wyszeptał uśmiechając się ze smutkiem.

Stał nad marmurowym nagrobkiem.


Tęsknię.


Podczas gdy Amélie delektowała się kawą, jej młodsza siostrzyczka bawiła się pozostawioną przez klienta kartką.

- Weź ją w końcu przeczytaj! - żachnęła się brązowowłosą.

Dobrze wiedziała, że Vaiolet aż zżera ciekawość co takiego napisał "pan Fletcher" jak zwykła go nazywać. Sama zresztą była w podobnym położeniu. Z natury była osobą ciekawską.

- Nie uważasz, że to niestosowne? - szepnęła blondynka niepewnie.

- Stosowne czy nie, otwieraj.


Zawsze będę Cię kochał.


Nigdy cie nie opuszcze.png

Mężczyzna pochylił się nad mogiłą i ostrożnie ułożył na niej bukiet kwiatów. Po chwili do wiązanki dołączył zapalony znicz.

- Wszystkiego najlepszego ukochana - wyszeptał wpatrując się w wygrawerowany napis "Tu spoczywa zasłużony Agent", a po jego policzkach spłynęły łzy.


Twój na zawsze


Pojedyncza łza skapnęła na trzymaną prze Vaiolet kartkę. Kobieta pospiesznie schowała ją do szuflady i otarła oczy wierzchem dłoni.

- Lepiej jednak było tego nie czytać - wyszeptała.


Ferb


Dodatkowe informacje

  • Porady zaczerpnięte są z "Mały skarbczyk prawd życiowych: O radości" autorstwa H. Jacksona Browna Jr.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki